Więcej wpisów

  • w

    Nad Pomorzem przetoczył się wał szkwałowy. Mieszkańcy Żuław opisywali zjawisko jako pęknięcie na niebie i falę tsunami (dziennikbaltycki.pl)

    Dnia 24 lipca nad Pomorzem pojawiło się niecodzienne zjawisko burzowe, które mieszkańcy Żuław mogli obserwować z bliska. Niektóre osoby opisywały ten pogodowy fenomen jako pęknięcie na niebie, które przypominało powietrzną falę tsunami.

    Piotr Kowalkowski, synoptyk ze strony Info Meteo-Północ Pl, opisał to zjawisko jako wyjątkowe w Polsce. Burza odznaczała się głębokimi, ciemnymi barwami i wyglądała, jak obracający się walec chmurny, który toczył się po niebie. Zjawisku towarzyszyły silne podmuchy wiatru, a chmura była niezwykle piękna, turkusowa i rozświetlana wyładowaniami atmosferycznymi.

    Kowalkowski śledził trasę szkwałowego walca, który przemieszczał się przez zachodnią, środkową i południową część województwa pomorskiego, aż do granic Warmii. Następnie obrał kierunek w stronę granicy polsko-rosyjskiej, generując silne porywy wiatru, z maksymalną prędkością 82 km/h we Fromborku nad Zalewem Wiślanym.

    Jeden ze świadków zdarzenia sfilmował wał szkwałowy swoim dronem

    Jedna z osób, która przebywała na obszarze zjawiska, Damian Nowakowski, zdołała uwiecznić je na ośmiu imponujących ujęciach, które wykonała swoim dronem. Dalsze filmowanie efektów burzowych stało się niemożliwe, ponieważ wiatr stał się zbyt silny, aby bezpiecznie utrzymać drona w powietrzu.

    Zjawisko nazywane wałem szkwałowym lub shelf cloud jest szczególną formą chmury przypominającą poziomy klin lub taran. Chmura ta połączona jest z podstawą burzowej chmury macierzystej i występuje najczęściej na granicy burzowych frontów atmosferycznych. Towarzyszy jej porywisty wiatr, znany jako szkwał, oraz intensywne opady deszczu.

  • w

    Walka o klienta wśród zakopiańskich przewoźników. Notoryczne podbieranie pasażerów na przystankach (zakopane.naszemiasto.pl)

    Konkurencja między przewoźnikami w Zakopanem skutkuje walką o klientów, prowadzącą do podbierania pasażerów na przystankach. Taksówki i busy pasażerskie konkurują z liniami regularnymi, co przyciąga wzmożone kontrole straży miejskiej na problematycznych przystankach.

    Podszywanie się pod linie regularne stanowi poważny problem dla przewoźników, zwłaszcza w sezonie, gdy busiarze i taksówkarze zabierają pasażerów z przystanków, zanim dotrze tam autobus. Często pyta się czekających, gdzie chcą jechać, oferując im podwózkę. Takie zachowanie ma miejsce zarówno na przystankach w centrum miasta, jak i w Kuźnicach, gdzie niektórzy wykorzystują przystanek przeznaczony dla wysiadających do zbierania turystów.

    W szczycie sezonu busy kierujące się do Morskiego Oka zatrzymują się na wielu przystankach w Zakopanem, by zdobyć jak najwięcej pasażerów, przed wyruszeniem na szlak. Jest to najbardziej dotkliwe dla przewoźników, którzy przestrzegają ustalonego rozkładu jazdy i muszą ponosić dodatkowe opłaty za korzystanie z przystanków.

    Straż Miejska w Zakopanem opisuje działania jako nielegalne i nieuczciwe

    Marek Trzaskoś, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem, potwierdza, że takie działania są nielegalne i nieuczciwe. Taksówki nie mają prawa korzystać z przystanków ani nagabywać turystów. Straż miejska zapowiada zaostrzenie kontroli na przystankach, zwłaszcza na tych najbardziej dotkniętych procederem.

    Złapani kierowcy „podbierający” klientów mogą spodziewać się sporządzenia protokołu, który zostanie przekazany do odpowiedniego wydziału urzędu miasta zajmującego się licencjami taksówkarskimi. W przypadku powtarzających się naruszeń grozi zawieszenie lub odebranie licencji.

    Samych kierowców taksówek niepokoi fakt, że brakuje odpowiedniej ilości postojów dla taksówek w mieście. Mimo niemoralnych działań dążą oni do zarobku, gdyż na 800 taksówek działających w sezonie, dostępnych jest tylko 60 miejsc postojowych, co zmusza niektórych do szukania klientów „gdzie się da”.

  • w

    Silne burze na Śląsku powodem ewakuacji obozu harcerskiego i licznych interwencji straży pożarnej (dziennikzachodni.pl)

    W związku z burzami, jakie zawisły nad Śląskiem, w godzinach 14.00 – 20.00 strażacy zostali wezwani do 253 interwencji. Ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne szczególnie trudną sytuacją okazała się ewakuacja obozu harcerskiego w Konopiskach, którą przeprowadzono o godzinie 18.00.

    Burze przeszły przez Śląsk, skutkując 253 interwencjami strażaków od godz. 14:00 do 20:00. Najwięcej zdarzeń odnotowano w powiatach częstochowskim, tarnogórskim, tyskim i gliwickim. Interwencje obejmowały usuwanie powalonych drzew, naprawę zerwanych dachów i usuwanie skutków zalania.

    Natomiast komendant obozu harcerskiego w Konopiskach podjął decyzję o ewakuacji uczestników, ponieważ narastające warunki atmosferyczne stwarzały coraz większe zagrożenie. Informacja o potrzebie ewakuacji została przekazana o godzinie 17.40 do Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie. Na obozie przebywało 160 harcerzy, którzy zostali przeniesieni do kościoła oraz na stołówkę. Straż pożarna nie brała bezpośredniego udziału w akcji.

    „Pływająca” Częstochowa i liczne interwencje w różnych powiatach

    Z kolei w miejscowości Wierzbie w powiecie lublinieckim strażacy zostali wezwani do interwencji związanej z zerwanym dachem na ul. Cieszowskiej. Ponadto, z powodu burzy, która przeszła przez Częstochowę tuż przed godziną 18.00, mieszkańcy pisali w internecie, że miasto zaczyna pływać.

    Według informacji przekazanych przez brygadiera Anetę Gołębiowską z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach, w dniu 24 lipca od godziny 14:00 do 20:00 odnotowano 253 zdarzenia związane z niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi na terenie województwa śląskiego. Najwięcej incydentów miało miejsce w powiatach: częstochowskim – 57, tarnogórskim – 30, tyskim – 26 i gliwickim – 25.

  • w

    Budowa metra w Krakowie to gorący temat przed nadchodzącymi wyborami (gazetakrakowska.pl)

    W Krakowie działalność rozpoczęło lokalne przedstawicielstwo Społecznego Komitetu Budowy Metra (SKBM). Prezes SKBM, Andrzej Rogiński, przewiduje, że temat metra będzie kluczowym zagadnieniem w kampanii wyborczej na tegoroczne wybory parlamentarne oraz przyszłoroczne wybory samorządowe, w tym wybór prezydenta Krakowa. Ta inicjatywa już teraz powoduje liczne dyskusje.

    Włodzimierz Pietrus, przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta Krakowa, wyraził swoje wsparcie. Uważa, że jest to na pewno cenna inicjatywa. Komitet zrzesza znakomite osobistości, w tym profesorów, co przyczynia się do poparcia projektu budowy metra. Jest to dobry znak dla mieszkańców Krakowa. Dodał, że podobnie jak SKBM, uważa, że metro jest niezbędne. Z tego względu stara się wpłynąć na prezydenta, aby zwiększył przekrój tunelu, aby pomieścić nie tylko szybki tramwaj czy premetro, ale także metro.

    Według Pietrusa Kraków nie jest zbyt mały na metro

    Włodzimierz Pietrus od lat aktywnie dąży do rozwoju Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej w Krakowie. Jego zdaniem SKA w połączeniu z metrem tworzyć będzie wszechstronny system komunikacji, uzupełniany przez linie tramwajowe i autobusowe. Przykład miasta Kluż-Napoka w Rumunii, które mimo mniejszego rozmiaru od Krakowa planuje budowę metra, pokazuje, iż nie należy poddawać się opinii, że Kraków jest zbyt mały na metro. Warto przygotować inwestycję i szukać wsparcia w funduszach europejskich lub rządowych.

    Prezes SKBM, Andrzej Rogiński, przypomniał o referendum przeprowadzonym w 2014 roku w Krakowie, w którym mieszkańcy opowiedzieli się za budową metra. Wyniki tego referendum są wiążące dla każdej władzy. Rogiński podkreślił, że kandydaci na urząd prezydenta Krakowa lub radni miasta, którzy nie będą respektować wyniku referendum, nie powinni być wybierani. SKBM będzie zdecydowanie wskazywać na takie osoby.

  • w

    Lekarka Joanny z Krakowa wypowiedziała się na temat swojej pacjentki (i.pl)

    Lekarka psychiatrii, która powiadomiła Rozmowa między lekarką psychiatrii a pacjentką, Joanną z Krakowa, była bardzo emocjonalna. Na podstawie słów wypowiedzianych przez pacjentkę oraz znajomości jej historii, lekarka uznała, że istnieje poważne zagrożenie dla życia Joanny. W rezultacie zdecydowała się powiadomić odpowiednie służby w tej sprawie.

    Historia Joanny, która trafiła na SOR szpitala wojskowego w Krakowie po zażyciu tabletki poronnej, wyemitowana przez TVN, wywołała silne emocje. Pojawiły się oskarżenia wobec policji o niewłaściwe zachowanie podczas interwencji, co skłoniło do reakcji Komendanta Głównego Policji, Jarosława Szymczyka. Jednakże pojawiły się także kolejne istotne fakty. Lekarka, zaniepokojona stanem swojej pacjentki, zdecydowała się zawiadomić odpowiednie służby.

    Lekarka powiedziała, że Joanna, będąca pod opieką NFZ, skontaktowała się z nią prywatnie około godziny 20:00. Ze względu na swoje zaangażowanie w pracę i pacjentów, rozpoczęła z nią rozmowę. Po wysłuchaniu słów pacjentki oraz z uwagi na jej historię lekarka doszła do wniosku, że istnieje poważne zagrożenie dla jej życia. Było duże prawdopodobieństwo, że pacjentka może próbować zrealizować swoje zamiary.

    Lekarka usiłowała przekonać Joannę, aby sama powiadomiła służby, lecz gdy zrozumiała, że jest to dla niej za trudne, zaoferowała, że zrobi to za nią. Pacjentka wyraziła na to zgodę. Następnie Komenda Główna Policji ujawniła nagranie z tego zgłoszenia. Warto dodać, iż Joanna twierdzi, że nie miała żadnych zamiarów samobójczych. Z jej relacji wynika, że rozmowa trwała około godziny, a lekarka zakończyła ją, dopiero gdy upewniła się, że pacjentka jest już pod opieką ratowników medycznych.

    Dla lekarki rozmowa była bardzo trudna, ponieważ czuła, że walczy o życie swojej pacjentki. Podkreśliła, że niezależnie od kontrowersji i hejtu, którego doświadcza, zawsze będzie ratować pacjentów, gdy uzna to za konieczne. Odnosząc się do zarzutów o ujawnienie informacji o zażyciu przez pacjentkę środków poronnych, stanowczo oświadczyła, że gdyby zataiła tak istotne informacje, byłoby to nieprawidłowe z jej strony, ponieważ mogłoby to zagrażać życiu pacjentki.

  • w

    Okropny wypadek drogowy w centrum Leszna. 19-latek rozbił się na drzewie, pięć osób jest rannych (i.pl)

    Wczoraj w godzinach porannych w Lesznie zdarzył się okropny wypadek, w wyniku którego pięć osób zostało rannych. Samochód osobowy, w którym podróżowało pięcioro nastolatków, rozbił się na przydrożnych drzewie. Wszystkich poddano hospitalizacji, w tym dwójka poszkodowanych jest w poważnym stanie.

    Do zdarzenia doszło 25 lipca około godziny 4:00 na ruchliwej ul. Śniadeckich w centrum Leszna, gdzie pięcioro nastolatków podróżowało samochodem marki Seat Ibiza. W pewnej chwili, jadąc od alei Krasińskiego, 19-letni kierowca stracił panowanie nad pojazdem i zjechał z drogi, z impetem uderzając bokiem samochodu w stojące na poboczu drzewo. Auto roztrzaskało się na drzewie, a kierowca wraz z pasażerami zakleszczyli się wewnątrz pojazdu.

    Pięć osób jest rannych po zderzeniu z drzewem

    Jak poinformowała asp. szt. Monika Żymełka z Komendy Miejskiej Policji w Lesznie, samochodem podróżował 19-letni kierowca spod miejscowości Rydzyny, a także dwóch nastolatków i dwie nastolatki w wieku 17-19 lat. Z powodu silnego zderzenia z drzewem cała piątka doświadczyła obrażeń, w tym dwie osoby odniosły poważne rany. Zarówno kierowca, jak i wszyscy pasażerowie, zostali przewiezieni do szpitala, a stan dwojga z nich jest ciężki.

    Asp. szt. Monika Żymełka dodała, że w chwili wypadku 19-letni kierowca nie był w stanie nietrzeźwości.

  • w

    W okolicach Morawicy (woj. świętokrzyskie) pacjent uciekł z zakładu psychiatrycznego. Po drodze ranił dwóch salowych (i.pl)

    Według mł. asp. Małgorzaty Perkowskiej-Kiepas z Komendy Miejskiej Policji w Kielcach, pacjent uciekł ze szpitala psychiatrycznego w woj. świętokrzyskim i zranił dwóch pracowników zakładu. Jednak został szybko zatrzymany przez funkcjonariuszy policji.

    Świętokrzyskie media poinformowały, że w okolicach Morawicy (woj. świętokrzyskie) trwa obława na niebezpiecznego uciekiniera z tamtejszego szpitala psychiatrycznego. Mężczyzna znajduje się pod wpływem silnych środków odurzających i prawdopodobnie ma przy sobie nóż. Poszukiwany to 21-letni mężczyzna; szczupła budowa ciała i wzrost 175-180 cm. Ma na sobie czerwoną koszulkę i ciemne, krótkie spodenki. Policja apeluje o zachowanie szczególnych środków bezpieczeństwa i kontakt pod nr 112.

    Podejrzany już trafił z powrotem do zakładu psychiatrycznego

    Jak poinformowała mł. asp. Małgorzata Perkowska-Kiepas z KMP w Kielcach, dnia 24 lipca, w poniedziałek, 21-letni pacjent, mieszkaniec powiatu buskiego, ranił dwóch salowych, po czym uciekł z zakładu psychiatrycznego. Po interwencji policji w efekcie został schwytany przez patrol i ponownie osadzony w szpitalu psychiatrycznym. Natomiast lekko rannym mężczyznom udzielono pomocy przedmedycznej.

    Dla przypomnienia; kilka lat temu ten sam pacjent wtargnął na dach budynku szpitala w Morawicy, gdzie groził samobójstwem i agresywnie zachowywał się wobec strażaków i policjantów, którzy przybyli na miejsce. Mężczyzna miał wówczas butlę gazową i siekierę, którymi rzucał w kierunku interweniujących funkcjonariuszy.

  • w

    Wczorajsze burze połamały drzewa i zalały piwnice. 29 interwencji strażaków w woj. lubelskim i okolicach (kurierlubelski.pl)

    W nocy z 24 na 25 lipca przetoczył się nad Polską front burzowy, który pozostawił po sobie ślady w różnych obszarach województwa lubelskiego. Do działań wkroczyli strażacy, którzy zajęli się wypompowaniem wody z zalanych piwnic i usuwaniem z dróg połamanych drzew i konarów.

    W całym województwie lubelskim strażacy zostali wezwani 29 razy. Głównie interweniowali z powodu powalonych drzew i konarów, a także trzykrotnie otrzymali zgłoszenia dotyczące zalanych piwnic. Na szczęście w wyniku intensywnych opadów deszczu i silnego wiatru nikt nie ucierpiał.

    Najwięcej zgłoszeń, bo aż 14, dotyczyło Lublina i okolic, gdzie straż pożarna przeważnie usuwała powalone konary i drzewa z jezdni i chodników. Czasami konieczne było też usunięcie drzewa, które blokowało przejście lub zawaliło się na zaparkowany samochód. W samym Lublinie drzewostan miejski ucierpiał tylko w jednym przypadku, na ulicy Podwale.

    Warto przypomnieć, że strażacy interweniują tylko wtedy, gdy drzewo zagraża ludziom lub blokuje ulice. W pozostałych sytuacjach usuwaniem drzew zajmują się odpowiednie służby miejskie lub właściciele terenu. Podczas burz drzewostan jest poważnym zagrożeniem; łamane gałęzie niszczą budynki, samochody i linie wysokiego napięcia. Podczas takiej pogody niebezpieczne jest również chowanie się pod drzewami, ponieważ występuje ryzyko obrażeń, jakie może spowodować spadający konar.

    Burze z gradem mogą wystąpić również w środę po południu i w nocy

    Według prognoz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, burze, silny wiatr, ulewny deszcz, a nawet grad mogą pojawić się także w środę po południu i w nocy. Przyczyną jest niż kierujący się nad Polskę z Rumunii, przynoszący wilgotne powietrze znad Morza Czarnego. Natomiast po przejściu burz przewidywane jest ochłodzenie i stabilizacja pogody.

  • w

    Skarpa na ul. Szafera nadal grozi osuwiskami. Mata z rozchodników nie podołała zadaniu (gs24.pl)

    W Szczecinie na ulicy Szafera pojawiały się różne próby upiększenia skarpy. Jedną z ostatnich była mata z rozchodników. Jednak to nowatorskie rozwiązanie nie okazało się dobrą opcją. Mimo to w dalszym ciągu występuje potrzeba zabezpieczenia skarpy przed kolejnymi osuwiskami. Mata z rozchodników, pokrywająca ok. 700 m kw., miała zapewnić efektowny wygląd i większą bioróżnorodność niż trawnik. Niestety, nie wytrzymała ulewnych deszczy i potrzebowała naprawy.

    Marta Safader-Domańska, Ogrodnik Miasta, podkreśliła, że rozwiązanie w postaci maty przyciąga owady zapylające i zachwyca zmiennością barw w ciągu roku. Niestety, krótko po jej zastosowaniu rośliny zostały zmyte przez deszcz, gdyż nie zdążyły się ukorzenić. A to tylko spotęgowało problem.

    Michał Przepiera, zastępca prezydenta Szczecina, wyjaśnił, że tymczasowe rury spustowe miały powstrzymać wodę opadową do momentu ukorzenienia się roślin, lecz natura była innego zdania. Do zadania dołączyły się wodociągi ze Szczecina i Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego, aby pomóc w znalezieniu rozwiązania.

    Badania gruntów miały wykluczyć obecność wody gruntowej, a przypuszczenia wskazywały jedynie na wysięk wody ze skarpy na wysokości hydrantu. Jednak woda spływała do niewykrytego ujścia, co utrudniało określenie przyczyny problemu. Po długim okresie w efekcie zrezygnowano z rozchodników. Skarpa nadal znajduje się pod obserwacją miasta, a w przypadku miejsc zniszczonych przez wodę zostaną one pewnie naprawione kruszywem.

    Mieszkańcy, którzy wyrażają swój niepokój związany z kolejnymi osuwiskami skarpy, alarmują, że bariery ochronne stoją w niebezpiecznych pozycjach, zagrażając ich bezpieczeństwu.

    Zarządca drogi monitoruje skarpę, a prace nad wzmacnianiem bariery już trwają. Ryzyko kolejnych osuwisk wymaga dokończenia robót na całej długości skarpy, co planowane jest na czwarty kwartał. Zarząd dróg prowadzi działania w celu zapewnienia stabilności i bezpieczeństwa.

  • w

    Joanna Lichocka oskarża Donalda Tuska o wykorzystywanie nienawiści i manipulowanie Polkami (i.pl)

    Joanna Lichocka, posłanka PiS, w poniedziałek w TVP Info oskarżyła Donalda Tuska o wykorzystywanie nienawiści i manipulację, zwłaszcza w sprawie Joanny z Krakowa. Według niej Platforma Obywatelska próbuje wzniecać nienawiść Polek wobec Zjednoczonej Prawicy, a Tusk opiera swoją kampanię na braku konkretnych propozycji dla Polaków.

    Lichocka twierdzi, że sprawa Joanny z Krakowa jest tylko narzędziem manipulacji PO, mającym na celu wywołanie nienawiści wśród Polek. Zachęca dziewczyny do samodzielnego myślenia i nieulegania manipulacjom, które rzekomo stosuje Tusk.

    Posłanka podkreśla, że w odpowiedzi na działania PO, PiS skupia się na realizacji swojego programu wyborczego i rzetelnej informacji, aby prostować rzekome kłamstwa. Spotkania wyborcze służą pokazywaniu ludziom prawdziwych celów partii.

    Spotkania wyborcze PiS to znacznie więcej, niż tylko tematy związane z Donaldem Tuskiem

    Lichocka akcentuje, że na spotkaniach wyborczych PiS nie koncentruje się jedynie na Donaldzie Tusku, ale również na potrzebach i oczekiwaniach, jakie Polacy mają w stosunku do rządzących. Uważa, że Tusk stosuje strategię hejtu w celu odwrócenia uwagi od pytań dotyczących swoich finansów, które jakoby utrzymuje w tajemnicy.

    W mediach pojawiła się informacja o działaniach policji w krakowskim szpitalu wobec kobiety, która przyjęła tabletkę poronną zakupioną przez siebie w internecie. Policja podejrzewała przestępstwo w postaci udzielania pomocy w przerwaniu ciąży za pomocą nielegalnych środków. Interwencję wywołało zawiadomienie lekarza psychiatry o możliwej próbie samobójczej pacjentki i nieznanej substancji.

  • w

    Joanna, bohaterka „Faktów” TVN, ukazuje na Instagramie swoje prawdziwe oblicze. Internet huczy od licznych kontrowersji (i.pl)

    Ostatnio Joanna z Krakowa stała się obiektem uwagi polityków opozycji, proaborcyjnych aktywistek oraz mediów. Materiał zaprezentowany przez „Fakty” TVN, dotyczący jej interwencji na SOR w krakowskim szpitalu, wywołał fale szoku i oburzenia. Poza tym odkryto, że Joanna to również artystka o pseudonimie Johnny D’Arc, poruszająca kontrowersyjne tematy na swoim profilu na Instagramie.

    Joanna zyskała rozgłos po relacji o interwencji policji w szpitalu, gdy trafiła na SOR po zażyciu tabletki poronnej, ale, jak poinformowała policja, okazało się, że interwencja miała związek z możliwą próbą samobójczą. Nagranie z telefonu alarmowego 112 potwierdziło działania funkcjonariuszy.

    Profil na Instagramie ukazuje Joannę jako draq kinga, Johnny’ego D’Arc

    Profil Joanny na Instagramie odsłania jej drugą tożsamość jako draq kinga występującego pod pseudonimem Johnny’ego D’Arc, artystki poruszającej kontrowersyjne tematy związane ze sztuką, feminizmem i polityką. Jej kontrowersyjne zdjęcia i odniesienia do praw kobiet, jak również aborcji, skutecznie budzą zainteresowanie internautów.

    Portal Salon24.pl ujawnia, że Joanna jest doktorantką literaturoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz tłumaczką języka angielskiego. Na nowym profilu na Instagramie planuje dzielić się informacjami o swojej walce z policją, mając tym samym nadzieję, że będzie mogła pomóc większej liczbie osób.

    Wydanie informacji o Joannie wywołało wiele komentarzy, a niektórzy użytkownicy na Twitterze łączą to z porażką Donalda Tuska, który ogłosił kolejny marsz po ujawnieniu historii Joanny.

  • w

    Pracownica Telewizji Republika na celowniku sprawcy, który oddał w jej stronę sześć strzałów (i.pl)

    Wczoraj przed siedzibą Telewizji Republika doszło do niebezpiecznej sytuacji, podczas której pracownica administracyjna została ostrzelana z broni pneumatycznej przez nieznanego sprawcę. Prezes Tomasz Sakiewicz skomentował incydent, a służby natychmiast podjęły działania na miejscu zdarzenia, odkrywając, że strzelec mieszka naprzeciwko stacji.

    Zdarzenie miało miejsce 24 lipca około godziny 13:00, kiedy nieznany sprawca oddał sześć strzałów w kierunku pracownicy stacji, która akurat znajdowała się na zewnątrz budynku. Na szczęście, kobieta nie odniosła żadnych obrażeń. Świadkowie z kolei sugerują, że atak na pracownicę stacji wcale nie był przypadkowy.

    Kobieta została ostrzelana śrutem, będąc w drodze do apteki

    Prezes Tomasz Sakiewicz potwierdził, że strzały zostały oddane z budynku naprzeciwko stacji, a broń użyta przez sprawcę była pneumatyczna, ponieważ pociski miały odbijać się od metalowej powierzchni. Ofiara, będąc w drodze do apteki, została ostrzelana śrutem, wychodząc z siedziby telewizji. Prezes Sakiewicz podkreślił, że pracownica jest w szoku po zajściu i złożyła już odpowiednie zgłoszenie funkcjonariuszom policji.

    Sprawa została przekazana policji, która obecnie bada okoliczności tego ataku. Prezes Telewizji Republika, Tomasz Sakiewicz, zauważył, że incydent może być związany z narastającą brutalizacją wobec dziennikarzy, zwłaszcza tych, którzy krytykują Donalda Tuska.

    Jak stwierdził Sakiewicz, najprawdopodobniej brutalizacja zapowiadana przez Donalda Tuska zyskuje coraz większą siłę. Jest to widoczne szczególnie wobec dziennikarzy, którzy nie szczędzą krytyki w jego stronę. Dodał jeszcze, że Tuskowi należy pogratulować takiej efektywności.

  • w

    Opanowanie pożaru hali z odpadami w Zielonej Górze Przylepie. Służby podsumowują działania po pożarze (zielonagora.naszemiasto.pl)

    Pożar hali w Zielonej Górze Przylepie, w której znajdowały się niebezpieczne odpady, został opanowany dzięki zaangażowaniu ponad 370 strażaków, w tym ochotników, oraz specjalistycznych pojazdów. Prezydent Janusz Kubicki podkreślił, że od soboty zajmowano się zapobieżeniem potencjalnemu zagrożeniu dla mieszkańców Przylepu i całej Zielonej Góry.

    Aktywna akcja gaszenia zakończyła się szybko i sprawnie, co umożliwiło stwierdzenie opanowania pożaru już w niedzielę rano. Zakłady Mięsne w Przylepie nie były podłączone do miejskiej kanalizacji, dlatego trzeba było unikać skażenia środowiska. Woda użyta do gaszenia została wypompowana do specjalnych zbiorników i będzie wywieziona na składowisko odpadów niebezpiecznych.

    Mirosław Ganecki, Lubuski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, zapewnił, że prowadzone są badania jakości powietrza i wody oraz próby gleby. Wyniki tych badań będą dostępne wkrótce. Istotnym celem jest przywrócenie terenu do normalnego stanu, a działania w tej kwestii będą monitorowane.

    Monitoring w zakresie jakości powietrza oraz intensywne prace sprzątające

    St. bryg. mgr inż. Patryk Maruszak, Lubuski Komendant Wojewódzki PSP, podkreślił, że teren jest zabezpieczony, aby uniknąć wycieków skażonej wody. Monitoring w zakresie jakości powietrza jest nadal prowadzony, jednak nie potwierdzono obecności niebezpiecznych substancji w powietrzu.

    Prezydent Janusz Kubicki zapowiedział przedstawienie dokumentów dotyczących pochodzenia odpadów oraz odpowiedzialności za nadzór nad całym obszarem. Obecnie skoncentrowano się na opanowaniu sytuacji i przywróceniu normalności. Natomiast minister Anna Moskwa obiecała finansowanie procesu rekultywacji.

    Wojewoda Władysław Dajczak podkreślił, że prace nad uprzątnięciem miejsca będą przebiegać bardzo intensywnie, aby nie wystąpiło zagrożenie dla środowiska. Planowane są również dalsze rozmowy z władzami Zielonej Góry w tej sprawie.

  • w

    Korki na Nowym Dworze po otwarciu TAT. Mieszkańcy Wrocławia winią sygnalizację świetlną (gazetawroclawska.pl)

    Po otwarciu trasy autobusowo-tramwajowej na Nowy Dwór kierowcy utknęli w wielokilometrowych korkach podczas poniedziałkowych porannych godzin szczytu. Mieszkańcy twierdzą, że za powstanie korków odpowiedzialna jest nieprawidłowo działająca sygnalizacja świetlna.

    Uroczyste otwarcie TAT na Nowy Dwór miało miejsce w sobotę, 22 lipca. Obecnie tylko autobusy korzystają z trasy, a tramwaje będą funkcjonować od września. Wraz z otwarciem zmieniły się trasy autobusów linii: 106, 107, 109, 132, 149, 206 i 249, które teraz mają nowe przystanki.

    TAT miał zrewolucjonizować ruch w tej części miasta, jednak mieszkańcy zgłaszają przeciwnie. Kierowcy skarżą się na długie korki, które wcześniej nie występowały. Strzegomska, która przed uruchomieniem TAT była pokonywana w 5 minut, teraz wymaga nawet 40 minut na przejazd.

    Mieszkańcy donoszą, że zatory pojawiają się w różnych lokalizacjach

    Mieszkańcy podają różne powody tworzenia się korków, w tym zbyt krótki cykl świateł na skrzyżowaniu ul. Strzegomskiej i Nowobabimojskiej. Podobna sytuacja występuje za wiaduktem kolejowym w stronę centrum. Wskazują na potrzebę wydłużenia cyklu lub przełączenia sygnalizacji w tryb pulsacyjny.

    Kolejna skarga mieszkańców dotyczy sygnalizacji na TAT, która generuje korki na przystanku Strzegomska 148. Światła czerwone zapalają się nawet wtedy, gdy nie przejeżdża tamtędy żaden autobus, co prowadzi do zatorów. Proszą o poprawienie działania systemu ITS, aby sygnalizacja była aktywowana tylko wtedy, gdy pojazdy MPK faktycznie przejeżdżają.

    Inni mieszkańcy zauważyli brak detekcji ruchu w czasie zmiany sygnalizacji. Skarżą się na długie korki, szczególnie na Strzegomskiej za wiaduktem, gdzie pas autobusowy przecina główną ulicę. Wczoraj rano, jeszcze po godzinie 09:30, zator sięgał długości 1,4 km i ciągnął się od Rogowskiej do Nowobabimojskiej.

  • w

    Kontrowersyjny wpis na profilu kibiców Lecha Poznań. Wysunięto ostrzeżenie w stronę młodych obywateli Ukrainy (gloswielkopolski.pl)

    Na profilu społeczności kibiców Lecha Poznań, który widnieje na Facebooku, pojawiła się wiadomość szybko wywołująca kontrowersje wśród internautów. Kibice drużyny opublikowali wpis skierowany w stronę młodych obywateli Ukrainy, który można przeczytać na ich profilu “Grunwald”.

    Wpis, który zamieściła społeczność kibiców Lecha Poznań, bardzo szybko sprowokował różne reakcje. Kibice sugerowali, że grupa osób zza wschodniej granicy nie respektuje polskiej gościnności i atakuje słabszych od siebie, zamiast być wdzięcznym Polakom za zapewnienie im bezpieczeństwa, podczas gdy ich kraj zmaga się z rosyjską agresją. Z tego względu, w piątkowy wieczór, kibice Lecha Poznań postanowili się zgromadzić i zorganizować spontaniczne rozmowy wychowawcze.

    Kibice podkreślili, iż to naturalne, że młodzież popełnia błędy. Jednak przypominali również, że młodzi obywatele Ukrainy nie przebywają w swoim kraju i dlatego nie mają prawa narzucać swoich zasad w Polsce. Apelowali do młodzieży ukraińskiej, aby zachowywała się grzecznie, stanowczo przypominając o przestrzeganiu polskich norm.

    Policjanci monitorują całą sytuację

    Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji poinformował, że policja śledzi sytuację i analizuje wpis pod kątem ewentualnych nawoływań do nienawiści i zastraszania. Jednak, jak na tę chwilę, nie doszło jeszcze do żadnej interwencji w tej sprawie. Wpis zdobył poparcie wielu użytkowników, ale także spotkał się z krytyką wśród internautów. Dodał również, że funkcjonariusze obserwują nie tylko sam wpis na Facebooku, ale i osoby widoczne na zdjęciu, jakie do niego dołączono.

    Post opublikowany przez społeczność kibiców Lecha Poznań na Facebooku polubiło już ponad 6 tysięcy osób, a ponad 700 wyraziło też swoją opinię, popierając działalność poznańskich kibiców.

  • w

    Wyniki konsultacji w gminie Dobra. Mieszkańcy opowiadają się za cotygodniowym odbiorem odpadów (gs24.pl)

    Wyniki “śmieciowych” konsultacji w gminie Dobra zostały już ogłoszone, a większość mieszkańców opowiada się za przywróceniem cotygodniowego odbioru odpadów. Obecnie inicjatywa leży w rękach radnych, ale wójt ostrzega, że częstszy odbiór może skutkować podwyżkami dla mieszkańców.

    Konsultacje, które trwały od 12 do 26 czerwca, skierowane były do właścicieli budynków jednorodzinnych, których jest 8110 na terenie gminy Dobra. Pytanie brzmiało, czy są za propozycją przywrócenia cotygodniowego odbioru odpadów, nawet jeśli wiązałoby się to z podwyżką opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi.

    Wyniki konsultacji to 1059 oddanych głosów, z czego 70 było nieważnych. Za przywróceniem cotygodniowego odbioru zagłosowało 586 osób, co stanowi 59,3 procent ważnych głosów. Przeciwko tej propozycji opowiedziało się 388 osób, co stanowi 39,2 procent ważnych głosów. Mieszkańcy Mierzyna (252) i Dobrej (241) byli najbardziej aktywni w głosowaniu, podczas gdy z Rzędzina wpłynął tylko 1 głos. Kobiety stanowiły ponad 51 procent głosujących, a najwięcej głosów oddały osoby w wieku 36-49 lat (52,22 procent). Duża liczba głosów wpłynęła z urządzeń mobilnych – aż 64 procent.

    Mieszkańcy liczą na jak najszybsze unieważnienie wcześniejszych decyzji

    Oczekuje się, że wójt gminy Dobra, Teresa Dera, i jej radni uszanują wynik konsultacji. Mieszkańcy są zdania, że należy jak najszybciej przywrócić cotygodniowy odbiór odpadów zmieszanych oraz unieważnić wcześniejsze decyzje podjęte wbrew ich woli – tak uważają radni opozycji ze Wspólnoty Samorządowej gminy Dobra.

    W przypadku zaakceptowania zmian mogłyby one wejść w życie w 2024 roku. Z kolei przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów jest zaplanowany na październik tego samego roku. Wójt Teresa Dera zaznacza, że decyzja o ewentualnym powrocie do cotygodniowego odbioru odpadów i wysokości opłat zależeć będzie od wyników konsultacji oraz kwoty, jaką rada gminy zdecyduje się dopłacić do systemu gospodarki odpadami komunalnymi w 2024 roku – czy będzie to, jak obecnie, około 3 mln złotych, czy też np. 6-7 mln złotych.

  • w

    Lublin: Bez uprawnień wziął swój motocykl na jazdę próbną, doprowadzając do pościgu policyjnego (kurierlubelski.pl)

    W miniony piątek na terenie Lublina doszło do zdarzenia, za które 18-letni mieszkaniec miasta będzie musiał teraz ponieść odpowiedzialność. 18-latek oskarżony jest o uniknięcie kontroli drogowej i ucieczkę przed policją po próbnej jeździe motocyklem. Młodzieniec zdecydował się na przejażdżkę pomimo braku odpowiednich uprawnień.

    Sytuacja miała miejsce 21 lipca na ulicy Piłsudskiego w Lublinie, gdzie funkcjonariusze ruchu drogowego zauważyli niebezpieczną jazdę motocyklisty. Motocyklista zbagatelizował prośby policjantów o zatrzymanie pojazdu i rozpoczął ucieczkę ulicami miasta, prowadząc pościg przez kilka kilometrów.

    Jak poinformował nadkom. Kamil Gołębiowski, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, ignorując sygnały zatrzymania, 18-latek stwarzał poważne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i innych uczestników ruchu drogowego.

    Po doświadczeniu upadku 18-latek zaczął uciekać na piechotę

    Nastolatek dojechał aż do Tomaszowic, gdzie w pewnym momencie stracił panowanie nad pojazdem i doświadczył upadku. Jednak w dalszym ciągu próbował kontynuować swoją ucieczkę, poruszając się pieszo. Chwilę później został zatrzymany przez funkcjonariuszy, którzy poddali go badaniu alkomatem. Okazało się, że w momencie zdarzenia motocyklista nie był pod wpływem alkoholu. Jednakże brakowało mu wymaganych uprawnień do kierowania jednośladem.

    Młody mężczyzna tłumaczył, że tego samego dnia zakupił motocykl i postanowił wykonać jazdę próbną. A teraz będzi musiał odpowiedzieć za swoje działania, stawiając czoło poważnym zarzutom. Nastolatkowi grozi kara nawet do 5 lat więzienia.

  • w

    Śmiertelny upadek z wysokości w Tatrach Słowackich. Nie żyje polski wspinacz, Jan Świder (zakopane.naszemiasto.pl)

    W minioną niedzielę w Tatrach Słowackich doszło do śmiertelnego wypadku, w wyniku którego zmarł polski wspinacz Jan Świder. Był wielkim miłośnikiem gór, który w wieku 64 lat stracił życie na skutek upadku z wysokości. Nieszczęśliwe zdarzenie miało miejsce w rejonie Wielkiej Kapałkowej Turni.

    Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę, gdy polscy ratownicy TOPR poinformowali słowackich ratowników o upadku polskiego wspinacza. Jan Świder wraz z towarzyszem podjęli się wspinaczki od strony Suchej Doliny. Jednak w niezabezpieczonych miejscach na grzbiecie Wielkiej Kapałkowej Turnii wydarzyła się straszna tragedia, z racji czego jeden z taterników doświadczył śmiertelnego upadku.

    Ratownicy z Horskiej Zachrannej Służby przybyli na miejsce wypadku helikopterem i potwierdzili, że polski wspinacz spadł z wysokości około 150 metrów, co niestety skończyło się śmiercią z powodu ciężkich obrażeń. Ciało zmarłego zostało przetransportowane śmigłowcem do Zdziaru, a jego kolega kontynuował podróż na własną rękę po przewiezieniu go do Tatrzańskiej Jaworzyny.

    Kim był Jan Świder?

    Jan Świder był cenionym wspinaczem i wielkim pasjonatem gór. Jego aktywność sięgała jeszcze lat 80., kiedy to wspinał się zarówno w Tatrach, jak i Alpach, zapisując na swoim koncie wiele udanych przejść. Po kilkunastu latach przerwy wrócił do wspinania, regularnie pokonując kilkanaście dróg w Tatrach zarówno zimą, jak i latem.

    Jego osiągnięcia obejmowały również regiony skalne w Polsce i na Słowacji. Ostatnim wybitnym sukcesem było wytyczenie nowego szlaku na Czarnym Kopiniaku wraz z Adamem Śmiałkowskim.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.