Więcej wpisów

  • w

    Wielki protest pielęgniarek (gazetakrakowska.pl)

    12 kwietnia ulicami Krakowa przeszedł wielki protest pielęgniarek. Na banderach można było odczytać takie hasła jak „stop degradacji stop dyskryminacji”, czy inne podobne, które nawiązywały do sytuacji pielęgniarek z tytułem magistra, które czują się niedocenione i oszukane przez system. Jako związek zawodowy, który ma już wprawę w walce o swoje, ponownie postanowili wyjść na ulicę. 

    Pielęgniarstwo to trudny i wymagający zawód, który przez wiele lat był niedocenianym. Bez ich udziału w strefie ochrony zdrowia, nie funkcjonowałyby szpitale, a lekarze nie byliby w stanie poradzić sobie z pełną obsługą pacjenta. Każda pielęgniarka i pielęgniarz jest zawsze osobą najbliżej chorego, najwięcej trudnych i wymagających obowiązków muszą wykonać, a do tego muszą posiadać sporą wiedzę. Anatomia ciała, opieka, leki i wiele innych, mają w małym paluszku. Ostatnio kładło się jednak duży nacisk na podwyższenie ich kwalifikacji i wyrobienia tytułu magistra. Wiele osób zdecydowało się na to i pomimo wielogodzinnych dyżurów oraz życia rodzinnego, pokończyli studia. Niestety niekoniecznie im się to zwróciło. I to właśnie to sprawiło, że znów wyszły na ulice.

    Wyższe wykształcenie – tak, wyższe pensje – nie

    Związek pielęgniarek stworzył czarną listę szpitali w Małopolsce, które pomimo ich trudu włożonego w ukończenie wyższego wykształcenia, postanowili nie zwiększyć ich pensji. Dyrektorzy powołują się na źle skonstruowaną ustawę, która w świetle prawa pozwala na niewypłacanie podwyżek, jeśli stanowisko nie wymagało zwiększenia kompetencji. W odczuciu poszkodowanych tą sytuacją jest to niesprawiedliwe i wymaga poprawy systemowej.

  • w

    Wieżowiec powstanie mimo sprzeciwu mieszkańców (katowice.naszemiasto.pl)

    W Katowicach na ulicy Hierowskiego ma powstać kontrowersyjny od początku wieżowiec. Mimo wielu protestów, petycji oraz jawnego sprzeciwu mieszkańców, prezydent miasta wydał pozwolenie spółce Millenium Inwestycje na budowę drapacza chmur, który ma mieć ponad 56 metrów wysokości. Dlaczego okoliczni mieszkańcy się nie zgadzają? Jakie kolejne kroki mogą powstrzymać niechcianą budowę?

    Każdy kupując mieszkanie lub dom, sprawdza dokładnie okolicę. Jest logiczne, że chcemy wiedzieć, w jakich warunkach i krajobrazie chcemy żyć. Nawet w dużym mieście potrafią być kameralne niskie zabudowy, które niczym nie przypominają stereotypowego krajobrazu wielkomiejskich blokowisk. Mieszkańcy czerpią wówczas korzyści z mieszkania w dużej aglomeracji, jednak nie przytłacza ich okolica i czują się dobrze z własnym widokiem za oknem. Dlatego trudno się dziwić, że wybucha ogromny sprzeciw wśród mieszkańców, gdy nagle dowiadują się, że za ich oknem powstanie 18-kondygnacyjny moloch.

    Mieszkańcy mówią nie, miasto mówi tak

    Zaraz po dotarciu do mieszkańców wiadomości o budowie wieżowca, rozpoczęły się protesty. Zaburzenie w ten sposób ich niskopoziomowych zabudowań, nie tylko wydaje im się niepotrzebne, ale również zwyczajnie głupie i bezczelne. Na ogrodzonej działce od długiego czasu pojawiają się transparenty z jawnie podkreślonymi protestami i zdaniem mieszkańców. Niestety mimo usilnym działaniom, miasto i tak wydało zgodę na budowę. Jedynie co mogą zrobić zrezygnowani tubylcy to odwołać się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach.

  • w

    Prezydent na nartach (zakopane.naszemiasto.pl)

    Mimo nadchodzącej wiosny na Podhalu coraz częściej można było spotkać Prezydenta Andrzeja Dudę, który znany z zamiłowania do nart, szusował na stokach. Jako głowa państwa ma wiele na głowie i zdania obywateli do jego ucieczek w narty są dwojakie: jedni twierdzą, że to zdrowy sposób na odświeżenie myśli, inni zaś odnajdują bardzo wiele rzeczy, który powinien robić w czasie, gdy oddaje się swojemu hobby. 

    Szusowanie na nartach tuż po Wielkanocy, nie jest częstym zjawiskiem. Przy rosnących temperaturach śnieg znika z gór i z czasem staje się coraz rzadszym widokiem. Ci jednak co są wielkimi miłośnikami gór i zjazdów na nartach, dobrze wiedzą, gdzie jeszcze szukać możliwości pozjeżdżania poza sezonem. Podobnie właśnie ma obecny Prezydent Andrzej Duda, który nie tylko jest ogromnym zwolennikiem nart, ale przede wszystkim, świetnie odnajduje się w górach. Jego widok na Podhalu nikogo już specjalnie nie dziwi, biorąc pod uwagę jego częste pobyty na miejscu. A w ostatnich dniach można było go znów spotkań w kurtce do nart, tym razem zjeżdżającego po Kasprowym Wierchu

    Duda z obstawą na Podhalu

    Nie da się ukryć, że widoku prezydenta nie można ominąć niezauważonego. Poruszając się samochodami rządowymi oraz z pełną obstawą, przykuwa wzroki przechodniów. W tym roku dobrze poinformowany prezydent wyruszył na Kasprowy Wierch, gdzie można było jeszcze spotkać sporo śniegu. Dzięki dopisującej pogodzie nie tylko cieszył się ostatnimi podrygami swojego hobby w tym sezonie, ale również piękną wiosenną pogodą, jaka mu towarzyszyła.

  • w

    Dramat na al. Hallera. Zmarła w szpitalu (gazetawroclawska.pl)

    Do szpitala przy ul. Borkowskiej trafiała poszkodowana w groźnym wypadku. Dramatyczny wypadek wydarzył się we Wrocławiu, we wtorek (11 kwietnia 2023), w okolicach godziny 16-tej. Na skrzyżowaniu ulic Mieleckiej i alei Hallera, samochód ciężarowy potrącił kobietę, a w wyniku kolizji została ona wciągnięta pod samochód i jego tylne koła. Mimo szybkiej reakcji służb medycznych i policji nie udało się uratować 36-latki.

    Gruz na ulicy

    Zgodnie z informacją przekazaną przez podkomisarza Wojciecha Jabłońskiego z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu przewożąca kontener z gruzem ciężarówka brała udział w zdarzeniu ze skutkiem śmiertelnym. Policja zabezpieczyła miejsca zdarzenia oraz monitoring. Ze względu na wagę zdarzenia dalsze czynności będą prowadzone pod nadzorem prokuratury.

    Mimo szybkiej reakcji i reanimacji lekarzom ze szpitala Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego przy ul. Borkowskiej we Wrocławiu nie udało się uratować poszkodowanej.

    Do zdarzenia doszło, gdy przewożąca kontener z gruzem, wyjeżdżająca z drogi wewnętrznej, z placu budowy, ciężarówka zahaczyła kobietę idącą chodnikiem, wzdłuż al. Hallera, na skrzyżowaniu z ul Mielecką. Kobieta przechodziła przez jezdnię drogi wewnętrznej. Kierowca samochodu ciężarowego skręcał z tej drogi w al. Hallera.

    Odcinek obwodnicy śródmiejskiej, od tego skrzyżowania był zaraz po wypadku zablokowany dla ruchu, później policja przywróciła tam ruch jednym pasem. Mundurowi wraz z prokuraturą prowadzili swoje czynności na miejscu zdarzenia.

    W wyniku zdarzenia na obwodnicy śródmiejskiej i okolicach tworzyły się duże korki.

  • w

    Strzelanina w Darłowie – ranny mężczyzna (dziennikbaltycki.pl)

    Do zdarzenia miało dojść kilka dni temu, jednak jego okoliczności są wciąż wyjaśniane. Późną porą w Darłowie straż pożarna została powiadomiona o konieczności udzielenia pomocy w sprawie zabarykadowanego mężczyzny w mieszkaniu, który grozi wysadzeniem budynku. Sprawa z minuty na minutę przybierała coraz to niebezpieczniejszy obrót, aż w końcu doszło do wymiany strzałów, w której mężczyzna został ranny.

    Zabarykadowany 39-latek, to mężczyzna, który odsiadywał karę pozbawienia wolności w więzieniu. Na wolności znalazł się w wyniku konieczności załatwienia rodzinnych spraw. Przepustka, na której się znajdował, skończyła się, a skazany postanowił nie wracać do zakładu karnego. Wysłano za nim list gończy. Szybko ustalono, gdzie znajdował się ów mężczyzna i postanowiono odprowadzić go do więzienia na kontynuowanie odbywania kary. Niestety ten miał zupełnie inne plany. W momencie, gdy u drzwi pojawiła się policja, 39-latek zabarykadował się w mieszkaniu, grożąc, że wysadzi cały budynek. W obawie przed spełnieniem groźby odcięto gaz i prąd w całym budynku. Następnie przystąpiono do próby siłowego dostania się do mężczyzny.

    Padły strzały

    Zdesperowany skazany zaczął wymierzać z narzędzia przypominającego broń do funkcjonariuszy policji. Choć starano się uspokoić sytuację i rozwiązać konflikt polubownie, mężczyzna pociągnął za spust i padły pierwsze strzały. Policja zmuszona do interwencji z użyciem broni, raniła agresora w ramię, dzięki czemu udało się go wreszcie zatrzymać. Jak ustalono, rana nie zagrażała życiu. Obecnie 39-latek odbywa karę pozbawienia wolności i czeka na wyrok w sprawie strzelaniny.

  • w

    Wielki wiosenny bal na KUL-u (kurierlubelski.pl)

    Z nadejściem wiosny Katolicki Uniwersytet Lubelski im. Jana Pawła II organizuje bal. Zdarzenie ma odbyć się 22 kwietnia w głównym gmachu uczelni. Zaproszeni są zarówno studenci i absolwenci uniwersytetu, jak i innych uczelni. Wstęp jest płatny 15 zł za osobę. Mile widziani są nie tylko goście, ale i wolontariusze, którzy przyczynią się do organizacji całego wydarzenia. 

    Wiosna jest okresem w roku, który ma duży wymiar symboliczny. Nie tylko lepsza aura podnosi samopoczucie, ale przede wszystkim świat budzi się do życia i z zimowej osłony pojawiają się pierwsze oznaki życia. Ukwiecone aleje miejskie i zazielenione wreszcie trawniki powodują przypływ energii i chęci u każdego. Z tego powodu właśnie organizowane są często wiosenne festiwale, kiermasze i bale, które nie tylko świetnie sprawdzają się jako przywitanie nowego sezonu, ale również jako otrząśnięcie się z zimowego marazmu. Na podobny pomysł wpadły również władze Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II, który postanowił zorganizować wiosenny bal.

    „Wiosna, ach to ty!”

    Wiosenny bal organizowany przez Duszpasterstwo Akademickie KUL ma mieć miejsce 22 kwietnia w sobotę od godziny 18.00 na holu na parterze w Gmachu Głównym KUL-u. Aby móc pojawić się na tym wydarzeniu wystarczy jedynie zapisać się poprzez formularz znajdujący się na stronie uniwersytetu. Opłata pobierana od wejścia wynosi 15 zł. Uniwersytet chętnie zaprasza również wolontariuszy, którzy chętnie wykażą się w wiosennym ozdabianiu holu oraz w dostarczeniu na przykład przekąsek na bal.

  • w

    Darmowe chipowanie zwierząt w Zielonej górze (zielonagora.naszemiasto.pl)

    Darmowa akcja jest organizowana przez fundację „Safe-Animal”. Zajmują się oni różnymi akcjami, które mają na celu zapewnienie zwierzętom bezpieczeństwa i uniknięcia ich bezdomności. W tym celu jeżdżą po mieście, gdzie za darmo chipuja zwierzęta w tak zwanym „chipobucie”. Jak wygląda chipowanie zwierząt? Jakie dane umieszczane są na małych nośnikach danych? Jakie warunki trzeba spełnić, żeby móc skorzystać z takiej darmowej akcji?

    Bezdomność zwierząt, w tym głównie psów i kotów, to bardzo częste zjawisko w Polsce. Wiele z nich uciekło i nie znalazły drogi powrotnej, inne zostały umyślnie pozostawione same sobie w pustym lesie. Przepełnione schroniska dla zwierząt są tylko dowodem na to, że czas najwyższy dbać o lepsze rozwiązania dla pupili. W tym celu właśnie powstała akcja chipobusa, którym jeżdżą przedstawiciele fundacji „Safe-Animal”, którzy nie odpłatnie pomagają zabezpieczyć zwierzę, przed ucieczką. Aby móc załapać się na darmową akcję w Zielonej Górze, wystarczy pojawić się ze swoimi pupilami 16.04 i wziąć ze sobą książeczkę zdrowia zwierzęcia oraz własny dowód. Organizatorzy przypominają by króliki oraz koty zabierać w transporterach.

    Co daje chip?

    Chip to mały przenośnik danych, na którym można umieścić dane właścicieli. Pomoże to w zlokalizowaniu ich w momencie, gdy zwierzę ucieknie i znajdą go dane służby. Wówczas wystarczy odczytać dane kontaktowe znajdujące się na chipie. Dzięki temu zwierzę szybko i bezpiecznie trafia do domu. Samo wszczepianie chipu to proces szybki i praktycznie bezbolesny, a dzięki akcji fundacji „Safe-Animal”, również bezpłatny.

  • w

    Francuski myśliwy postrzelił Polaka (gs24.pl)

    Całe zajście miało miejsce na zorganizowanym przed Polaków polowaniach w kołobrzeskich lasach. Postrzał poważnie ranił nogę mężczyzny i wywołał poważne konsekwencje zdrowotne. To nie pierwszy raz, gdy w podobnie organizowanych polowaniach dochodzi do ranienia człowieka. Choć każdorazowo okoliczności postrzału są nieco inne, to główna przyczyna jest zawsze taka sama – organizowanie spotkań dorosłych osób chodzących po lesie z bronią. 

    Polowania są złożonym hobby dla wielu ludzi. Adrenalina powodowana uaktywnieniem się instynktu drapieżnika, powoduje, że chętnych nigdy nie brakuje. Organizowanie jednak zbiorowych polowań wiąże się ze sporym ryzykiem. Trudno jest bowiem przewidzieć każdą okoliczność, gdy do czynienia ma się z naturą, adrenaliną i odbezpieczoną bronią. Dlatego właśnie nierzadkim zjawiskiem są wypadki podczas polowania. Jednym z takich organizowanych polowań, gdzie doszło do incydentu, była ostatnia sytuacja w lasach w okolicach Kołobrzegu.

    Naganiacz straci nogę

    Polscy myśliwi zorganizowali polowanie dla francuskich mężczyzn z kółka łowieckiego. Na miejscu Polacy zorganizowali odpowiednie warunki, w tym jeden z nich służył pomocą jako naganiacz do zwierzyny. To właśnie on został postrzelony w nogę. Choć pomoc została niezwłocznie wezwana, to niestety wskutek poważnego urazu lekarze byli zmuszeni do amputacji podudzia. Choć stan mężczyzny jest stabilny, to znajduje się on wciąż w szpitalu w Szczecinie. Oskarżony obecnie czeka na wyrok sądu, który po poznaniu wszystkich okoliczności i opinii balistycznych, zasądzi, jaka kara należy się mężczyźnie.

  • w

    Lot – kierunek izba wytrzeźwień (gloswielkopolski.pl)

    Specyficzne zdarzenie miało miejsce w drugi dzień świąt Wielkanocnych. Na lotnisku Ławice w Poznaniu mężczyzna, zamiast polecieć do Edynburga, jak planował – wylądował na izbie wytrzeźwień. Wszystko jednak może zawdzięczać sobie, gdyż to jego zachowanie spowodowało takie, nie inne zachowanie funkcjonariuszy Straży Granicznej wobec niego. Zakrapiane święta skończyły się mało przyjemnie. 

    Lotnisko w każde święta przepełnione jest zawsze ludźmi, którzy jadą lub wracają od rodzin. Niektórzy z nich w bagażach wiozą prezenty świąteczne, inni zapakowane resztki po wspólnych posiłkach. Nie brakuje również tych, którzy na pokład wsiadają, będąc lekko po zażyciu alkoholu. Toasty rodzinne zawsze skłaniają do spożycia lampki lub dwóch wina. Inaczej jednak to wygląda, gdy pasażer na pokład chce wejść nie na lekkim rauszu, a wyraźnie po dużym spożyciu. Tak samo wyglądało to w przypadku 37-letniego mężczyzny, który w Poznaniu chciał wejść na pokład samolotu, będąc nie tylko pijanym, ale przede wszystkim agresywnym.

    Interwencja straży granicznej

    Niestety w tym przypadku nie udało się obyć bez interwencji służb. Agresywne zachowanie wzbudziło duże oburzenie i obawy wszystkich osób, które znajdowały się w jego pobliżu. Początkowo wezwane służby graniczne próbowały uspokoić mężczyznę, który to nie tylko stawał się coraz bardziej nerwowy, ale zaczął również rzucać obelgami. W ten sposób znieważył funkcjonariusza Straży Granicznej, co jest już czynem karalnym. Zastosowano wobec niego środki przymusu bezpośredniego i odwieziono do izby wytrzeźwień. Mężczyzna został ukarany karą grzywny w wysokości 2 tysięcy złotych.

  • w

    Święto Rękawki znów zgromadziło tłumy (gazetakrakowska.pl)

    Jednym z tradycyjnych obyczajów, jakie mają miejsce w Krakowie, wiąże się z obrzędami zaciągniętymi rodem ze średniowiecza. Pod kopcem Krakusa zebrały się grupy rekonstrukcyjne z całej Polski, po to, by uczcić wiosnę i zapoznać mieszkańców i przyjezdnych z tradycyjnymi obrzędami średniowiecznych ludzi. 

    Co roku wokół kopca Krakusa zbierają się ludzie, którzy chętnie przenoszą się w czasie do lat średniowiecznych. Wiosenne święto zmarłych było wówczas dużym wydarzeniem, które wiązało się ze zwyczajowymi obrzędami i powielanymi pokoleniowo zwyczajami. Jednym z nich był właśnie bieg wokół kopca. Z całej Polski zebrali się ludzie, którzy czekają cały rok na to, by móc wyciągnąć swoje zbroje średniowieczne z szafy. Prezentując się jako dawni Słowianie, pokazują współczesnym ludziom, jak wyglądało życie w osadzie w tamtych czasach.

    „Przybycie Słowian do kraju nad Wisłą”

    Tegoroczne święto Rękawki odbywa się pod hasłem „przybycie Słowian do kraju nad Wisłą”. Świętowanie rozpoczęto dziś w samo południe, biegiem wszystkich średniowiecznych mężów wokół kopca. Następnie, żeby tradycjom stało się zadość, wykonano pomyślną wróżbę dla całego grodu Krakowa. Na wszystkich zainteresowanych czekają również takie atrakcje, jak inscenizacje walk, rekonstrukcje wczesnochrześcijańskiego pochówku, a także punkt kulminacyjny, czyli walka nowo przybyłych Wiślan z wojownikami, którzy za wszelką cenę bronią swojego terytorium. Kolory, zapachy i dźwięki, z jakimi spotkają się wszyscy obserwatorzy wydarzenia, to paleta doświadczeń, które trzeba choć raz w życiu przeżyć.

  • w

    „Wolni Ludzie” zamiast „Złotego Rogu” (katowice.naszemiasto.pl)

    Przy ulicy Mariackiej w Katowicach został właśnie otwarty nowy bar. Jego kubański styl i ma wprawić wszystkich gości w dobry nastrój i odprężenie. Sami właściciele zachęcają do odwiedzania i zapewniają, że na miejscu czekają pyszne przekąski, litry różnorodnie podanego rumu oraz wolno płynąca muzyka. Czego chcieć więcej?

    Przy ulicy Mariackiej w dokładnie tym miejscu, gdzie teraz czekają „Wolni Ludzie”, wcześniej można było miło spędzać czas w „Złotym Rogu”. Lokal ten jednak zamknięto i otworzono miejsce z nowymi perspektywami i zupełnie innym wyczuciem stylu. Właściciele zadbali o to, by wnętrze i nastrój nawiązywał do kubańskiej kultury, która jest przecież wypełniona dobrą muzyką i optymizmem. Dla podkreślenia tego, poproszono dwóch artystów, którzy stworzyli prawdziwe dzieła na ścianach. W zabieganym czasie przedświątecznym mnóstwo osób straciło wiele czasu na ganianie za perfekcją, a teraz mogą zwyczajnie odprężyć się i wczuć w dobry klimat tego miejsca.

    Co spotka nas na miejscu?

    Jako, że głównym motywem baru jest Kuba, to łatwo domyśleć się, że najczęściej podawanym alkoholem jest rum. Wiele jego rodzajów można posmakować w zestawieniu z dodatkami, które to tworzą niepowtarzalne drinki. Przewidziano również pyszne dodatki w kubańskim stylu, w tym kanapki oraz przekąski z oliwkami i nachosami. W lokalu świetnie sprawdzą się przyjacielskie posiadówki, romantyczne spotkania we dwoje, czy integracja w pracy. w nowym barze każdy znajdzie coś dla siebie.

  • w

    Zalotny żart skończy się w więzieniu (dziennikbaltycki.pl)

    Nietypowa sytuacja miała miejsce w Gdańsku. Dwie policjantki z pomorskiej drogówki zatrzymały samochód. Miał on niewłączone światła, co jest nie tylko wykroczeniem drogowym, ale przede wszystkim stwarza niebezpieczne warunki dla innych uczestników ruchu drogowego. Samochód stanął bez oporów i kierowca bez słowa sprzeciwu wysłuchał funkcjonariuszkę policji. W przeciwieństwie do podejrzanego pasażera. 

    Sytuacja miała miejsce w Gdańsku w trakcie rutynowej kontroli sytuacji na drogach, tuż przed świętami. Jako że jest to okres rozkwitu nerwowych wyjazdów do rodzin na święta, oraz nieodpowiedzialnych kierowców prowadzących pojazd będąc pod wpływem alkoholu, drogówka ma zawsze ręce pełne roboty. Tym razem sytuacja nie wydawała się zgoła poważna. Pojazd poruszający się po drodze nie miał włączonych świateł. Funkcjonariuszki policji postanowiły zatrzymać kierowcę w celu uzmysłowienia mu tego faktu. Jednak po krótkiej wymianie zdań, uwagę policjantek przykuł nie kierowca, ale pasażer.

    Za co pasażer wyląduje w więzieniu?

    Zaczęło się od żartu, który miał być zalotny i śmieszny. Otóż pasażer rzucił młodej funkcjonariuszce policji, że może to mu wystawi mandat. Nietypowe zachowanie i buńczuczna postawa natchnęła kobietę do wylegitymowania obu. Jak się okazało, pasażer był poszukiwany przez policję z nakazem zatrzymania i doprowadzenia go do zakładu karnego. Miał w nim odsiedzieć wyrok roku pozbawienia wolności za kradzież z włamaniem. Obecnie znajduje się on w areszcie.

  • w

    Pijany 18-stolatek zabił rówieśnika w Gdyni (dziennikbaltycki.pl)

    Do tragicznego zdarzenia doszło w drugi dzień świąt na ulicy Chwarznieńskiej w Gdyni. Obaj młodzi mężczyźni jechali samochodem z dużą prędkością i z niewiadomych przyczyn uderzyli w drzewo. Jak się okazało, kierowcy nic nie jest, natomiast pasażer w wyniku poważnych obrażeń, zmarł w szpitalu. Kierowca miał we krwi ponad 1,5 promila alkoholu. 

    Jak co roku, tak i w tym, w okresie świątecznym nie brakuje nieodpowiedzialnych kierowców wsiadających za kierownicę, będąc pod wpływem alkoholu. Niejednokrotnie udaje się im jednak zachować ów haniebny czyn w tajemnicy i dojechać na miejsce bez żadnych problemów. Każdy schwytany przez policję kierowca będący w stanie wskazującym, zostaje jednak ukarany. Nie zawsze niestety kończy się to tylko w taki sposób. W Lany Poniedziałek doszło bowiem do tragicznego wypadku, w którym pijany nastolatek uśmiercił swojego kolegę. Brawurowa jazda pod wpływem skończyła się ogromną stratą.

    Niewyjaśnione okoliczności wypadku

    Jak podaje podkomisarz Jolanta Grunert, wciąż niewyjaśnione są okoliczności wypadku. Samochód zjechał z drogi i z impetem uderzył w przydrożne drzewo. Na miejscu szybko pojawiły się służby. Po zbadaniu kierowcy alkomatem okazało się, że ma on w wydychanym powietrzu ponad 1,5 promila alkoholu. Pasażer wskutek poważnych obrażeń, został niezwłocznie zabrany do szpitala, gdzie nie udało się uniknąć najgorszego.  Sprawcy wypadku zostało odebrane prawo jazdy, a w całej sprawie, wciąż prowadzone jest śledztwo. 18-stolatek, jako pełnoletnia osoba, poza psychicznymi konsekwencjami sytuacji, nie uniknie również poważnych sankcji prawnych.

  • w

    Zabytkiem po Kalatówkach (zakopane.naszemiasto.pl)

    Jak co roku Tatrzańskie Kalatówki zostały stolicą polskiego narciarstwa. Kolejny już raz w lany poniedziałek, w zawodach o Wielkanocne Jajo spotkali się miłośnicy białego szaleństwa. W tym roku, mimo słabej, deszczowej pogody ponad 150 osób stawiło się na starcie zawodów. Zawodniczki i Zawodnicy mimo niesprzyjającej aury śmigali w dół stoku na zabytkowych nartach.

    Coroczna, wielkanocna zabawa kolejny raz przyciągnęła prawdziwe tłumy. Jak co roku w lany poniedziałek, w Suchym Żlebie odbyły się nietypowe zawody, których przebrani w stroje z początku ubiegłego wieku uczestnicy suną po białym puchu w równie starych i zabytkowych nartach. Mimo obecności jury, nagród i zasad dla większości liczy się sam udział. To, czy ktoś dojedzie do końca i jak jego przejazd zostanie oceniony, jest sprawą drugorzędną. Liczy się sam udział w tym wspaniałym przedsięwzięciu i czerpanie wszechobecnej pozytywnej energii. Każdy przejazd, wywrotka to okazja do śmiechu i oklasków.

    Kalatówki to nie skansen

    Mimo iż w ten poniedziałek odwiedzający Kalatówki mogli pomyśleć, że znaleźli się w skansenie, to nie jest to codzienność tego miejsca. Ubrani na dawną modłę panowie i panie szusowali w strojach dawnych górali. Na nogach stare narty, drewniane kijki, a panie w charakterystycznych spódnicach. Oprócz tradycji nie zabrakło swobodnych interpretacji i kreacji niepasujących do żadnej znanej epoki historycznej.

    Punktem łączącym przeszłość z teraźniejszością był udział Oskara Kwiatkowskiego – snowboardowego mistrza świata w gigancie równoległym. Przedstawiciel Białego Dunajca zamienił współczesną deskę na dwie pary klasycznych, zabytkowych nart, strój góralski i dołączył do zabawy.

  • w

    Nietypowy wypadek na cmentarzu – 60-ciolatek wpadł do grobu (kurierlubelski.pl)

    Cała akcja miała miejsce tuż przed świętami. Mężczyzna pojawił się tego dnia na cmentarzu przy ulicy Białej w Lublinie. Chciał tylko odwiedzić tam swoją matkę, która zmarła już jakiś czas temu. Zamiast jednak cieszyć się symbolicznym spotkaniem przed świętami, wziął udział w poważnym wypadku, który mógł skończyć się tragicznie. Jakich urazów doznał 60-ciolatek? Kto mu pomógł?

    Mężczyzna, idąc w Wielką Sobotę na grób swojej matki, nawet nie podejrzewał, co może się mu przydarzyć. W wielkiej zadumie przedświątecznej chciał poświęcić chwilę na spotkanie z bliską mu osobą, która odeszła już jakiś czas temu. Podczas „spotkania” oparł się o płytę grobu, która załamała się z hukiem, a on sam wpadł do grobu swojej rodzicielki, doznając urazu nogi. Zdradliwa konstrukcja całkowicie się rozpadła, przez co wpadający mężczyzna nie miał nawet o co się oprzeć i wpadł cały, poważnie raniąc się w nogę. Głębokość takiego grobu to około 5 metrów, przez co nie obyło się bez pomocy straży pożarnej.

    Strażacy na ratunek

    Z racji wysokości dołu, do pomocy wezwana została jednostka straży pożarnej, która posiadała specjalny sprzęt wysokościowy. Po szybkim zorientowaniu się, że mężczyzna, choć przytomny to jest ranny, jeden ze strażaków zjechał na linie do grobu i opatrzył mu nogę. Dopiero po prawidłowym zabezpieczeniu rany, mężczyznę wyciągnięto z zapadliny. Cała akcja trwała około godziny. Poturbowany mężczyzna trafił do szpitala, w celu zaopiekowania się nogą oraz sprawdzenia, czy upadek nie wyrządził więcej szkód w organizmie.

  • w

    Świąteczny bieg w Nowej Soli (zielonagora.naszemiasto.pl)

    W drugi dzień świąt odbyła się tradycyjny bieg do pustego grobu, gdzie setki ludzi o najróżniejszym wieku, zawodzie i statusie społecznym, biegli złączeni w jednym celu – dobiec do pustego grobu. Pogoda tego dnia wyjątkowo dopisała, a na trasie biegowej zebrali się entuzjaści, którym nie brakowało chęci i adrenaliny do sprostania wyzwaniu. 

    Tegoroczna IX edycja Biegu do Pustego Grobu odbywała się na nieco innej trasie. Nie przeszkodziło to jednak nikomu by korzystać pełną piersią z uroków, jakie zapewniał wyjątkowo słoneczny dzień. Na starcie pojawili się nie tylko mieszkańcy, ale również wielu przyjezdnych, którzy co roku biorą udział w świątecznym biegu. Bieg był również poprzedzony możliwością treningu. Przebieg nowej wyznaczonej trasy był dużo wcześniej udostępniony biegaczom, dzięki czemu mogli poznać ją i przygotować się do głównego wydarzenia. Na mecie, na każdego czekał dyplom.

    Duchowni w sportowych butach

    Cały bieg był podzielony według pewnych kategorii. Główne z nich to podział na mężczyzn i kobiety, oraz według ustalonych granic wiekowych. W innym biegu do boju ruszyły rodziny oraz sami mieszkańcy powiatu Nowa Sól. W biegu dystansowym na 10 kilometrów można było spotkać również przedstawicieli kilku wyznaczonych zawodów, w tym prawników, pracowników ochrony zdrowia, mundurowych oraz samych duchownych. Ku uciesze wielu, kapłani wyszli zza ambony i ruszyli do symbolicznego biegu Wielkanocnego. Choć zawodnicy różnili się bardzo kondycją i możliwościami fizycznymi, to każdy z nich czerpał maksymalnie dużo radości z tradycyjnego biegu.

  • w

    Poznańskie centrum remontu (gloswielkopolski.pl)

    Remonty miasta, szczególnie tak dużego jak Poznań to codzienność. Chleb powszedni mieszkańców stolicy Wielkopolski wpisały się w naturalny krajobraz aglomeracji. Dla wielu świeżych mieszkańców jest to często jedyny stan, jaki znają. Permanentne rozkopanie i plac budowy, który zastali wprowadzając się do miasta stukających się koziołków.

    Wiele remontów rozpoczyna się i kończy, jest to naturalny cykl życia każdego miasta. Zawsze wiąże się to z pewnymi niedogodnościami. Jest jednak w naszym mieście takie miejsce, którego remont doskwiera dosłownie wszystkim. Zarówno miejscowym jak i przyjezdnym.

    Stary Rynek z starym remontem

    Stary Rynek, który jest jednym z symboli miasta według planów, ma być skończony jesienią tego roku. Opóźnienie prac wynika zarówno z problemów z wyłonieniem wykonawcy jak i z zakresu prac. Prace rozpoczęte jesienią 2021, mimo iż maiły być skończone w 2022, trwają. Jednym z powodów opóźnień są konieczne do przeprowadzenia prace archeologiczne. Stary Rynek jest miejscem o bogatej historii i korzystając z możliwości jakie dają wykopane przy okazji wymiany rur doły, badacze przeszłości chcą wyciągnąć jak najwięcej.

    Mimo postulatów organizacji turystycznych o podzielenie inwestycji na etapy. Według których w pierwszej kolejności byłyby zakończone prace przed fasadą Ratusza, domkami budniczymi i pręgierzem Lub też wydzielenie odpowiednich miejsc w punktach intensywnie uczęszczanych przez turystów. Organizacje skazywały również, aby prace przed fasadą Ratusza, domkami budniczymi i pręgierzem prowadzone były poza sezonem turystycznym (od października do kwietnia). Żaden z postulatów nie został spełniony.

    Remont historycznego miejsca tworzy swoją nową historię i miejmy nadzieje, że na jesieni doczekamy się jej szczęśliwego końca.

  • w

    Za co zapłacisz w szpitalach na Pomorzu? (gs24.pl)

    Choć teoretycznie korzystanie ze szpitali dla wszystkich ubezpieczonych jest nieodpłatne, to w praktyce za pobyt można zapłacić poważne pieniądze. Małe niewidoczne opłaty stają się sporą sumą po kilkudniowym pobycie. Pacjenci oburzeni. Wielu z nich całe życie płaciło składki, które są im pobierane z wypłaty, a jak w końcu zaszła potrzeba, to i tak muszą dopłacać w szpitalach za niektóre rzeczy. Czy odpłatność w takim miejscu jest legalna?

    Jedną z najczęściej opłacanych rzeczy, z jaką spotykają się pacjenci, to odpłatny telewizor i parking. Choć oglądanie telewizji nie jest możliwe, gdy ktoś jest tuż po operacji lub w trudnym stanie, to już w momencie, gdy dochodzi do siebie na łóżku szpitalnym, zajęcie czymś głowy jest nawet wskazane. Niestety nie zawsze można się wystarczająco skupić w szpitalnym gwarze, na sięgnięcie po lekturę. Wszystkie odbiorniki telewizyjne w szpitalach są na monety. Opłacane bilonem kanały działają zazwyczaj przez godzinę. Potem trzeba wrzucić kolejną monetę. Wielu pacjentów nie zgadza się z tym systemem, gdyż jak twierdzą, jako podatnicy płacą za prąd w szpitalu. To samo dotyczy parkingu, gdzie, o ile nie wbiegniesz do chorego, rzucając szybko rzeczy i nie odjedziesz, to musisz uiścić opłatę.

    O dużo wyższych kwotach mówi się jednak, w przypadku gdy chce się zostać przy pacjencie w szpitalu, na przykład przy chorej żonie, mężu czy starszym rodzicu (tu opłata wynosi około 450 zł za dobę), lub o wyżywieniu własnych, gdy jest się matką zostającą przy chorym dziecku w szpitalu. Za wszystkie te „wygody” trzeba dopłacić. Jak jednak twierdzi zarząd szpitala – to wszystko nie jest związane z podstawową opieką szpitalną, dlatego pobieranie za to opłat jest w pełni legalne.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.