Więcej wpisów

  • w

    Radosław Sikorski twierdzi, że należało zestrzelić białoruskie śmigłowce (i.pl)

    Europoseł PO Radosław Sikorski skomentował incydent białoruskich helikopterów naruszających polską przestrzeń powietrzną, sugerując, że było wystarczająco czasu na ich zestrzelenie. Odnosząc się do tego wydarzenia, wyraził swoje zdanie na antenie radia oraz w mediach społecznościowych.

    Sikorski podkreślił potrzebę ostrzeżenia pilotów biorących udział w takich incydentach, proponując wysłanie dyżurnych myśliwców jako pierwszy krok. Wskazał także różne metody zestrzelenia i wyraził stanowisko, że uzbrojona Grupa Wagnera po przekroczeniu granicy Polski powinna być powstrzymana siłą ognia.

    Radosław Sikorski zwrócił uwagę na długi czas, jaki helikoptery spędziły nad Polską, podkreślając, że istniała możliwość ich zestrzelenia. Jego zdaniem dziesięciominutowy lot nad polską stroną stanowił wystarczający interwał czasowy.

    Minister edukacji i nauki, Przemysław Czarnek, skrytykował Sikorskiego w mediach społecznościowych, krytykując jego stanowisko i zaznaczając, że taka reakcja może sprowokować konflikt, który mógłby doprowadzić do III wojny światowej. Czarnek zaznaczył także różnicę w ocenie postaw polityków.

    Sikorski później potwierdził swoje stanowisko, twierdząc, że należy zestrzelić rakiety oraz uzbrojone helikoptery, które naruszają polską przestrzeń powietrzną. Wskazał na prawną podstawę takiej akcji i skupił się na odstraszaniu, zwłaszcza w kontekście działań NATO.

    Europoseł argumentował, że skoro Białoruś nie miała skrupułów w takich sytuacjach, to Polska również nie powinna ich mieć. Przywołał przykłady, gdzie Białorusini zestrzelili amerykański balon i szwedzką awionetkę, które naruszyły ich przestrzeń powietrzną, sugerując potrzebę stanowczej reakcji.

    Dnia 1 sierpnia dwa białoruskie śmigłowce naruszyły polską przestrzeń powietrzną, co zostało udokumentowane zdjęciami i nagraniami w mediach społecznościowych. Po wstępnych zaprzeczeniach Ministerstwo Obrony Narodowej potwierdziło incydent.

  • w

    Okropne warunki w czterogwiazdkowym hotelu w Tunezji. Polski turysta obnaża prawdę o hotelu Riviera (i.pl)

    Okazuje się, że wyjazd na urlop za granicę nie zawsze może być spełnieniem marzeń. Przekonał się o tym jeden z polskich turystów podczas wakacji w Tunezji. Mężczyzna powiedział, że doświadczył licznych niedogodności w “czterogwiazdkowym” hotelu, w którym zameldowało go biuro podróży Rainbow. W trakcie pobytu pojawiły się takie minusy jak brak odpowiedniego wyżywienia, niewłaściwie działająca klimatyzacja oraz problemy z obsługą.

    Po przyjeździe do hotelu Riviera turysta z Polski zauważył brak przygotowanego jedzenia i niesatysfakcjonującą klimatyzację. Razem z rodziną zdecydował się spać pod ręcznikami, ponieważ hotel nawet nie dostarczył czystej poszewki na używaną kołdrę. Mężczyzna domagał się zmiany hotelu na inny obiekt czterogwiazdkowy, jednakże asystentka rezydentki nie miała zamiaru reagować na jego prośby. Z tego powodu wycieczka z małymi dziećmi oraz ograniczonym czasem na urlop stała się nagle bardzo nieprzyjemna.

    Ponadto, wielu innych Polaków również zgłasza problemy z brakiem standardowych usług w hotelu, takich jak woda, światło, czy klimatyzacja. Restauracja hotelowa także nie spełnia oczekiwań – brud i chaos są powszechne, a jedzenie, podobnie jak i obsługa, pozostawiają wiele do życzenia. Warunki w restauracji są dalekie od akceptowalnych. Lokal nie grzeszy czystością, a brak klimatyzacji dodatkowo niszczy całe doświadczenie. I nie można zapominać o nieustających problemach z obsługą: kelnerzy nie dostarczają nowych serwetek, a plastikowe i szklane kubki są zamieniane na papierowe.

    Turysta wraz z rodziną wyrażają rozczarowanie jakością serwowanych posiłków, zwłaszcza po oczekiwaniach, jakie mieli wobec tak znakomitego hotelu w egzotycznym kraju. Jakby tego było mało, hotel oferuje niewielką różnorodność owoców, a do tego występują ewidentne braki w innych egzotycznych smakach. Riviera definitywnie nie dorasta do standardów, jakie reklamuje i za jakie pobiera niemałe opłaty.

    Faktem jest, że w efekcie 12 uczestników wycieczki zostało już przeniesionych do Hotelu Golf Residence. Niestety turysta z Polski wraz z rodziną nie zostali wliczeni do grupy przeniesionych osób.

  • w

    Jarosław Kaczyński o naruszeniu przestrzeni powietrznej przez białoruskie śmigłowce: Polska nie da się zastraszyć (i.pl)

    W swoim ostatnim wystąpieniu Jarosław Kaczyński stanowczo wyraził stanowisko Polski wobec krótkotrwałej prowokacji zza wschodniej granicy. Odezwał się do niepokojących zachowań ze strony Putina i Łukaszenki, podkreślając, że naród polski nie ugnie się przed takimi próbami zastraszenia.

    Ogólnokrajowa debata się zaostrzyła, kiedy Ministerstwo Obrony Narodowej doniosło o incydencie związanym z naruszeniem przestrzeni powietrznej przez dwa śmigłowce białoruskie. Szef resortu, Mariusz Błaszczak, jednoznacznie zareagował, zlecając zwiększenie sił na granicy oraz dodatkowe środki, w tym wykorzystanie bojowych śmigłowców. Informacje o tym zdarzeniu trafiły także do struktur NATO, podnosząc tym samym rangę incydentu. Kaczyński odniósł się do postawionego pytania, czy zestrzelenie naruszających granicę białoruskich śmigłowców byłoby uzasadnione, nawiązując w ten sposób do wcześniejszych komentarzy Radosława Sikorskiego, byłego szefa MSZ.

    Kaczyński wskazał na ciągłe przypadki naruszania przestrzeni powietrznej przez rosyjskie samoloty, szczególnie w kontekście państw bałtyckich. Jednocześnie podkreślił, że pomimo takich incydentów sojusz NATO nie wybiera opcji militarnych w celu powstrzymania tych działań. W odniesieniu do wspomnianej prowokacji wyraził przekonanie, że tylko osoba nierozważna miałaby nakazać użycie ostrej siły w tej sytuacji. Kaczyński wskazał na zdecydowaną postawę Polski, która nie da się zastraszyć, a także na wzmocnienie struktur obronnych na wschodniej granicy.

    Jarosław Kaczyński skomentował również przeszłe działania rządów opozycji, krytykując je za zaniedbania w dziedzinie obronności. Podkreślił, że decyzje te osłabiły zdolności militarne kraju wobec zagrożeń ze wschodu. Przywołał tytuł z artykułu opublikowanego w amerykańskim Politico, który podkreślił rosnącą potęgę Armii Polskiej. W związku z tym, w opinii Kaczyńskiego, jest to nie tyle osobista opinia, ile obiektywna ocena sytuacji. Wzmiankował również działania Putina w przeszłości, takie jak atak na Gruzję w 2008 roku.

    Kaczyński skupił się na obecnych i przyszłych planach obronnych Polski. Szczególnie podkreślił rozwijanie potencjału artyleryjskiego oraz systemów przeciwrakietowych. Wyjaśnił, że trudno jest równocześnie dbać o gospodarkę i wzmacniać obronność, jednak takie działania są konieczne. Wskazał na istotność skutecznego przygotowania w obliczu potencjalnych zagrożeń, podkreślając jednocześnie potrzebę wsparcia społecznego dla takich działań.

  • w

    Jerzy Stuhr przed sądem za spowodowanie kolizji pod wpływem alkoholu i potrącenie motocyklisty (i.pl)

    Jerzy Stuhr, znany polski aktor, został oskarżony o spowodowanie kolizji drogowej pod wpływem alkoholu. Z winy aktora w wyniku tej kolizji ucierpiał motocyklista. Zdarzenie miało miejsce 17 października 2022 roku w Krakowie. Z racji tego czeka go teraz proces w sądzie, który właśnie się rozpoczął.

    Na niejawnej rozprawie w czerwcu aktor Jerzy Stuhr przyznał się do winy za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym w stanie nietrzeźwości. Z tego względu sąd nałożył na niego grzywnę w wysokości 3 tys. zł.

    Decyzją prokuratury, wyrok nakazowy został zakwestionowany z powodu tego, że kara była bardzo niesprawiedliwa i niewystarczająca. Zamiast tego, prokuratura domaga się kary 45 tys. Złotych. Ponadto, żąda również wpłaty 25 tys. złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

    Na pierwszej rozprawie przesłuchano motocyklistę Sławomira G. oraz świadka Bartosza C. Kolejne postępowanie ma obejmować zeznania biegłego, który ocenił obrażenia motocyklisty. Termin tej rozprawy został wyznaczony na 11 grudnia.

    W momencie kolizji Jerzy Stuhr miał we krwi 0,7 promila

    Ustalenia śledczych wskazują, że 17 października 2022 r. Jerzy Stuhr wymusił na kierowcy jednośladu pierwszeństwo przejazdu. A to z kolei spowodowało kolizję i zagrożenie w ruchu drogowym. Należy dodać, że badanie alkomatem wykazało ok. 0,7 promila alkoholu w jego organizmie.

    Ostatnio Jerzy Stuhr w rozmowie z Plejadą wyraził przekonanie o swojej niewinności w sprawie spowodowanej kolizji. Aktor podkreślił, że uważa się za niewinnego i nie poczuwa się do winy. Jak sam stwierdził, czuje się czysty. Ponadto, krytycznie wypowiadał się o działaniach organów ścigania, zarzucając prokuraturze naciski na zaostrzenie kary.

  • w

    Manewry Marynarki Wojennej Rosji na Morzu Bałtyckim. W ćwiczeniach bierze udział 30 okrętów i 30 statków powietrznych (i.pl)

    Marynarka Wojenna Rosji przeprowadza na Morzu Bałtyckim ćwiczenia obejmujące udział 30 okrętów i 30 statków powietrznych oraz około 6 tysięcy żołnierzy – informuje agencja Reutera, powołując się na rosyjskie ministerstwo obrony. Jak na tę chwilę planowana data zakończenia manewrów rosyjskich nie została podana.

    Pod kierownictwem admirała Nikołaja Jewmienowa, naczelnego dowódcy Sił Morskich, trwają ćwiczenia „Tarcza oceaniczna 2023” na Morzu Bałtyckim od 2 sierpnia – donosi resort obrony Rosji. Ich celem jest weryfikacja zdolności floty wojennej do obrony interesów narodowych na strategicznie istotnym obszarze.

    Manewry skupiają się na opracowaniu środków ochrony szlaków morskich, transportu wojsk i ładunków, a także obrony wybrzeża. Przewidziano ponad 200 zadań bojowych. Po zakończeniu manewrów okręty wrócą do swoich baz, jednak data zakończenia nie została podana.

    Sytuacja na Białorusi budzi także zaniepokojenie w Polsce w związku z obecnością rosnącej liczby wagnerowców. Projekt Biełaruski Hajun, monitorujący ruchy wojskowe, informuje o przybyciu 14. kolumny najemników z Grupy Wagnera. Kolumna liczy około 15 pojazdów, głównie furgonetek. Biełaruski Hajun donosi także o obecności wagnerowców w okolicach Osipowicz, w obwodzie mohylewskim. Na tym obszarze wagnerowcy wykorzystują opuszczone magazyny wojskowe.

    Początkowe doniesienia o możliwym skierowaniu wagnerowców na Białoruś pojawiły się w niezależnych rosyjskich mediach pod koniec czerwca. Przewidywały one, że około 8 tysięcy najemników zostanie rozmieszczonych w rejonie Osipowicz, gdzie znajduje się wyremontowana baza wojsk rakietowych, która wcześniej była opuszczona.

  • w

    Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o komisji ds. wpływów Rosji w Polsce (i.pl)

    Prezydent Polski, Andrzej Duda, podpisał nowelizację ustawy dotyczącej Państwowej komisji ds. wpływów Rosji na bezpieczeństwo Polski w latach 2007-2022. Pomimo odrzucenia weta Senatu, Sejm zatwierdził nowelizację. Projekt ten został zgłoszony przez prezydenta 2 czerwca, po podpisaniu pierwotnej wersji projektu pod koniec maja.

    Zgodnie z nowelą prezydencką, komisja ds. badań nad wpływami rosyjskimi nie będzie złożona z parlamentarzystów. Nowa wersja ustawy znosi też środki zaradcze, takie jak zakaz pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem publicznymi środkami finansowymi na okres do 10 lat. Głównym celem komisji będzie ocena zdolności danej osoby do wykonywania zadań w interesie publicznym. Odwołania od decyzji komisji będzie można składać do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

    Idea utworzenia komisji spotkała się z krytyką ze strony opozycji i niektórych organizacji pozarządowych, które twierdziły, że ma ona charakter polityczny i jest narzędziem do dyskredytacji przeciwników. Ustawa otrzymała potoczną nazwę „Lex Tusk”, sugerującą, że głównym celem komisji jest osiągnięcie politycznych korzyści kosztem lidera Platformy Obywatelskiej.

    Minister Małgorzata Paprocka tłumaczyła, między innymi w Senacie, że nowa ustawa nie zawiera licznych wyjątków ani nakazów ujawniania tajemnic zawodowych, jak twierdziła opozycja. Podkreślała, że prezydent uznał za konieczne utworzenie komisji w związku z polityką Rosji i rolą Polski w regionie. Wspominała także o dowodach z innych krajów, takich jak Stany Zjednoczone, Francja czy Niemcy, które wskazują na próby wpływania Rosji na procesy demokratyczne. Minister podkreśliła, że jest naiwnością sądzić, że Rosja nie angażowała się w działania na terenie Polski.

  • w

    Dwa białoruskie śmigłowce naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Piotr Wawrzyk zabrał głos w sprawie incydentu (i.pl)

    Wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk zaznaczył, że incydent z naruszeniem przestrzeni powietrznej Polski i NATO jest niebezpieczny. Działania Białorusi są traktowane jako ryzykowna gra, a Polska reaguje w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego.

    Dwa białoruskie śmigłowce naruszyły polską przestrzeń powietrzną, co skłoniło Ministerstwo Obrony Narodowej do zwiększenia sił i środków na granicy oraz poinformowania NATO. Ambasada Białorusi została wezwana do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

    Piotr Wawrzyk ocenił, że incydent wpisuje się w prowokacyjne działania Białorusi, co jest niebezpieczne zarówno dla Polski, jak i Sojuszu. Należy zaznaczyć, że reakcja Polski opiera się na współpracy w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wiceminister potwierdził ściślejszą współpracę z Sojuszem oraz stanowczą reakcję na takie incydenty. Decyzje są uzgadniane z sojusznikami i opierają się na zaistniałych okolicznościach.

    Niski lot białoruskich śmigłowców uniemożliwił wykrycie ich przez radary

    Białoruskie śmigłowce operowały na niskiej wysokości, co utrudniło ich wykrycie przez polskie radary. Wawrzyk nie wykluczył zestrzelenia w przypadku samolotów, ale podkreślił, że taka decyzja musiałaby być uzgodniona z sojusznikami.

    MON informował, że Białoruś wcześniej poinformowała Polskę o szkoleniu, jednak naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej miało miejsce na niskiej wysokości, co utrudniło wykrycie go przez polskie radary.

    Warto przypomnieć, że w 2015 roku turecki F-16 zestrzelił rosyjski SU-24 na granicy syryjsko-tureckiej, kiedy ten naruszył przestrzeń powietrzną Turcji, mimo ostrzeżeń.

  • w

    Skargi na reportaże TVN i TVN 24 dotyczące Joanny z Krakowa trafiły do KRRiT (i.pl)

    Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji otrzymała skargi w związku z reportażami TVN i TVN 24, które powiązane są z Joanną z Krakowa. Postępowanie w tej sprawie prowadzi przewodniczący KRRiT, Maciej Świrski. Co budzi największe wątpliwości?

    Na antenach TVN i TVN 24 ukazały się kontrowersyjne materiały o Joannie z Krakowa, która opowiedziała o interwencji policji po zażyciu tabletki poronnej. Krajowa Rada otrzymała cztery indywidualne skargi, zarzucające nierzetelność informacji dotyczących działania policji, takie jak nieuczciwe oskarżanie policjantów i policjantek o przemoc oraz zachęcanie do agresji wobec funkcjonariuszy.

    Przewodniczący KRRiT, Maciej Świrski, już wcześniej wszczął postępowanie, które miało na celu wyjaśnienie tej sprawy. Zlecił monitoring i analizę, aby sprawdzić, czy materiały TVN S.A. naruszyły prawo. Przypomniał także przepis Prawa Prasowego nakazujący prawdziwe przedstawianie omawianych zjawisk.

    Joanna z Krakowa twierdzi, że była upokarzana przez policjantki

    „Fakty” TVN opublikowały materiał o działaniach policji wobec kobiety trafiającej na SOR po zażyciu tabletki poronnej, którą, jak sama twierdzi, zakupiła przez internet. Według relacji pacjentki policjantki otoczyły ją kordonem i weszły do gabinetu ginekologicznego, zmuszając ją do upokarzających czynności, a także zabrały jej przedmioty osobiste.

    Natomiast policja podejrzewała udzielanie pomocy w przerwaniu ciąży poprzez nielegalne środki. Interwencja miała miejsce po zgłoszeniu przez lekarza psychiatrę próby samobójczej pacjentki i zażyciu przez nią nieznanej substancji.

  • w

    Niemcy nie chcą budowy portu w Świnoujściu. Obawiają się konkurencji dla Hamburga (i.pl)

    Wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk omówił problemy z budową portu w Świnoujściu, zaznaczając sprzeciw ze strony Niemiec z powodu potencjalnego zagrożenia dla ich interesów. Podkreślił argumenty, jakich używają niemieccy sąsiedzi, oraz kluczowe kroki potrzebne do powodzenia tej inwestycji.

    Wiceminister infrastruktury, Marek Gróbarczyk, udzielił wywiadu Polskiemu Radiu 24, gdzie poruszył kwestię sprzeciwu Niemiec wobec budowy portu kontenerowego w Świnoujściu. Gróbarczyk zauważył, że jest to kolejna próba ze strony Niemiec, która ma na celu osłabić lub zablokować tę inwestycję. Jego zdaniem jedyną szansą na realizację tego portu jest zwycięstwo partii Prawo i Sprawiedliwość w wyborach. Wyraził przekonanie, że bez tego inwestycja może zostać wstrzymana.

    Wskazał, że port w Świnoujściu stanowiłby konkurencję dla niemieckiego portu w Hamburgu. Dlatego Niemcy podejmują wysiłki, aby przeciwdziałać tej budowie, zwłaszcza pod pretekstem ochrony środowiska. Według Gróbarczyka niemiecka narracja jest jasna – używają aspektów środowiskowych, aby zablokować tę inwestycję i uniknąć konkurencji dla Hamburga.

    Portu w Świnoujściu będzie silną konkurencją dla Niemców

    Wiceminister sugeruje, że Polska może skorzystać z polskich sądów w tej sprawie, mając na uwadze doświadczenie z próbami blokowania wcześniejszych ważnych inwestycji, np. związanych z ochroną przed powodziami na Odrze. Ocenia, że dążenie do zablokowania niewygodnych dla Niemiec inwestycji, które przyczyniają się do rozwoju Polski, jest widoczne w tym przypadku.

    Marek Gróbarczyk podkreśla, że powstanie portu w Świnoujściu będzie silnym czynnikiem rozwoju transportu i konkurencyjności. Polska odnosi sukcesy w rozwoju hubu przeładunkowego, zwłaszcza w zakresie portów. Wiceminister również krytykuje opozycję, twierdząc, iż nie przekonają oni nikogo, że są za różnymi inwestycjami, odnosząc się do opóźnień w budowie gazoportu w Świnoujściu.

  • w

    Kontrowersyjny dokument Stanowskiego o Natalii Janoszek. W noc premiery film obejrzało milion osób (i.pl)

    Krzysztof Stanowski zapowiedział ujawnienie prawdy o Natalii Janoszek i jej olśniewającej karierze. Dziennikarz nagrał prawie trzygodzinny dokument, który krótko po premierze obejrzało już milion widzów.

    Konflikt między właścicielem Kanału Sportowego a Natalią Janoszek narasta. Mimo zakazu sądu Stanowski nie rezygnuje z ujawniania rzekomej prawdy o aktorce w Indiach. Stanowski zapowiedział premierę swojego filmu dokumentalnego pt. „Bollywoodzkie zero: Natalia Janoszek. The End”.

    Dokument o Natalii Janoszek miał swoją premierę w piątek na YouTube.com. A jego realizacja, wraz z podróżą do Indii, kosztowała około 70-80 tysięcy złotych. Stanowski wyruszył do Indii, aby sprawdzić, czy Natalia Janoszek faktycznie jest znana w tym kraju. Niestety prawda dla aktorki okazała się daleka o przyjemnej.

    W filmie Stanowski opowiada o mitomanii i jej objawach, oskarżając Janoszek o kpienie z polskich mediów, dziennikarzy i widzów. Mówi, że decyzja o nagraniu filmu wynika z szacunku dla sądów. Dodał, że mógł obejść nakaz wydany przez sąd, ale tego nie zrobił ze względu na szacunek do tej instytucji. Z tego powodu zdecydował się nagrać i opublikować ten materiał i jest gotów na poniesienie związanych z nim konsekwencji.

    Po premierze filmu Stanowski ogłosił, że jego film bije rekordy popularności, ponieważ w zaledwie jedną noc miał już na swoim koncie milion widzów. Jak na tę chwilę liczba wyświetleń na YouTube sięga już prawie 3,5 mln.

    Należy przypomnieć, że Natalia Janoszek zasłynęła w mediach, mając 26 lat. Prezentowała się jako gwiazda bollywoodzkiej sceny filmowej, dzięki czemu szybko uzyskała sławę w Polsce. Wystąpiła m.in. w „Twoja twarz brzmi znajomo”, a także w „Tańcu z gwiazdami”. Jednakże w maju br. jej wizerunek stanął pod wielkim znakiem zapytania, gdy Krzysztof Stanowski powiedział, że kariera Janoszek to nic więcej, jak tylko najlepiej spreparowane kłamstwo w historii mediów.

  • w

    Aplikacje Barbie selfie stanowią niebezpieczeństwo dla prywatnych danych internautów (i.pl)

    Dzisiaj cały świat szaleje na punkcie filmu „Barbie”, który okazał się ogromnym hitem na całym świecie. W związku z tak dużym i nieustannie rosnącym sukcesem pojawiają się również nowe możliwości. Jednakże niektóre z nich mogą rodzić spore wątpliwości i stanowić zagrożenie dla wielu fanów. Z tego względu Ministerstwo Cyfryzacji postanowiło zamieścić komunikat w tej sprawie.

    Dnia 19 lipca świat kina wprowadził na srebrne ekrany premierę filmu „Barbie” z Margot Robbie i Ryanem Goslingiem w rolach głównych. Film w reżyserii Grety Gerwig bardzo szybko zaskarbił sobie serca widzów, którzy oszaleli na punkcie różowej laleczki.

    Ta popularna zabawka otrzymała nowe życie, sprawiając, że wiele osób pragnie dzisiaj stylizować się na różowo i być jak najwierniejszą kopią swojej plastikowej idolki. Co więcej, w internecie pojawiły się nawet oddane Barbie strony, które pozwalają fanom na zrobienie sobie szczególnego selfie. Po zrobieniu zdjęcia do akcji wkracza sztuczna inteligencja, która wygeneruje użytkownika strony w świecie lalki Barbie. Szał na Barbie nie ominął nawet celebrytów, którzy również postanowili przekształcić się w popularną laleczkę.

    Temat Barbie stał się tak szeroki, że zainteresował nawet polskie władze, a w szczególności Ministerstwo Cyfryzacji. Ministerstwo ostrzega, że zatracając się w tej cukierkowej rzeczywistości, bardzo łatwo można stracić czujność i narazić się na nieprzyjemne konsekwencje. W związku z tym wydało ostrzeżenie w sieci obejmujące negatywne skutki, jakie mogą wiązać się z selfie Barbie.

    Jak podaje ministerstwo, tzw. barbiemania sprawiła, że ludzie przekształcają się dzisiaj w swoją ulubioną zabawkę, wykorzystując do tego specjalne filtry w aplikacjach. Oczywiście sprawa filtrów nie jest dziś niczym nowym. A dzisiejsze aplikacje pozwalają w kilka sekund zamienić się w Barbie lub Kena. Jednak problem polega na tym, że korzystanie ze stron, które generują tego typu obrazy, może narazić użytkownika na kompromitację jego prywatnych danych.

    Ministerstwo Cyfryzacji ostrzega przed taką zabawą, ponieważ jest to operacja, która ma na celu gromadzenie danych internautów. Obecnie w internecie dostępne są już dwie Barbie-aplikacje. Jedną z nich jest barbie.me, a drugą barbieselfie.ai. Każda z tych aplikacji stanowi poważne zagrożenie dla danych użytkownika. Co więcej, nie można też określić, jakie dane są kolekcjonowane. A to oznacza również, że nie wiadomo, do czego będą wykorzystywane.

    Jak podaje Ministerstwo Cyfryzacji, aplikacja barbie.me nie spełnia wymagań Ogólnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) o ochronie danych osobowych (RODO).

  • w

    Premier Mateusz Morawiecki uważa Powstanie Warszawskie za kamień milowy historii Polski (i.pl)

    Podcast Mateusza Morawieckiego poświęcony Powstaniu Warszawskiemu ukazał się w poniedziałek. Premier analizował bohaterski zryw warszawiaków, odnosząc się do historycznych faktów. Podkreślił, że ten, kto pragnie żyć jako wolny człowiek, musi być gotowy, żeby umrzeć za wolność.

    Wypowiedź szefa rządu skupiła się na Powstaniu Warszawskim, które rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 roku. Premier Morawiecki oddał hołd poległym, zastanawiając się nad znaczeniem tego wydarzenia dla kolejnych pokoleń.

    Premier reflektował nad tym, jak Powstanie wpłynęło na dalsze losy Polski. Podkreślił, że to właśnie zryw w 1944 roku przyczynił się do innych doniosłych wydarzeń w historii kraju, takich jak poznański Czerwiec 1956 czy wydarzenia w Grudniu 1970.

    Podczas wypowiedzi Mateusz Morawiecki przypomniał również o ofiarach masowych mordów z lat okupacji oraz o wyjątkowej odwadze powstańców, którzy walczyli o wolność Polski.

    Znaczący udział Polski w nowym porządku międzynarodowym

    Premier poruszył temat okresu powojennego, w którym Polska znalazła się pod zniewoleniem komunistycznym. Mówił o próbach wymazania pamięci o Powstaniu, które przetrwało dzięki determinacji Polaków dążących do wolności.

    Podkreślił również, że skutkiem Powstania była liczna emigracja wielu żołnierzy, którzy nie mogli znaleźć miejsca w komunistycznym PRL-u. Premier ostro potępił też próby wymazania bohaterskiego zrywu z historii kraju.

    Mateusz Morawiecki zakończył swoją wypowiedź, odnosząc się do obecnej sytuacji Polski, mówiąc o budowie państwa dobrobytu i dumie ze swojej historii. Zaznaczył, że Polska może odegrać ważną rolę jako gwarant nowego porządku międzynarodowego.

  • w

    Są już pierwsze wyniki badań wody po pożarze w Przylepie. Próbki wskazują na brak skażenia w studniach prywatnych (gazetalubuska.pl)

    Prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki, oznajmił, że są już dostępne pierwsze wyniki badań próbek wody, które zostały pobrane ze studni osób prywatnych. Dodał, że próbki nie wykazały skażenia wodami popożarowymi ani skażenia chemicznego związanego z pożarem hali z niebezpiecznymi substancjami w Przylepie.

    Pożar składowiska w Przylepie, gdzie przechowywano niebezpieczne substancje łatwopalne, wybuchł w sobotę, 22 lipca. Natomiast działania gaśnicze zakończyły się w godzinach wieczornych następnego dnia. W akcji gaśniczej udział wzięło łącznie 376 strażaków, a także 107 pojazdów i dwa samoloty.

    Prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki, podkreślił, że z ośmiu pierwszych otrzymanych próbek wody ze studni prywatnych, żadna z nich nie wykazała obecności wód popożarowych ani skażenia chemicznego związanego z pożarem.

    Inspektorzy WIOŚ potwierdzili skażenie wody w rzece Gęśnik

    Warto zaznaczyć, iż w minionym tygodniu informowano, że rzeka Gęśnik została skażona wodami pogaśniczymi po pożarze hali w Przylepie. Informacja ta została potwierdzona przez inspektorów z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zielonej Górze.

    Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze wszczęła śledztwo w związku z pożarem składowiska w Przylepie oraz wybuchem substancji łatwopalnych, które spowodowały zagrożenie dla zdrowia, życia i mienia wielkiej wartości. Osobom odpowiedzialnym za te wydarzenia grozi nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.

  • w

    Odcinkowy pomiar prędkości na S7 zmorą dla kierowców. Sypią się mandaty (i.pl)

    Główny Inspektorat Transportu Drogowego w Polsce postanowił jeszcze bardziej zwiększyć bezpieczeństwo na drogach, rozbudowując siatkę odcinkowych pomiarów prędkości. Jeden z nowych punktów na drogach szybkiego ruchu i autostradach okazał się niezwykle skuteczny, umożliwiając zatrzymanie 9 tys. osób łamiących przepisy w ciągu miesiąca.

    Przebudowa i rozbudowa siatki pomiarów prędkości to główny cel Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego w Polsce. Nowe urządzenia są montowane na drogach takich jak A1, A2, A4, S7, S11 czy S14. Objęcie nimi około 400 kilometrów dróg ma poprawić bezpieczeństwo i zmniejszyć liczbę zdarzeń drogowych.

    GITD planuje również wymianę 247 fotoradarów w kraju. Wiele z nich jest przestarzałych i nie gwarantuje nowoczesnej technologii. Nowe urządzenia będą bardziej precyzyjne, identyfikując samochody osobowe i ciężarówki oraz prowadząc jednoczesny pomiar na kilku pasach ruchu.

    Na trasie S7 w Białobrzegach prędkość przekracza 58 proc. kierowców

    Według portalu autokult.pl, najbardziej „nieprzyjemnym” dla kierowców punktem pomiaru prędkości jest ten na trasie S7 w miejscowości Białobrzegi. Ograniczenie prędkości wynosi tam 120 km/h, jednak 58 procent kierowców przekracza je o 11 do 20 km/h.

    Chociaż większość przekracza dozwoloną prędkość tylko minimalnie, liczba zarejestrowanych przypadków łamania prawa przez kierowców jest oszałamiająca. W ciągu miesiąca odcinkowy pomiar prędkości wykrył aż 9 tysięcy naruszeń, znacznie przewyższając wyniki innych punktów kontrolnych.

    Monika Niżniak z GITD wyjaśnia, że początkowo po wdrożeniu nowych urządzeń zauważalny jest wzrost liczby wykrytych naruszeń, ale później sytuacja się stabilizuje. Rekordzistą w przekraczaniu prędkości był kierowca forda, którego nadmierna średnia wynosiła 52 km/h. W związku z niedostosowaniem się do istniejących przepisów kierowca otrzymał mandat w wysokości 1500 zł.

  • w

    Najnowszy sondaż ujawnia, kto powinien zostać premierem, jeżeli PiS zwycięży w wyborach (i.pl)

    Najnowszy sondaż SW Research dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że około 20 proc. ankietowanych uważa, że w przypadku zwycięstwa partii PiS, ponownie na stanowisko premiera powinien zostać wybrany Mateusz Morawiecki. Jednak największą grupę stanowią osoby, które preferują „innego kandydata”, a taki wybór zadeklarowało 32 proc. respondentów.

    Badanie przeprowadzone przez agencję SW Research dla „Rzeczpospolitej” pytało, kto powinien zostać premierem, gdyby Zjednoczona Prawica wygrała jesienne wybory parlamentarne. Obecny premier zdobył najwięcej wskazań – 19,8 proc. Na drugim miejscu znalazł się wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński z wynikiem 6,3 proc. Natomiast 5 proc. poparciem cieszyli się szef MON Mariusz Błaszczak, była premier Beata Szydło oraz lider Suwerennej Polski, Zbigniew Ziobro.

    Większość respondentów preferuje inną osobę na to stanowisko

    Grupa respondentów (32,1 proc.) uważała, że premierem powinien zostać „ktoś inny”, natomiast 29,3 proc. nie wyraziło jednoznacznej opinii na ten temat. Badanie przeprowadzono przez agencję SW Research wśród 800 pełnoletnich użytkowników panelu on-line SW Panel. Przeprowadzono je w dniach 25-26 lipca – zaznaczyła „Rzeczpospolita”.

    Jak poinformowała „Rzeczpospolita”, wylosowana próba została odpowiednio skorygowana przy użyciu wagi analitycznej, aby odzwierciedlała strukturę Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech związanych z tematem badania. Waga uwzględniła również zmienne społeczno-demograficzne.

  • w

    Politycy ostro krytykują Donalda Tuska za jego wypowiedź na Twitterze na temat wagnerowców (i.pl)

    Beata Szydło, wiceprezes PiS i była premier, ostro skrytykowała Donalda Tuska za komentarz dotyczący wagnerowców na Białorusi. Wprowadziło to politykę w centrum uwagi w mediach społecznościowych, przyciągając również uwagę polityków Prawa i Sprawiedliwości.

    Donald Tusk opublikował na Twitterze wpis sugerujący, że PiS szuka pomocy wagnerowców z obawy przed wyborami. A marsz miliona serc ma udaremnić te plany.

    Beata Szydło zauważyła na Twitterze, że obecność wagnerowców na Białorusi jest badana przez ekspertów i interesuje media. W ostatnich latach, zwłaszcza po próbach inwazji migrantów z Białorusi na Polskę, konieczna jest gotowość na różne scenariusze. Wagnerowcy stanowią potencjalne zagrożenie dla Ukrainy i krajów NATO, a Tuska oskarżyła o cyniczną i wyrachowaną grę przeciwko Polsce.

    Politycy atakują Tuska za wpis na Twitterze

    Joachim Brudziński, szef sztabu PiS i europoseł, odpowiedział na wpis Tuska pytaniem o jego wcześniejsze wypowiedzi dotyczące pani Joanny. Wyraził też ironiczną wizję Polski z Tuskiem jako premierem.

    Z kolei Przemysław Czarnek, szef MEiN, skrytykował Tuska za brak zrozumienia wagi sytuacji. Uważa, że jego wpis lekceważy poważne zagrożenie, jakie stanowią wagnerowcy. Według niego, taki podejście dyskredytuje Tuska jako potencjalnego premiera.

    Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości, oskarżył Tuska o poszukiwanie politycznego paliwa w kwestii bezpieczeństwa granic. Przypomniał, że od początku agresji rosyjsko-białoruskiej, Tusk i jego zwolennicy są przeciwni własnemu państwu, co uwiarygadnia agresorów. Kaleta uważa, że to działanie może działać na korzyść Putina i Łukaszenki, którzy mogą wykorzystać słowa Tuska do prowokacji przeciwko Polsce.

    Stanisław Żaryn, pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP, uważa, że wykorzystanie obecności wagnerowców do walki partyjnej jest nieodpowiedzialne i osłabia Polskę. Wskazuje na ryzyko prowokacji rosyjskich kryminalistów przeciwko Polsce.

    Premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej w Gliwicach podkreślił stały atak na granice Polski. Zwrócił uwagę na potencjalne zagrożenie, jakie stanowi obecność ponad 100 wagnerowców w okolicach Przesmyku Suwalskiego na Białorusi. Sugeruje, że mogą oni próbować działań hybrydowych na terytorium Polski.

  • w

    TVN ogłasza kolejne zmiany w szeregach. Program „Uwaga!” traci dwóch znanych dziennikarzy (i.pl)

    Po kontrowersyjnej rewolucji w programie „Dzień Dobry TVN” widzowie stacji szykują się na kolejne zmiany. Tym razem dotyczą one programu interwencyjnego „Uwaga!”. Z programu odejdzie dwóch znanych dziennikarzy.

    Po wakacjach stacja postanowiła zakończyć współpracę ze Zbigniewem Łyczyńskim i Tomaszem Kubatem w programie „Uwaga!”. Oficjalne ogłoszenie pożegnania opublikowane jest na profilu programu „Uwaga!” w mediach społecznościowych. Podziękowano im za wieloletnią współpracę, profesjonalizm, oddanie i zaangażowanie w prowadzeniu programu, który zdobył zaufanie widzów.

    Stacja TVN planuje nowy sezon „Uwagi!” w zmienionej formule

    TVN postanowiło już zaplanować nowy sezon „Uwagi!”. Popularny program stacji TVN pojawi się w zmienionej formie i będzie obejmował nowy zespół prowadzących. Nowe szeregi programu obejmą Darię Górkę u boku dotychczasowych reporterów, czyli Jakuba Dreczki i Tomasza Patory. Będą pełnić podwójną rolę gospodarzy i reporterów, pozostając blisko codziennych ludzkich spraw.

    Zmiany oznaczają, że z pierwotnego zespołu „Uwagi!” pozostanie tylko Ryszard Cebula. Program, emitowany na antenie TVN od 2002 roku, miał Zbigniewa Łyczyńskiego jako prowadzącego od 2006 roku, a Tomasza Kubata od 2011 roku.

    Jest to kolejna duża zmiana, jaką planuje kierownictwo TVN na jesień br. Wcześniej media informowały o rewolucji w „Dzień Dobry TVN”, gdzie aż pięciu dotychczasowych prowadzących, Anna Kalczyńska, Małgorzata Rozenek-Majdan, Małgorzata Ohme, Agnieszka Woźniak-Starak i Andrzej Sołtysik, zakończy swoją pracę w programie. Decyzje te wstrząsnęły nie tylko widzami, ale także dziennikarzami.

  • Popularne

    w

    Nowe ustalenia w sprawie Joanny z Krakowa. Miała 1,5 promila alkoholu we krwi podczas przybycia do szpitala (i.pl)

    Historia pani Joanny z Krakowa, która stała się medialna dzięki stacji TVN, opisuje jej przyjazd do szpitala z 1,5 promila alkoholu we krwi – tak wynika z nieoficjalnych ustaleń portalu wPolityce.pl.

    Portal wPolityce.pl informuje o stanie, w jakim pani Joanna została przyjęta do szpitala. Badanie próbki krwi miało miejsce w szpitalu przy ul. Wrocławskiej w Krakowie, a samo nagranie posłużyło TVN do publikacji materiału. Następnie, pacjentka trafiła do szpitala im. Narutowicza przy ul. Prądzyńskiej.

    Joanna z Krakowa twierdzi, że wypiła tylko dwie lampki wina

    Według serwisu, stężenie 1,5 promila alkoholu mogło wpłynąć na emocje i percepcję rzeczywistości pani Joanny. A to z kolei wpłynęło bezpośrednio na jej zachowanie. W jednym z wywiadów kobieta przyznała, że tego dnia wypiła alkohol, jednak twierdziła, że było to tylko dwa kieliszki wina. W rozmowie z „Faktem” przyznała, że tego dnia wykazywała skandaliczne zachowanie.

    Dla przypomnienia; pani Joanna stała się znana po reportażu „Faktów” TVN, który opisywał rzekomo naganną interwencję funkcjonariuszy policji w szpitalu wobec kobiety, która przyjęła tabletkę poronną. Pani Joanna twierdziła, że zakupiła tabletkę osobiście, za pośrednictwem internetu.

    Komenda Główna Policji wyjaśniła, że policja interweniowała po otrzymaniu zgłoszenia od lekarza psychiatry o podejrzeniu próby samobójczej pacjentki i zażyciu substancji nieznanej pochodzenia. W miniony czwartek nagranie z telefonu alarmowego 112 zostało opublikowane jako dowód.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.