Więcej wpisów

  • w

    Francuski myśliwy postrzelił Polaka (gs24.pl)

    Całe zajście miało miejsce na zorganizowanym przed Polaków polowaniach w kołobrzeskich lasach. Postrzał poważnie ranił nogę mężczyzny i wywołał poważne konsekwencje zdrowotne. To nie pierwszy raz, gdy w podobnie organizowanych polowaniach dochodzi do ranienia człowieka. Choć każdorazowo okoliczności postrzału są nieco inne, to główna przyczyna jest zawsze taka sama – organizowanie spotkań dorosłych osób chodzących po lesie z bronią. 

    Polowania są złożonym hobby dla wielu ludzi. Adrenalina powodowana uaktywnieniem się instynktu drapieżnika, powoduje, że chętnych nigdy nie brakuje. Organizowanie jednak zbiorowych polowań wiąże się ze sporym ryzykiem. Trudno jest bowiem przewidzieć każdą okoliczność, gdy do czynienia ma się z naturą, adrenaliną i odbezpieczoną bronią. Dlatego właśnie nierzadkim zjawiskiem są wypadki podczas polowania. Jednym z takich organizowanych polowań, gdzie doszło do incydentu, była ostatnia sytuacja w lasach w okolicach Kołobrzegu.

    Naganiacz straci nogę

    Polscy myśliwi zorganizowali polowanie dla francuskich mężczyzn z kółka łowieckiego. Na miejscu Polacy zorganizowali odpowiednie warunki, w tym jeden z nich służył pomocą jako naganiacz do zwierzyny. To właśnie on został postrzelony w nogę. Choć pomoc została niezwłocznie wezwana, to niestety wskutek poważnego urazu lekarze byli zmuszeni do amputacji podudzia. Choć stan mężczyzny jest stabilny, to znajduje się on wciąż w szpitalu w Szczecinie. Oskarżony obecnie czeka na wyrok sądu, który po poznaniu wszystkich okoliczności i opinii balistycznych, zasądzi, jaka kara należy się mężczyźnie.

  • w

    Lot – kierunek izba wytrzeźwień (gloswielkopolski.pl)

    Specyficzne zdarzenie miało miejsce w drugi dzień świąt Wielkanocnych. Na lotnisku Ławice w Poznaniu mężczyzna, zamiast polecieć do Edynburga, jak planował – wylądował na izbie wytrzeźwień. Wszystko jednak może zawdzięczać sobie, gdyż to jego zachowanie spowodowało takie, nie inne zachowanie funkcjonariuszy Straży Granicznej wobec niego. Zakrapiane święta skończyły się mało przyjemnie. 

    Lotnisko w każde święta przepełnione jest zawsze ludźmi, którzy jadą lub wracają od rodzin. Niektórzy z nich w bagażach wiozą prezenty świąteczne, inni zapakowane resztki po wspólnych posiłkach. Nie brakuje również tych, którzy na pokład wsiadają, będąc lekko po zażyciu alkoholu. Toasty rodzinne zawsze skłaniają do spożycia lampki lub dwóch wina. Inaczej jednak to wygląda, gdy pasażer na pokład chce wejść nie na lekkim rauszu, a wyraźnie po dużym spożyciu. Tak samo wyglądało to w przypadku 37-letniego mężczyzny, który w Poznaniu chciał wejść na pokład samolotu, będąc nie tylko pijanym, ale przede wszystkim agresywnym.

    Interwencja straży granicznej

    Niestety w tym przypadku nie udało się obyć bez interwencji służb. Agresywne zachowanie wzbudziło duże oburzenie i obawy wszystkich osób, które znajdowały się w jego pobliżu. Początkowo wezwane służby graniczne próbowały uspokoić mężczyznę, który to nie tylko stawał się coraz bardziej nerwowy, ale zaczął również rzucać obelgami. W ten sposób znieważył funkcjonariusza Straży Granicznej, co jest już czynem karalnym. Zastosowano wobec niego środki przymusu bezpośredniego i odwieziono do izby wytrzeźwień. Mężczyzna został ukarany karą grzywny w wysokości 2 tysięcy złotych.

  • w

    Święto Rękawki znów zgromadziło tłumy (gazetakrakowska.pl)

    Jednym z tradycyjnych obyczajów, jakie mają miejsce w Krakowie, wiąże się z obrzędami zaciągniętymi rodem ze średniowiecza. Pod kopcem Krakusa zebrały się grupy rekonstrukcyjne z całej Polski, po to, by uczcić wiosnę i zapoznać mieszkańców i przyjezdnych z tradycyjnymi obrzędami średniowiecznych ludzi. 

    Co roku wokół kopca Krakusa zbierają się ludzie, którzy chętnie przenoszą się w czasie do lat średniowiecznych. Wiosenne święto zmarłych było wówczas dużym wydarzeniem, które wiązało się ze zwyczajowymi obrzędami i powielanymi pokoleniowo zwyczajami. Jednym z nich był właśnie bieg wokół kopca. Z całej Polski zebrali się ludzie, którzy czekają cały rok na to, by móc wyciągnąć swoje zbroje średniowieczne z szafy. Prezentując się jako dawni Słowianie, pokazują współczesnym ludziom, jak wyglądało życie w osadzie w tamtych czasach.

    „Przybycie Słowian do kraju nad Wisłą”

    Tegoroczne święto Rękawki odbywa się pod hasłem „przybycie Słowian do kraju nad Wisłą”. Świętowanie rozpoczęto dziś w samo południe, biegiem wszystkich średniowiecznych mężów wokół kopca. Następnie, żeby tradycjom stało się zadość, wykonano pomyślną wróżbę dla całego grodu Krakowa. Na wszystkich zainteresowanych czekają również takie atrakcje, jak inscenizacje walk, rekonstrukcje wczesnochrześcijańskiego pochówku, a także punkt kulminacyjny, czyli walka nowo przybyłych Wiślan z wojownikami, którzy za wszelką cenę bronią swojego terytorium. Kolory, zapachy i dźwięki, z jakimi spotkają się wszyscy obserwatorzy wydarzenia, to paleta doświadczeń, które trzeba choć raz w życiu przeżyć.

  • w

    „Wolni Ludzie” zamiast „Złotego Rogu” (katowice.naszemiasto.pl)

    Przy ulicy Mariackiej w Katowicach został właśnie otwarty nowy bar. Jego kubański styl i ma wprawić wszystkich gości w dobry nastrój i odprężenie. Sami właściciele zachęcają do odwiedzania i zapewniają, że na miejscu czekają pyszne przekąski, litry różnorodnie podanego rumu oraz wolno płynąca muzyka. Czego chcieć więcej?

    Przy ulicy Mariackiej w dokładnie tym miejscu, gdzie teraz czekają „Wolni Ludzie”, wcześniej można było miło spędzać czas w „Złotym Rogu”. Lokal ten jednak zamknięto i otworzono miejsce z nowymi perspektywami i zupełnie innym wyczuciem stylu. Właściciele zadbali o to, by wnętrze i nastrój nawiązywał do kubańskiej kultury, która jest przecież wypełniona dobrą muzyką i optymizmem. Dla podkreślenia tego, poproszono dwóch artystów, którzy stworzyli prawdziwe dzieła na ścianach. W zabieganym czasie przedświątecznym mnóstwo osób straciło wiele czasu na ganianie za perfekcją, a teraz mogą zwyczajnie odprężyć się i wczuć w dobry klimat tego miejsca.

    Co spotka nas na miejscu?

    Jako, że głównym motywem baru jest Kuba, to łatwo domyśleć się, że najczęściej podawanym alkoholem jest rum. Wiele jego rodzajów można posmakować w zestawieniu z dodatkami, które to tworzą niepowtarzalne drinki. Przewidziano również pyszne dodatki w kubańskim stylu, w tym kanapki oraz przekąski z oliwkami i nachosami. W lokalu świetnie sprawdzą się przyjacielskie posiadówki, romantyczne spotkania we dwoje, czy integracja w pracy. w nowym barze każdy znajdzie coś dla siebie.

  • w

    Zalotny żart skończy się w więzieniu (dziennikbaltycki.pl)

    Nietypowa sytuacja miała miejsce w Gdańsku. Dwie policjantki z pomorskiej drogówki zatrzymały samochód. Miał on niewłączone światła, co jest nie tylko wykroczeniem drogowym, ale przede wszystkim stwarza niebezpieczne warunki dla innych uczestników ruchu drogowego. Samochód stanął bez oporów i kierowca bez słowa sprzeciwu wysłuchał funkcjonariuszkę policji. W przeciwieństwie do podejrzanego pasażera. 

    Sytuacja miała miejsce w Gdańsku w trakcie rutynowej kontroli sytuacji na drogach, tuż przed świętami. Jako że jest to okres rozkwitu nerwowych wyjazdów do rodzin na święta, oraz nieodpowiedzialnych kierowców prowadzących pojazd będąc pod wpływem alkoholu, drogówka ma zawsze ręce pełne roboty. Tym razem sytuacja nie wydawała się zgoła poważna. Pojazd poruszający się po drodze nie miał włączonych świateł. Funkcjonariuszki policji postanowiły zatrzymać kierowcę w celu uzmysłowienia mu tego faktu. Jednak po krótkiej wymianie zdań, uwagę policjantek przykuł nie kierowca, ale pasażer.

    Za co pasażer wyląduje w więzieniu?

    Zaczęło się od żartu, który miał być zalotny i śmieszny. Otóż pasażer rzucił młodej funkcjonariuszce policji, że może to mu wystawi mandat. Nietypowe zachowanie i buńczuczna postawa natchnęła kobietę do wylegitymowania obu. Jak się okazało, pasażer był poszukiwany przez policję z nakazem zatrzymania i doprowadzenia go do zakładu karnego. Miał w nim odsiedzieć wyrok roku pozbawienia wolności za kradzież z włamaniem. Obecnie znajduje się on w areszcie.

  • w

    Pijany 18-stolatek zabił rówieśnika w Gdyni (dziennikbaltycki.pl)

    Do tragicznego zdarzenia doszło w drugi dzień świąt na ulicy Chwarznieńskiej w Gdyni. Obaj młodzi mężczyźni jechali samochodem z dużą prędkością i z niewiadomych przyczyn uderzyli w drzewo. Jak się okazało, kierowcy nic nie jest, natomiast pasażer w wyniku poważnych obrażeń, zmarł w szpitalu. Kierowca miał we krwi ponad 1,5 promila alkoholu. 

    Jak co roku, tak i w tym, w okresie świątecznym nie brakuje nieodpowiedzialnych kierowców wsiadających za kierownicę, będąc pod wpływem alkoholu. Niejednokrotnie udaje się im jednak zachować ów haniebny czyn w tajemnicy i dojechać na miejsce bez żadnych problemów. Każdy schwytany przez policję kierowca będący w stanie wskazującym, zostaje jednak ukarany. Nie zawsze niestety kończy się to tylko w taki sposób. W Lany Poniedziałek doszło bowiem do tragicznego wypadku, w którym pijany nastolatek uśmiercił swojego kolegę. Brawurowa jazda pod wpływem skończyła się ogromną stratą.

    Niewyjaśnione okoliczności wypadku

    Jak podaje podkomisarz Jolanta Grunert, wciąż niewyjaśnione są okoliczności wypadku. Samochód zjechał z drogi i z impetem uderzył w przydrożne drzewo. Na miejscu szybko pojawiły się służby. Po zbadaniu kierowcy alkomatem okazało się, że ma on w wydychanym powietrzu ponad 1,5 promila alkoholu. Pasażer wskutek poważnych obrażeń, został niezwłocznie zabrany do szpitala, gdzie nie udało się uniknąć najgorszego.  Sprawcy wypadku zostało odebrane prawo jazdy, a w całej sprawie, wciąż prowadzone jest śledztwo. 18-stolatek, jako pełnoletnia osoba, poza psychicznymi konsekwencjami sytuacji, nie uniknie również poważnych sankcji prawnych.

  • w

    Zabytkiem po Kalatówkach (zakopane.naszemiasto.pl)

    Jak co roku Tatrzańskie Kalatówki zostały stolicą polskiego narciarstwa. Kolejny już raz w lany poniedziałek, w zawodach o Wielkanocne Jajo spotkali się miłośnicy białego szaleństwa. W tym roku, mimo słabej, deszczowej pogody ponad 150 osób stawiło się na starcie zawodów. Zawodniczki i Zawodnicy mimo niesprzyjającej aury śmigali w dół stoku na zabytkowych nartach.

    Coroczna, wielkanocna zabawa kolejny raz przyciągnęła prawdziwe tłumy. Jak co roku w lany poniedziałek, w Suchym Żlebie odbyły się nietypowe zawody, których przebrani w stroje z początku ubiegłego wieku uczestnicy suną po białym puchu w równie starych i zabytkowych nartach. Mimo obecności jury, nagród i zasad dla większości liczy się sam udział. To, czy ktoś dojedzie do końca i jak jego przejazd zostanie oceniony, jest sprawą drugorzędną. Liczy się sam udział w tym wspaniałym przedsięwzięciu i czerpanie wszechobecnej pozytywnej energii. Każdy przejazd, wywrotka to okazja do śmiechu i oklasków.

    Kalatówki to nie skansen

    Mimo iż w ten poniedziałek odwiedzający Kalatówki mogli pomyśleć, że znaleźli się w skansenie, to nie jest to codzienność tego miejsca. Ubrani na dawną modłę panowie i panie szusowali w strojach dawnych górali. Na nogach stare narty, drewniane kijki, a panie w charakterystycznych spódnicach. Oprócz tradycji nie zabrakło swobodnych interpretacji i kreacji niepasujących do żadnej znanej epoki historycznej.

    Punktem łączącym przeszłość z teraźniejszością był udział Oskara Kwiatkowskiego – snowboardowego mistrza świata w gigancie równoległym. Przedstawiciel Białego Dunajca zamienił współczesną deskę na dwie pary klasycznych, zabytkowych nart, strój góralski i dołączył do zabawy.

  • w

    Nietypowy wypadek na cmentarzu – 60-ciolatek wpadł do grobu (kurierlubelski.pl)

    Cała akcja miała miejsce tuż przed świętami. Mężczyzna pojawił się tego dnia na cmentarzu przy ulicy Białej w Lublinie. Chciał tylko odwiedzić tam swoją matkę, która zmarła już jakiś czas temu. Zamiast jednak cieszyć się symbolicznym spotkaniem przed świętami, wziął udział w poważnym wypadku, który mógł skończyć się tragicznie. Jakich urazów doznał 60-ciolatek? Kto mu pomógł?

    Mężczyzna, idąc w Wielką Sobotę na grób swojej matki, nawet nie podejrzewał, co może się mu przydarzyć. W wielkiej zadumie przedświątecznej chciał poświęcić chwilę na spotkanie z bliską mu osobą, która odeszła już jakiś czas temu. Podczas „spotkania” oparł się o płytę grobu, która załamała się z hukiem, a on sam wpadł do grobu swojej rodzicielki, doznając urazu nogi. Zdradliwa konstrukcja całkowicie się rozpadła, przez co wpadający mężczyzna nie miał nawet o co się oprzeć i wpadł cały, poważnie raniąc się w nogę. Głębokość takiego grobu to około 5 metrów, przez co nie obyło się bez pomocy straży pożarnej.

    Strażacy na ratunek

    Z racji wysokości dołu, do pomocy wezwana została jednostka straży pożarnej, która posiadała specjalny sprzęt wysokościowy. Po szybkim zorientowaniu się, że mężczyzna, choć przytomny to jest ranny, jeden ze strażaków zjechał na linie do grobu i opatrzył mu nogę. Dopiero po prawidłowym zabezpieczeniu rany, mężczyznę wyciągnięto z zapadliny. Cała akcja trwała około godziny. Poturbowany mężczyzna trafił do szpitala, w celu zaopiekowania się nogą oraz sprawdzenia, czy upadek nie wyrządził więcej szkód w organizmie.

  • w

    Świąteczny bieg w Nowej Soli (zielonagora.naszemiasto.pl)

    W drugi dzień świąt odbyła się tradycyjny bieg do pustego grobu, gdzie setki ludzi o najróżniejszym wieku, zawodzie i statusie społecznym, biegli złączeni w jednym celu – dobiec do pustego grobu. Pogoda tego dnia wyjątkowo dopisała, a na trasie biegowej zebrali się entuzjaści, którym nie brakowało chęci i adrenaliny do sprostania wyzwaniu. 

    Tegoroczna IX edycja Biegu do Pustego Grobu odbywała się na nieco innej trasie. Nie przeszkodziło to jednak nikomu by korzystać pełną piersią z uroków, jakie zapewniał wyjątkowo słoneczny dzień. Na starcie pojawili się nie tylko mieszkańcy, ale również wielu przyjezdnych, którzy co roku biorą udział w świątecznym biegu. Bieg był również poprzedzony możliwością treningu. Przebieg nowej wyznaczonej trasy był dużo wcześniej udostępniony biegaczom, dzięki czemu mogli poznać ją i przygotować się do głównego wydarzenia. Na mecie, na każdego czekał dyplom.

    Duchowni w sportowych butach

    Cały bieg był podzielony według pewnych kategorii. Główne z nich to podział na mężczyzn i kobiety, oraz według ustalonych granic wiekowych. W innym biegu do boju ruszyły rodziny oraz sami mieszkańcy powiatu Nowa Sól. W biegu dystansowym na 10 kilometrów można było spotkać również przedstawicieli kilku wyznaczonych zawodów, w tym prawników, pracowników ochrony zdrowia, mundurowych oraz samych duchownych. Ku uciesze wielu, kapłani wyszli zza ambony i ruszyli do symbolicznego biegu Wielkanocnego. Choć zawodnicy różnili się bardzo kondycją i możliwościami fizycznymi, to każdy z nich czerpał maksymalnie dużo radości z tradycyjnego biegu.

  • w

    Poznańskie centrum remontu (gloswielkopolski.pl)

    Remonty miasta, szczególnie tak dużego jak Poznań to codzienność. Chleb powszedni mieszkańców stolicy Wielkopolski wpisały się w naturalny krajobraz aglomeracji. Dla wielu świeżych mieszkańców jest to często jedyny stan, jaki znają. Permanentne rozkopanie i plac budowy, który zastali wprowadzając się do miasta stukających się koziołków.

    Wiele remontów rozpoczyna się i kończy, jest to naturalny cykl życia każdego miasta. Zawsze wiąże się to z pewnymi niedogodnościami. Jest jednak w naszym mieście takie miejsce, którego remont doskwiera dosłownie wszystkim. Zarówno miejscowym jak i przyjezdnym.

    Stary Rynek z starym remontem

    Stary Rynek, który jest jednym z symboli miasta według planów, ma być skończony jesienią tego roku. Opóźnienie prac wynika zarówno z problemów z wyłonieniem wykonawcy jak i z zakresu prac. Prace rozpoczęte jesienią 2021, mimo iż maiły być skończone w 2022, trwają. Jednym z powodów opóźnień są konieczne do przeprowadzenia prace archeologiczne. Stary Rynek jest miejscem o bogatej historii i korzystając z możliwości jakie dają wykopane przy okazji wymiany rur doły, badacze przeszłości chcą wyciągnąć jak najwięcej.

    Mimo postulatów organizacji turystycznych o podzielenie inwestycji na etapy. Według których w pierwszej kolejności byłyby zakończone prace przed fasadą Ratusza, domkami budniczymi i pręgierzem Lub też wydzielenie odpowiednich miejsc w punktach intensywnie uczęszczanych przez turystów. Organizacje skazywały również, aby prace przed fasadą Ratusza, domkami budniczymi i pręgierzem prowadzone były poza sezonem turystycznym (od października do kwietnia). Żaden z postulatów nie został spełniony.

    Remont historycznego miejsca tworzy swoją nową historię i miejmy nadzieje, że na jesieni doczekamy się jej szczęśliwego końca.

  • w

    Za co zapłacisz w szpitalach na Pomorzu? (gs24.pl)

    Choć teoretycznie korzystanie ze szpitali dla wszystkich ubezpieczonych jest nieodpłatne, to w praktyce za pobyt można zapłacić poważne pieniądze. Małe niewidoczne opłaty stają się sporą sumą po kilkudniowym pobycie. Pacjenci oburzeni. Wielu z nich całe życie płaciło składki, które są im pobierane z wypłaty, a jak w końcu zaszła potrzeba, to i tak muszą dopłacać w szpitalach za niektóre rzeczy. Czy odpłatność w takim miejscu jest legalna?

    Jedną z najczęściej opłacanych rzeczy, z jaką spotykają się pacjenci, to odpłatny telewizor i parking. Choć oglądanie telewizji nie jest możliwe, gdy ktoś jest tuż po operacji lub w trudnym stanie, to już w momencie, gdy dochodzi do siebie na łóżku szpitalnym, zajęcie czymś głowy jest nawet wskazane. Niestety nie zawsze można się wystarczająco skupić w szpitalnym gwarze, na sięgnięcie po lekturę. Wszystkie odbiorniki telewizyjne w szpitalach są na monety. Opłacane bilonem kanały działają zazwyczaj przez godzinę. Potem trzeba wrzucić kolejną monetę. Wielu pacjentów nie zgadza się z tym systemem, gdyż jak twierdzą, jako podatnicy płacą za prąd w szpitalu. To samo dotyczy parkingu, gdzie, o ile nie wbiegniesz do chorego, rzucając szybko rzeczy i nie odjedziesz, to musisz uiścić opłatę.

    O dużo wyższych kwotach mówi się jednak, w przypadku gdy chce się zostać przy pacjencie w szpitalu, na przykład przy chorej żonie, mężu czy starszym rodzicu (tu opłata wynosi około 450 zł za dobę), lub o wyżywieniu własnych, gdy jest się matką zostającą przy chorym dziecku w szpitalu. Za wszystkie te „wygody” trzeba dopłacić. Jak jednak twierdzi zarząd szpitala – to wszystko nie jest związane z podstawową opieką szpitalną, dlatego pobieranie za to opłat jest w pełni legalne.

  • w

    Wytwórnia Filmów Fabularnych wraca pod zmienioną nazwą (gazetawroclawska.pl)

    Centrum miłośników kinematografii polskiej znów wraca do Wrocławia. Wytwórnia Filmów Fabularnych obecnie ma się nazywać Centrum Technologii Audiowizualnych. To duży krok dla Wrocławia, który wcześniej słynął z produkcji wyprodukowanych właśnie w tym miejscu. To cenny ośrodek wielu klasyków filmowych, który rozsławiły miasto i pozwoliły zabłysnąć mu na polskiej arenie kinematografii. 

    O ponownym otwarciu Centrum Technologii Audiowizualnych poinformował również Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Gliński. Jak sam podkreślił, obecnie jest coraz więcej produkcji filmowych, dzięki czemu najwyższy czas przywrócić funkcjonalność placówki. W ostatnich latach bowiem działalność Wytwórni Filmów Fabularnych, choć oscylowała wokół działalności filmowej, to raczej skupiała się na edukacji, kulturze oraz wspieraniu produkcji kinematograficznych. Obecnie przywrócona została właściwa funkcjonalność miejsca i ma znów produkować kolejne filmowe hity.

    Kolebka filmowych perełek

    Jak każdy wie, we wrocławskim Centrum Technologii Audiowizualnych pracują ludzie z pasją, doświadczeniem i zamiłowaniem. To właśnie spod ich skrzydeł wyszły takie dzieła, jak „Lalka” Wojciecha Jerzego Hasa, „Czterej pancerni i pies”, „Stawka większa niż życie”, czy trylogia Sylwestra Chęcińskiego o przygodach Kargula i Pawlaka. Te i wiele innych kinowych hitów na zawsze odmieniły polskie kino i wpisało się złotymi zgłoskami do historii kulturowej całego kraju i nie tylko. Stąd ponowne otwarcie wiąże się z wielkimi nadziejami i pomysłami na kolejne dzieła.

  • w

    Radykalna wycinka drzew pod Krakowem (gazetakrakowska.pl)

    Na terenie Rącznej pod Krakowem miejsce miała spora wycinka drzew. Mieszkańcu biją na alarm niezadowoleni z takiego biegu sprawy. Ich zdaniem nie tylko gmina dopuściła do masowej wycinki drzew bez jakichkolwiek rozmów z mieszkańcami, ale przede wszystkim pozbywają się roślin, które były sadzone przez wiele pokoleń mieszkańców na przestrzeni 41 lat. Jakie stanowisko przedstawiły władze gminy? Kto jest odpowiedzialny za wycinkę?

    Mieszkańcy miejscowości Rączej nieopodal Krakowa czują się oburzeni zachowaniem władz gminy i domagają się wyjaśnień. Ich zdaniem dopuszczono się nielegalnej i masowej wycinki drzew, które stanowią własność wsi. Od wielu pokoleń mieszkańcy wraz z rodzinami sadzili te drzewa w imieniu dobra wszystkich zamieszkujących okolice, a obecni są zmuszeni na bezradne obserwowanie, jak za sprawą bezdusznych urzędników, przerzedza się ich wspólne dobro. Wystosowali właściwe pismo do władz gminy z wyrazami oburzenia i głębokiej urazy, że nikt wcześniej nie informował ich o zaistniałej sytuacji, a prowadzone prace zostały ustalone bez porozumienia z nimi.

    Jakie jest stanowisko gminy?

    Władze gminy wystosowały swoje pismo, że wykonywane prace wiążą się ze zniszczeniami w lesie, przez które przechodzące nawałnice wyrządziły wiele szkód. Jak twierdzi wójt, wszystko dzieje się w porozumieniu ze specjalistami, którzy sami oceniają, które drzewa powinny zostać wycięte, by umożliwić innym zdrowy wzrost. Jak zapewnia, nic złego się nie dzieje, a reakcja mieszkańców jest zbyt na wyrost.

  • w

    Mężczyzna poszukiwany – w tle historia drogiego telefonu (katowice.naszemiasto.pl)

    W stolicy województwa śląskiego prowadzone są poszukiwania mężczyzny, które nie mają nic wspólnego z romantyczną wiosenną aurą. Komenda Miejska Policji w Katowicach, wydział kryminalny z I komisariatu policji prowadzą czynność w sprawie przywłaszczenia smartfona marki Samsung. 

    Początek marca i sobotnie zakupy nie zaczęły się zbyt przyjemnie dla jednego z mieszkańców aglomeracji śląskiej. W trakcie weekendowych sprawunków doszło do nieciekawego zdarzenia, które zmusiło do interwencji śląskich kryminalnych.

     Monitoring zarejestrował całą sytuację

    Dnia 4 marca, na ulicy Strzeleckiej 17a, w Katowicach, w sklepie spożywczym doszło do przywłaszczenia. Sklepowe kamery zarejestrowały wizerunek mężczyzny, który przywłaszczył sobie telefon o wartości 1,8 tys. Złotych. Osobnik wykorzystał chwilę nieuwagi i roztargnienia, po czym oddalił się w nieznanym kierunku. Wszystkie osoby mogące pomóc w rozpoznaniu, świadkowie zdarzenia oraz osoby, które mogą rozpoznać podejrzanego, proszone są o kontakt. Także osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje, które mogłyby przyczynić się do ustalenia tożsamości, powinny skontaktować się z najbliższym posterunkiem lub bezpośrednio z prowadzącymi sprawę. Ułatwi to rozwiązanie sprawy i pomoże uczynić naszą aglomerację bezpieczniejszym miejscem.

    Jeżeli ktoś rozpoznaje osobę ze zdjęcia, to proszony jest o pomoc funkcjonariuszom Policji i skontaktowanie się ze stróżami prawa z I komisariatu Komendy Miejskiej Policji w Katowicach pod numerami telefonów: 47 85 135 00, 47 85 135 30 lub na adres poczty elektronicznej: [email protected].

  • w

    Wszedł na Kasprowy 270 razy w ciągu roku (zakopane.naszemiasto.pl)

    Paweł Dutka to pasjonat górskich wędrówek i mieszkaniec Podhala. Jak sam mówi, uzależnił się od chodzenia po górach i nie wyobraża sobie, jak zniósłby dłuższą rozłąkę z nimi. Prawie codziennie informuje w swoich Social Mediach, że jest „obecny” kolejny raz na szczycie. Czym zajmuje się entuzjasta gór i od czego zaczął przygodę z górami?

    Paweł Dutka na co dzień pracuje w branży turystycznej. Ma również dom i rodzinę. Jego zdaniem tak wiele wejść pod górę zawdzięcza dobrej lokalizacji mieszkalnej i odpowiedniej organizacji czasu. Jak sam mówi, w Social Mediach spotyka się z różnymi opiniami. Jedni gratulują zdrowej postawy, inni zazdroszczą. Dutka jednak nie zaniedbuje swoich obowiązków ani zawodowych, ani rodzinnych, umie jednak wygospodarować dziennie około 1,5 godziny czasu na spełnienie swojego hobby. Choć prawie codziennie udaje się na Kasprowy, to jednak nie jest to jedyny szczyt Polskich gór, który zalicza w swoich wędrówkach.

    Jak zaczynał entuzjasta gór?

    Choć alpinista zawsze pałał miłością do gór, to jednak jego pierwsze wędrówki wiązały się z celami zarobkowymi. Piękne krajobrazy, na które natykał się po drodze, uwieczniał na fotografiach, które docelowo sprzedawał turystom. Choć źródło zarobku się skończyło, to pasja do gór została. Obecnie w ciągu roku zużywa około 4 par butów na pieszych wędrówkach. Kolejnym wyzwaniem, z jakim spotkał się Dutka, było wchodzenie i zjeżdżanie z gór na nartach. Początkowo zupełnie nie radził sobie z tym, to ostatecznie za pomocą kolegów entuzjastów, nauczył się i tego. Dziś góry stoją dla niego otworem niezależnie od pory roku.

  • w

    Gdynia ku pamięci ofiarom katastrofy smoleńskiej (dziennikbaltycki.pl)

    Jak co roku zbliża się kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej, w której zginęło wiele przedstawicieli ludu, w tym generałów, polityków. 10 kwietnia przypomina wielu o katastrofie, jaka miała miejsce podczas lotu samolotem. Gdynia wspomina wszystkie ofiary, składając im hołd i upamiętniając to straszne wydarzenie, wokół którego wciąż jest jeszcze wiele kontrowersji i niewyjaśnionych okoliczności. 

    10 kwietnia 2010 roku cała Polska wstrzymała na chwilę oddech. Wszystkie media zwróciły wówczas wzrok w stronę Smoleńska, gdzie spadł samolot TU 154, na którego pokładzie znajdowało się wiele ważnych dla Polski nazwisk, w tym para prezydencka – Lech i Maria Kaczyńscy. Cała śmietanka wybierała się wówczas na obchody kolejnej rocznicy rzeźni w Katyniu. Okoliczności tak strasznego wydarzenia nie zostały jednak wyjaśnione od razu, a wprost przeciwnie, podawano je zdawkowo, a ich przepływ był wciąż regulowany przez rosyjskie władze. Choć od wydarzenia minęło już prawie 13 lat, to w sercach Polaków wciąż jest pamięć o zmarłych.

    Obchody rocznicy w Gdyni

    W Gdyni złożono już kwiaty pod tablicą upamiętniającą admirała Andrzeja Karwetę. Następnie uroczystym przemarszem zgromadzeni doszli do Bazyliki Morskiej. W samą rocznicę 10 kwietnia od godziny 12.00 w kościele Niepokalanego Serca Maryi przy ulicy Makuszyńskiego odbędzie się msza święta, gdzie upamiętnione zostaną wszystkie ofiary tragicznego zdarzenia. Następnie zostaną złożone kwiaty i znicze pod epitafium katastrofy smoleńskiej.

  • w

    KolekTYw Ninja w Gdańsku (dziennikbaltycki.pl)

    Niezwykła inicjatywa w Gdańsku została założona przez pasjonatów spotu i zdrowego stylu życia. Miejsce, gdzie spotykają się entuzjaści, jest nie tylko czynnie wyposażane, ale i zadbane przez wszystkie osoby korzystające. Członkom KolekTYwu Ninja nie zależy na zarabianiu pieniędzy z przedsięwzięcia, a raczej na spotkaniu na swojej drodze osób, które podobnie do nich trenują swoje umiejętności sprawnościowe i dbają o swój stały rozwój. 

    KolekTYw Ninja to grupa osób, która spotyka się w jednym miejscu o nieoficjalnym adresie, gdzie mogą ćwiczyć swoje ciało i napędzać się wzajemnie w pokonywaniu kolejnych ze swoich barier. Entuzjaści różnych dziedzin sportu wspólnie wyposażają zajęty przez nich obiekt, tak by wciąż móc ćwiczyć więcej i bardziej różnorodnie. Przedstawiciele kolektywu można było spotkać między innymi w telewizyjnym programie Ninja Warrior, gdzie konkurowali z innymi osobami i prezentowali poziom swoich niezwykłych fizycznych umiejętności. W programie udział wziął również Grzegorz Niecko, czyli gdański zawodnik, trener oraz pomysłodawca kolektywu.

    Bez oficjalnego adresu

    Jednym z niezwykłych cech założonego KolekTYwu Ninja, jest brak oficjalnego adresu. Wiadomo jedynie, że zajmuję jeden z postoczniowych budynków, który ma charakter zabytku. Jak wypowiada się sam założyciel i pomysłodawca, dzieje się tak, gdyż członkowie stowarzyszenia samodzielnie wyposażają i dbają o miejsce. Nie pobierają żadnej opłaty za członkostwo, gdyż przedsięwzięcie nie zostało stworzone w celach zarobkowych. Są świadomi, że jakakolwiek reklama miejsca mogłaby wiązać się z pojawieniem się wandali, którzy nie tylko rozkradliby wspólnie zebrany sprzęt, ale również zniszczyli go. Jak twierdzą członkowie, najlepszym sposobem jest napisanie prywatnej wiadomości do nich, w celu podania adresu.

  • w

    Lublin odznaczony przez prezydenta Ukrainy (kurierlubelski.pl)

    Podczas pobytu prezydenta Ukrainy Włodymira Zełenskiego na Lubelszczyźnie, doszło do spotkań na wysokim szczeblu, ciepłych słów wsparcia i docenienia, ale również do wręczenia odznaczeń orderem Miasta-Ratownika czterech miast w województwie lubelskim. Na spotkaniu obecni byli prezydenci wspomnianych miast oraz między innymi premier Mateusz Morawiecki. 

    Miasta odznaczone przez prezydenta Ukrainy to Lublin, Chełm, Rzeszów oraz Przemyśl. Są to 4 większe miasta w województwie lubelskim, które wyróżniły się wyjątkowo szlachetną postawą i wsparciem wobec sąsiadów zza wschodniej granicy, którzy stanęli w obliczu wojny. Uciekającym Ukraińcom została udzielona pomoc i wsparcie od mieszkańców odznaczonych miast. Jak wypowiadali się sami prezydenci, na szczególne uznanie zasługują wszyscy aktywnie wspierający naszych sąsiadów, szczególnie rzesze wolontariuszy, którzy poświęcili swoje środki i czas na dzieleniem się dobrem z ludźmi w potrzebie.

    Prezydent Włodymir Zełenski na Lubelszczyźnie

    Prezydent walczącego z najeźdźcą państwa, w trakcie swojego pobytu w Polsce, nie mógł pominąć Lubelszczyzny, która swoją postawą i pomocą umożliwiła przetrwanie mieszkańcom atakowanej przez Rosje Ukrainy, w najgorszym i najtrudniejszym czasie. Tuż po wybuchu wojny zorganizowano wiele punktów przyjmowania uchodźców. Zapewniono pomoc zarówno materialną, jak i psychiczną, czy formalną. Zespół wielu ludzi działało wspólnie w celu udzielenia jak najskuteczniejszego wsparcia, wszystkim, którzy przekroczyli granicę. Prezydent Zełenski podkreślał wdzięczność za taką postawę i postanowił docenić ją w postaci odznaczeń.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.