Więcej wpisów

  • w

    Radny Marcin Nowak zaproponował usunięcie pasa ruchu z ul. Lubartowskiej i przekształcenie go w deptak (kurierlubelski.pl)

    Wiceprzewodniczący Rady Miasta Lublin, Marcin Nowak, proponuje likwidację jednego pasa ruchu na ul. Lubartowskiej, aby stworzyć chodnik po stronie ul. Kowalskiej. Ratusz nie odrzuca tego pomysłu, ale podkreśla potrzebę konsultacji społecznych.

    Radny miejski Marcin Nowak stara się zmienić organizację ruchu na ul. Lubartowskiej. Jego propozycja zakłada zamianę skrajnego pasa ruchu w kierunku al. Tysiąclecia, od ul. Bajkowskiego do ul. Kowalskiej, na chodnik. Nowak przekonuje, że taki deptak przyciągnąłby handel i gastronomię do serca Lublina, nie wpływając negatywnie na ruch drogowy. Co więcej, planuje nasadzenia drzew, aby uatrakcyjnić ten odcinek ulicy.

    Michał Makowski, przewodniczący zarządu dzielnicy Stare Miasto, pozytywnie ocenia pomysł Nowaka. Wspiera także możliwość stworzenia ogródków dla restauratorów na poszerzonym chodniku. Makowski uważa, że zwężenie jezdni na ul. Lubartowskiej przyczyni się do zmniejszenia ruchu samochodowego w śródmieściu. Obserwacje wskazują, że dwa pasy ruchu w kierunku al. Tysiąclecia są rzadko używane, a kierowcy poruszają się bardziej pasem środkiem.

    Zdaniem Marcina Nowaka likwidacja jednego pasa ruchu może stworzyć 2-4 miejsca postojowe. Maria Wiśnioch-Filo, prezes Koła Przewodników Miejskich i Terenowych PTTK w Lublinie, nie ma zastrzeżeń co do pomysłu. Jednak zaznacza, że trasa wycieczek zazwyczaj nie prowadzi przez ul. Lubartowską, tylko do Zaułka Hartwigów i granic dawnego getta lubelskiego. A fragment ulicy Lubartowskiej do ul. Kowalskiej jest używany w określonych okolicznościach.

    Artur Szymczyk, z-ca prezydenta Lublina, podkreśla, że ograniczenie dostępności ul. Lubartowskiej poprzez likwidację jednego pasa ruchu może spowodować przemieszczenie ruchu na inne ulice w ścisłym centrum miasta, co skutkowałoby utrudnieniami dla mieszkańców, przedsiębiorców i klientów pobliskich placówek. Propozycję Nowaka można rozważyć po przeprowadzeniu konsultacji społecznych z członkami Rad Dzielnic Śródmieście i Stare Miasto, mieszkańcami i przedsiębiorcami.

  • w

    Nowoczesne wozy strażackie dla lubuskich OSP. WFOŚiGW i gminy zapewniają wsparcie finansowe (zielonagora.naszemiasto.pl)

    Prezesi pięciu Ochotniczych Straży Pożarnych (OSP) – StaryKisielin, Żary Kunice, Kaława, Cybinka i Borowe, zlokalizowanych w gm. Iłowa,podpisali umowy na dofinansowanie zakupu nowoczesnych pojazdówratowniczo-gaśniczych. W ramach programu finansowania służb ratowniczychnajstarsze wozy strażackie zostaną zastąpione nowymi pojazdami.

    Piotr Sienkiewicz, prezes OSP Zielona Góra, opowiada obohaterskich działaniach 40-letniego Jelcza, który zostanie zamieniony na nowy,ciężki wóz, o większej pojemności wody. Nowy pojazd zostanie dostarczony dokońca roku dzięki gwarancji producenta. W przypadku wymiany stary Jelcz możetrafić do innej jednostki. Dofinansowanie na zakup nowego pojazdu zostałoprzyznane przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wZielonej Górze.

    W siedzibie funduszu nastąpiło podpisanie umów z przedstawicielami kilku jednostek, które również dysponują starymi pojazdami. W ramachtegorocznego programu finansowania, łącznie 20 samochodów, w tym ciężkiratowniczo-gaśniczy dla OSP Stary Kisielin, otrzyma wsparcie finansowe owartości około 1,8 miliona złotych.

    Oprócz WFOŚiGW, zakup nowych pojazdów dla OSP Stare Kisielinwspierają Miasto Zielona Góra oraz Komenda Główna PSP. Inna jednostka – OSP Borowew gm. Iłowa – otrzyma unowocześnioną wersję pojazdu gaśniczego z napędem nacztery koła. Nowe wozy także trafią do OSP Żary Kunice i OSP Cybinka. Starająsię zastąpić dwa starsze pojazdy, Mercedesa i Stara, który zostanieprzeniesiony do innej jednostki na terenie, gdzie służył będzie jako wsparciedla innych jednostek z wiekowymi samochodami.

    Gminy, w których działają jednostki OSP, również dokładają się dozakupu samochodów dla strażaków. To również miało miejsce w przypadku OSPKaława, która uzyskała wsparcie od gminy na zakup nowego średniego samochodu napodwoziu Manna.

    Nowe średnie samochody ratowniczo-gaśnicze kosztują około 1,3miliona złotych. Dofinansowanie i modernizacja wyposażenia jednostek OSP jestniezwykle potrzebna, aby zastąpić wysłużone i stare pojazdy. Przeszłewydarzenia w Przylepie pokazują, że warto inwestować w nowy, bezpieczny izaawansowany technologicznie sprzęt dla straży pożarnej.

    Program finansowania służb ratowniczych składa się z dwóch części:jedna umożliwia wsparcie zakupu średnich i ciężkich samochodówratowniczo-gaśniczych, a druga – Mały Strażak – finansuje wyposażeniesamochodów w jednostkach. Dofinansowanie wynosiło 18 tysięcy złotych dla każdejjednostki. W latach 2018-2023 lubuski WFOiGW przeznaczył ponad 35 milionówzłotych wsparcia dla jednostek OSP.

  • w

    Wędkarze wyłowili z Odry olbrzymiego suma. Podwodny potwór miał prawie 2,5 metra długości! (gs24.pl)

    W nocy z wtorku na środę dwaj wędkarze ze Szczecina złapali w Odrze rekordowego suma o długości prawie 2,5 metra. Wąsaty olbrzym ważył około 100 kg. A po pstryknięciu sobie pamiątkowej fotki z bestią z głębin, wypuścili ją z powrotem do jej naturalnego środowiska.

    Michał Chełkowski, jeden z wędkarzy, podzielił się radosną wiadomością o złowieniu rekordowego suma, którego udało mu się schwytać wraz ze swoim kolegą Grzegorzem Chlebowskim. Ogromna ryba mierzyła dokładnie 245 cm i według samych wędkarzy została oszacowana na około 30 lat. Michał Chełkowski podkreślił, że taka długowieczna ryba zasługuje na szacunek, ponieważ jest żywym zabytkiem natury.

    Zarówno Michał Chełkowski, jak i Grzegorz Chlebowski, są wędkarzami, którzy specjalizują się w łowieniu dużych ryb w Odrze. Choć używają różnych technik, łapanie tych najbardziej imponujących okazów jest ich największą pasją. Z tego względu po zmierzeniu rekordowego suma i zrobieniu sobie z nim zdjęcia wędkarze zgodnie postanowili wypuścić go z powrotem do rzeki.

    Sum namierzony przy pomocy echosondy i zwabiony okoniem

    Panowie podkreślają, że aby złapać tak gigantyczną rybę, potrzebne jest odpowiednie wyposażenie, wiedza i odrobina szczęścia. W przypadku rekordowego suma wędkarze skorzystali z echosondy w pobliżu Mostu Pionierów, a za przynętę posłużył im żywy okoń o długości około 30 cm.

    Jak podaje Michał Chełkowski, walka wędkarzy z rekordowym suma trwała tylko siedem minut, co świadczy o bogatym doświadczeniu wędkarzy. Dodatkowym powodem do radości jest fakt, że mimo ubiegłorocznej katastrofy ekologicznej w Odrze, wciąż można znaleźć w jej wodach tak imponujące okazy.

  • w

    Składowisko nielegalnych odpadów na terenie kopalni Bednary. Niezidentyfikowane substancje mogą zagrażać życiu i środowisku (gloswielkopolski.pl)

    Niezidentyfikowane odpady gromadzą się na terenie kopalni Bednary od około 6 lat, blisko granicy Puszczy Zielonki. Istnieje ryzyko migracji zanieczyszczeń do okolicznych wód podziemnych.

    Faktem jest, że pożar w Przylepie, gdzie płonęły niebezpieczne substancje, podkreślił problem nielegalnych składowisk. Brak zdecydowanych działań ze strony organów ochrony środowiska spowodował dramatyczny incydent, obrazujący powiązanie zaniedbań z groźnym pożarem i zagrożeniem dla mieszkańców.

    W 2017 roku zdeponowano olbrzymią ilość niezidentyfikowanych odpadów na terenie kopalni Bednary. Do tej pory nie ustalono ich rodzaju. Badanie tych odpadów wskazuje na obniżenie jakości ziemi i wód oraz realne ryzyko migracji zanieczyszczeń do wód Puszczy Zielonki, gdzie może mieć destruktywny wpływ na środowisko.

    Lekceważące podejście do poważnego problemu

    Marszałek Województwa Wielkopolskiego nie podjął działań zgodnych z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, co wskazuje na lekceważące podejście, które było też widoczne w przypadku pożaru w Przylepie.

    Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego zobowiązał przedsiębiorcę do niezwłocznego usunięcia odpadów ze składowiska. Posiadacz odpadów musi ponieść koszty usunięcia w wyniku wygaśnięcia zezwolenia na przetwarzanie odpadów.

    Wezwanie do usunięcia odpadów opierało się na ustaleniach Wielkopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska i decyzji Głównego Inspektora Ochrony Środowiska. Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego uchylił tę decyzję.

    Urząd Marszałkowski oczekuje na ustalenia GIOŚ w zakresie rodzajów i ilości zdeponowanych odpadów, aby określić koszty ich usunięcia, które na obecnym etapie sprawy nie są znane.

  • w

    Testy obciążeniowe nowych mostów we Wrocławiu. Na most Olimpijski wjechało aż 16 ciężarówek! (gazetawroclawska.pl)

    Dnia 27 lipca rozpoczęto testy obciążeniowe mostów na Alei Wielkiej Wyspy, zaczynając od 700-metrowego mostu Olimpijskiego nad Odrą. Wieczorem planowano przeprowadzić próby także na 350-metrowym moście Wilczym Kącie. Jest to wyjątkowe wydarzenie, zapowiadające zakończenie budowy Alei Wielkiej Wyspy.

    Mosty nad Odrą i Oławą są kluczowe dla komunikacji z ul. Krakowską i al. Armii Krajowej w kierunku Sępolna i Biskupina. Oba mosty zostały poddane ekstremalnym obciążeniom. Na przykład, most Olimpijski utrzymał 16 ciężarówek o łącznej wadze 512 ton, a most Wilczy Kąt podda się próbom 12 ciężarówek o masie 384 ton. Projektowanie obu konstrukcji uwzględniało wymagania wojska, aby wytrzymały obciążenia czołgów, więc zakłada się, że i w tym zakresie próby wypadną celująco.

    Krzysztof Świercz z Wrocławskich Inwestycji zapewnia, że mosty z powodzeniem przetrwają testy obciążeniowe, a w przyszłości nie będą eksploatowane przez ciężarówki, lecz przez śmieciarki i autobusy komunikacji miejskiej. Z tego względu taka sytuacja, jaka wystąpiła podczas próby – że mostem przejedzie 16 ciężarówek jednocześnie – jest praktycznie niemożliwa w kontekście planowanej eksploatacji tych obiektów.

    W jakim celu przeprowadzane są próby obciążeniowe

    Testy obciążeniowe służą do sprawdzenia wpływu ciężaru na nową konstrukcję mostu. Analizuje się, jak taki obiekt się ugina, jak się przemieszcza, a także, jak ciężar oddziałuje na płyty pomostowe. Po uzyskaniu pozytywnych wyników możliwe będzie uzyskanie odpowiednich zgód i przystąpienie do odbiorów, a także wprowadzenie ewentualnych poprawek. Procedury związane z pozwoleniem na użytkowanie będą musiały być wykonane przed finalnym oddaniem mostów do użytku.

    Warto zaznaczyć, że koszt inwestycji wzrósł do około 250 mln zł. Nowa trasa o długości 3,4 km prowadzi od węzła na alei Armii Krajowej, przekracza rzekę Oławę i ulicę Międzyrzecką wiaduktem, aż do skrzyżowania ul. Mickiewicza z aleją Paderewskiego.

  • w

    W liście do seniorów premier Morawiecki omówił 14. emeryturę i wsparcie, jakie zapewnia rząd PiS (i.pl)

    Premier Mateusz Morawiecki wystosował list do polskich seniorów i rencistów, omawiając m.in. kwestię 14. emerytury oraz porównując sytuację seniorów za czasów rządów opozycji do zmian za ostatnich 8 lat rządów PiS-u.

    W dniu 25 lipca premier opublikował filmik na Twitterze, porównujący opiekę nad seniorami przez rządy PO i obecny rząd. List opublikowany w „Super Expressie” dotyczył głównie stałej 14. emerytury, którą rząd PiS konsekwentnie wypłaca. Pieniądze mają trafić do seniorów już niedługo.

    Morawiecki podkreślił, że wsparcie dla seniorów jest priorytetem rządu PiS, a poprzedni rząd Platformy Obywatelskiej traktował ich z zaniedbaniem, czego przykładem były niskie emerytury i podwyższony wiek emerytalny.

    Wprowadzono 13. i 14. emeryturę oraz darmowe leki dla osób powyżej 75 roku życia

    Rząd PiS dążył do poprawy statusu osób na emeryturze, przywracając wiek emerytalny i podnosząc poziom emerytur. Obecnie obowiązują 13. i 14. emerytura, a także wprowadzono darmowe leki dla osób powyżej 75 roku życia i planuje się rozszerzenie tego programu.

    Okres rządów PiS był trudny z powodu pandemii koronawirusa, zaognionego konfliktu z Rosją, a także kryzysu i inflacji. Mimo to premier obiecuje dalsze wsparcie dla ludzi w tych trudnych czasach.

    Premier Mateusz Morawiecki zaznaczył, że rząd PiS działa według zasad konsekwencji, solidarności i wiarygodności. Wyraził również szacunek dla seniorów i podkreślił ograniczenie mafii VAT-owskich, co pozwoliło na większe dochody budżetowe. Dobrze zarządzane finanse przynoszą korzyści dla emerytów, dzieci i wnuków obywateli.

  • w

    Łukasz Kohut stanie przed sądem za nazwanie "polskimi faszystami" organizatorów Marszu Powstania Warszawskiego (i.pl)

    W prywatnym akcie oskarżenia złożonym do sądu pojawiły się zarzuty przeciwko europosłowi Łukaszowi Kohutowi. Oskarżenie dotyczy używania terminu „polscy faszyści” w odniesieniu do organizatorów Marszu Powstania Warszawskiego. Robert Bąkiewicz poinformował o tym fakcie na swoim koncie na Twitterze.

    Na Twitterze Robert Bąkiewicz, Prezes Stowarzyszenia Roty Marszu Niepodległości, donosi, że akt oskarżenia przeciw Łukaszowi Kohutowi został już złożony. Polityk ten będzie odpowiadał za oszczerstwa wobec polskich patriotów. W ubiegłym roku Łukasz Kohut, separatysta Śląska, określił organizatorów i uczestników Marszu Powstania Warszawskiego jako faszystów.

    Sąd Najwyższy zadecydował, że Marsz Powstania Warszawskiego będzie wydarzeniem cyklicznym. Decyzja sądu zapadła w czerwcu. W ten sposób unieważniono orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie, które na prośbę Rafała Trzaskowskiego, prezydenta miasta stołecznego Warszawy, próbowało zakazać tego zgromadzenia cyklicznego.

    Robert Bąkiewicz świętuje na Twitterze kolejne zwycięstwo

    Robert Bąkiewicz radośnie podkreślił na Twitterze kolejne zwycięstwo nad prezydentem Warszawy, Rafałem Trzaskowskim. Zapowiada także rekordową frekwencję podczas nadchodzącego Marszu Powstania Warszawskiego i zachęca do spotkania 1 sierpnia br.

    W zeszłym roku Stowarzyszenie Roty Marszu Niepodległości uzyskało zgodę na organizację cyklicznego marszu w latach 2022-2024, dzięki decyzji wojewody mazowieckiego. Decyzję tę zakwestionował Rafał Trzaskowski, co doprowadziło do skargi nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego w tej sprawie. Ostateczny wyrok SN zapadł pod koniec czerwca i był niekorzystny dla organizatorów marszu.

  • w

    Rzecznik Rządu: Za czasów swoich rządów Tusk mógł podwyższyć kwotę wolną od podatku. A teraz opowiada kolejne bajki (i.pl)

    Podczas rządów Donalda Tuska kwota wolna od podatku wynosiła nieco ponad 3 tysiące złotych, a premier nie zdecydował się na jej podwyższenie – zaznacza rzecznik rządu, Piotr Muller, w odpowiedzi na wyborcze obietnice Platformy Obywatelskiej.

    Rzecznik rządu, Piotr Muller, przedstawił w mediach społecznościowych wideo ukazujące, że w okresie rządów PO-PSL kwota wolna od podatku wynosiła nieco ponad 3 tysiące złotych, podczas gdy obecnie jest to prawie 10 razy więcej. Oskarża on Platformę Obywatelską o łamanie obietnic, twierdząc, że mieli możliwość podniesienia tej kwoty, ale tego nie zrobili. Zwiększyli ją jedynie o dwa złote.

    Piotr Muller nazywa deklaracje Tuska opowiadeniem bajek

    Rzecznik rządu kontestuje deklaracje Donalda Tuska, nazywając je bajkami, gdyż PO obiecuje podnieść kwotę wolną od podatku dwukrotnie w porównaniu z obecnym poziomem, czyli do 60 tysięcy złotych. Partia ta nawet uruchomiła stronę internetową, aby promować swój postulat i zachęcać ludzi do sprawdzenia, ile zyskają, gdy ta obietnica zostanie spełniona.

    Muller ponownie podważa wiarygodność Donalda Tuska, twierdząc, że bajkowym jest jego zapewnienie o podniesieniu kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych. Przypomina, że łatwo jest zweryfikować, jak wyglądała ta kwota za czasów rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska – wynosiła nieco ponad 3 tysiące złotych.

  • w

    Polska składa do KE skargę na Niemcy w sprawie 35 tys. ton odpadów. Niemcy stworzyły sobie w Polsce nielegalne wysypisko (i.pl)

    Polska złożyła skargę do KE na Niemcy z powodu nielegalnie przywiezionych odpadów, co inicjuje postępowanie przed TSUE. Taką informację podała minister klimatu i środowiska, Anna Moskwa, podczas środowej konferencji prasowej.

    Anna Moskwa oskarżyła rząd PO-PSL o stworzenie w Polsce wysypiska śmieci, odwołując się do rezygnacji z decyzji środowiskowej dla składowisk odpadów w 2013 roku. Odpowiedzialność za tę sytuację przypisuje również innym krajom, które składały wnioski o wwożenie odpadów do Polski. Minister Moskwa nazywa to “zaminowaniem Polski śmieciami”.

    Minister podkreśliła, że rząd PiS wypowiedział wojnę mafiom śmieciowym poprzez zaostrzenie przepisów dotyczących importu i zagospodarowania odpadów. Kodeks karny został również surowo zaostrzony w tej kwestii, grożąc karą do 12 lat więzienia za nielegalny przewóz odpadów niebezpiecznych. Polska nie przyjmuje odpadów komunalnych ani niebezpiecznych.

    Podczas konferencji prasowej minister Moskwa podała, że w Polsce znajduje się 35 tys. ton nielegalnych odpadów na siedmiu składowiskach, które pochodzą z Niemiec. Polska wielokrotnie interweniowała u niemieckich władz, domagając się usunięcia tych śmieci. W odpowiedzi na brak rozwiązania Ministerstwo skierowało skargę do KE jako pierwszy krok w postępowaniu przed Trybunałem Sprawiedliwości.

    Minister Szymon Szynkowski vel Sęk przedstawił szczegóły skargi na Niemcy. Podkreślił, że Republika Federalna Niemiec naruszyła prawo europejskie, ignorując faktywną sytuację odpadów w Polsce. Zaznaczył, że próba zrzucenia odpowiedzialności na podziały ustrojowe kraju nie jest akceptowalna w świetle prawa międzynarodowego.

    Szynkowski vel Sęk wyjaśnił, że mimo wielokrotnych wezwań strona niemiecka nie podjęła odpowiedzialności. Na tej podstawie Polska uruchomiła pierwszy etap postępowania skargowego do Komisji Europejskiej na mocy artykułu 259 Traktatu o Unii Europejskiej. KE ma teraz trzy miesiące na analizę skargi i wydanie uzasadnionej opinii. Następnym krokiem będzie możliwość skierowania sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

    Minister wyraził nadzieję, że sprawa zostanie rozstrzygnięta w sposób polubowny, ale brak dobrej woli ze strony Niemiec zmusił Polskę do podjęcia skargi. Polskie działania mają na celu ochronę obywateli przed zagrożeniem dla środowiska, a zobowiązania wynikające z prawa europejskiego obowiązują wszystkie państwa równo.

  • w

    Jerzy Stuhr zabrał głos w sprawie kolizji, jaką spowodował pod wpływem alkoholu. Utrzymuje, że nic nie zrobił i czuje się czysty (i.pl)

    Jerzy Stuhr wypowiedział się na temat kolizji, którą spowodował, będąc pod wpływem alkoholu. Jak sam stwierdził, niczego nie zrobił i wewnętrznie jest kompletnie czysty.

    W październiku 2022 roku, w Krakowie, Jerzy Stuhr potrącił 44-letniego motocyklistę. Natomiast podczas badania alkomatem w wydychanym powietrzu stwierdzono 0,7 promila alkoholu. W rozmowie z Plejadą aktor powiedział, że czuje się niewinny, ponieważ wszystko zakończyło się jedynie na samej kolizji.

    Mimo tego Stuhr jest zasmucony „pomówieniami”, które krążą wokół jego osoby. Aktor krytykuje działanie wymiaru sprawiedliwości, który ścigał go przez pół roku. Ponadto, chciałby, żeby cała ta sytuacja już się zakończyła.

    Podczas rozmowy dziennikarz wspomniał, że Stuhr jednak prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Na co otrzymał od aktora odpowiedź, iż najtrudniejsze było dla niego to, że był opluwany w mediach i przedstawiany jako wyklęty, pomimo że nikomu nic złego nie zrobił. Cieszył się jednak ze wsparcia przyjaciół i grupy swoich fanów.

    W procesie apelacyjnym Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał wyrok dla Jerzego Stuhra związany z prowadzeniem pojazdu w stanie nietrzeźwości. Kara dla aktora obejmowała trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz grzywnę w wysokości 12 tys. zł. Co więcej, sąd nakazał Stuhrowi, aby przeznaczył również 6 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

  • w

    W rejonie Chałupek zauważono śnięte ryby na Odrze. Wody Polskie informują, że ryby napłynęły z Czech (i.pl)

    Na terenie Polski, w miejscowości Chałupki (woj. śląskie), pracownicy Wód Polskich zauważyli napływające z terenu Czech śnięte ryby w Odrze. Czeski zarządca rzeki został już poinformowany o tym fakcie.

    Pracownicy Wód Polskich w Gliwicach, którzy podróżowali po Odrze w rejonie wodowskazu oraz starego mostu drogowego w Chałupkach, spostrzegli kilkadziesiąt śniętych ryb różnych gatunków i wielkości. Rzeczniczka Wód Polskich, Linda Hofman, podkreśliła, że te ryby napłynęły bezpośrednio z terenu Czech.

    W związku z tym zdarzeniem liczne instytucje w Polsce, takie jak Wojewódzkie Centra Zarządzania Kryzysowego, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, Polski Związek Wędkarski czy Powiatowe Inspektoraty Weterynarii, zostały poinformowane o sytuacji. Wody Polskie w Gliwicach podjęły bezzwłocznie działania, kontaktując się z Povodí Odry, odpowiednikiem Wód Polskich w Republice Czeskiej.

    Rzeczniczka potwierdziła, że źródło śnięcia ryb znajduje się poza granicami Polski. Jednak warto zaznaczyć, że latem ubiegłego roku wystąpiły już masowe śnięcia ryb w Odrze, trwające przez półtora miesiąca, ale dotyczyły one różnych odcinków rzeki. Eksperci wskazują, że jednym z powodów tej katastrofy była obecność tzw. złotej algi, co może być związane z zasoleniem wody.

    W odpowiedzi na wcześniejszą katastrofę ekologiczną resort infrastruktury przygotował projekt specustawy dotyczącej rewitalizacji Odry. Zakłada on m.in. utworzenie wyspecjalizowanej Inspekcji Wodnej, reagującej na nielegalne zrzuty ścieków do wód. Nowe przepisy mają także umożliwić ograniczenie lub cofnięcie pozwolenia wodnoprawnego w przypadku zagrożenia środowiska. Przewiduje się również przegląd pozwoleń wodnoprawnych i pozwoleń zintegrowanych dotyczących wprowadzania ścieków do wód.

    W kwietniu tego roku rozpoczął się pilotażowy projekt całodobowego monitorowania Odry, który obejmuje współpracę Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Instytutu Ochrony Środowiska. Ponadto, Wody Polskie prowadzą regularne kontrole dotyczące gospodarowania wodami, w tym interwencyjne wobec podmiotów gospodarczych i wylotów do Kanału Gliwickiego i Odry.

    Na terenie gliwickiego RZGW zdarzają się powtarzające przypadki śnięcia ryb, jak miało to miejsce 10 i 11 czerwca z Kanału Gliwickiego, gdzie odłowiono odpowiednio 450 kg i 370 kg śniętych ryb. Służby ochrony środowiska i weterynarii zbadały wtedy próbki wody i padłych ryb, podejrzewając gwałtowny spadek poziomu tlenu w wodzie płynącej kanałem.

  • w

    Pościg policyjny za dwójką motocyklistów w Mogilanach. Okazało się, że uciekinierzy mają 13 i 14 lat! (gazetakrakowska.pl)

    Dwaj motocykliści, którzy mieli zaledwie 13 i 14 lat, postanowili uciec, gdy zobaczyli nadjeżdżający radiowóz. Rzucili się do ucieczki, ponieważ prowadzili jednoślady bez wymaganych uprawnień. Na dodatek motocykle crossowe, którymi czmychali przed policją, nie były dopuszczone do ruchu. Sprawę młodocianych uciekinierów rozpatrzy teraz sąd rodzinny.

    W czasie patrolu w miejscowości Mogilany policjanci z Komisariatu Policji w Świątnikach Górnych (woj. małopolskie) zauważyli dwóch mężczyzn w kaskach, obok których stały zaparkowane motocykle typu cross. Widząc zbliżający się radiowóz, motocykliści szybko wsiedli na swoje maszyny i zaczęli uciekać, jadąc po drodze publicznej. Mimo wyraźnych sygnałów świetlnych i dźwiękowych motocykliści ignorowali próby zatrzymania przez funkcjonariuszy i kontynuowali ucieczkę. W ostateczności jeden z nich postanowił się zatrzymać.

    Motocykle nastolatków nie były dopuszczone do ruchu drogowego

    Kiedy policjanci podeszli do motocyklisty, okazało się, że jest nim 14-letni chłopak, który nie jest uprawniony do prowadzenia takiego pojazdu. Jakby tego było mało, jednoślad 14-latka nie był dopuszczony do ruchu. Policjanci postanowili zatrzymać młodego kierowcę.

    Drugiego uciekiniera, który był jeszcze młodszy (w wieku 13 lat), funkcjonariusze namierzyli w jego miejscu zamieszkania. 13-latek również nie miał uprawnień do prowadzenia swojego jednośladu. I podobnie jak w przypadku 14-latka, jego motocykl też nie był dopuszczony do ruchu.

    Nieletni popełnili dwa wykroczenia: kierowanie pojazdem bez wymaganych uprawnień i poruszanie się pojazdem niezatwierdzonym do ruchu. Co więcej, odmówili zatrzymania się do kontroli drogowej, co jest traktowane jako przestępstwo. Teraz ich sprawę rozstrzygnie sąd rodzinny, który zadecyduje o odpowiedniej karze.

  • w

    OFF Festival w Katowicach i Rammstein w Chorzowie. Na czas wydarzeń pojawią się zmiany w ruchu drogowym (dziennikzachodni.pl)

    W dniach 30 i 31 lipca na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbędą się koncerty kapeli Rammstein. W związku z tym planowane są zmiany w organizacji ruchu w okolicach obiektu. Policja zachęca uczestników do korzystania z komunikacji miejskiej, ze względu na ograniczoną liczbę miejsc parkingowych w okolicy. Ponadto, dla OFF Festivalu w Katowicach, który odbędzie się w dniach 4-6 sierpnia, zostaną uruchomione dodatkowe połączenia tramwajowe i autobusowe.

    W związku z dwoma koncertami zespołu Rammstein w Chorzowie, 30 i 31 lipca, policja wprowadza tymczasową zmianę organizacji ruchu. Ulica Parkowa będzie miała jednokierunkowy ruch pojazdów w kierunku ulicy Kościuszki od godz. 15:00 30 lipca do godz. 2:00 01 sierpnia. Dodatkowo, ograniczenie postoju pojazdów będzie obowiązywało po obu stronach ulicy Parkowej. Policja apeluje o zachowanie ostrożności, a w razie potrzeby, będzie ręcznie kierować ruchem na skrzyżowaniach.

    Droga łącząca aleję Wojska Polskiego i ulicę Tysiąclecia w Katowicach zostanie zamknięta w tym samym terminie. Po zakończeniu koncertów ulica Katowicka będzie zamknięta od skrzyżowania z ulicą Parkową do skrzyżowania z ulicą ks. Gałeczki. Policja będzie odholowywać pojazdy, które utrudniają ruch i nie pozwalają na przywrócenie normalnej komunikacji.

    Park Śląski udostępni miejsca parkingowe dla uczestników koncertów Rammstein. Bilety parkingowe można będzie nabyć na miejscu w dniu imprezy. Jednak zaleca się korzystanie z komunikacji miejskiej ze względu na ograniczoną liczbę miejsc parkingowych w okolicy wydarzenia.

    Zmiany w rozkładach komunikacji miejskiej

    Zarząd Transportu Metropolitalnego wdroży zmiany w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej na czas koncertów. Dodatkowe linie tramwajowe będą kursować częściej, co zaoszczędzi czas i nerwy kierowców. Linie tramwajowe nr 0, 6 i 41 będą realizowane z częstotliwością co 2-3 minuty między Stadionem Śląskim a centrum Katowic w okolicach godzin poprzedzających i następujących po koncertach.

    Do Stadionu Śląskiego można także dojechać autobusem. Szczegółowy wykaz przystanków i linii autobusowych znajduje się na stronie ZTM. Przejazdy między przystankami Katowice Plac Wolności – Chorzów Stadion Śląski – Chorzów Batory Zajezdnia będą ułatwione dzięki tym połączeniom.

    OFF Festival w Katowicach, który odbędzie się w dniach 4-6 sierpnia, spowoduje także zmiany w rozkładach jazdy komunikacji publicznej. Na czas festiwalu zostanie uruchomiona bezpłatna linia S1, która będzie obsługiwać ścisłe centrum Katowic, Muchowiec i Osiedle Paderewskiego. Bilety na przejazd można zakupić poprzez aplikacje mobilne lub w automatach biletowych, a także w punkcie obsługi pasażera na Dworcu w Katowicach w określonych godzinach.

  • w

    Turyści w Tatrach zachowują się jak wandale. Malują farbą skały, niszcząc tatrzańskie rośliny i krajobraz (zakopane.naszemiasto.pl)

    W Tatrach pojawił się problem z pseudoartystami, którzy malują flamastrami po skałach, niszcząc roślinność i psując krajobraz. Tatrzański Park Narodowy apeluje do turystów, by zwracali uwagę na takie działania.

    Faktem jest, że wakacje przyciągają w majestatyczne Tatry tłumy turystów, co nierzadko skutkuje malowaniem skał farbą, nawet na wysokogórskich szlakach. Niektórzy pseudoartyści, jak pseudokibice klubów piłkarskich, zostali już ujęci i ukarani za swoje działania.

    Według Tomasza Zająca z Tatrzańskiego Parku Narodowego tegoroczne lato nie omija tego problemu, a szczególnie dużo przypadków zanotowano w rejonie Morskiego Oka. Przyrodnicy alarmują, że taki wandalizm szkodzi zarówno krajobrazowi, jak i przyrodzie w górach.

    „Artystyczne malowidła” są bardzo trudne do wyczyszczenia

    Grzegorz Bryniarski, leśniczy z Morskiego Oka, poinformował, że w rejonie Morskiego Oka odnaleziono trzy skały, na których ludzie pozostawiają napisy i rysunki, niszcząc porosty skalne. Usuwanie tych malunków jest trudne, gdyż używanie środków chemicznych w parku narodowym jest zabronione, ponieważ skutkuje zniszczeniem roślinności naskalnej.

    Przyrodnicy i pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego podkreślają, że za takie działania grożą poważne konsekwencje. Kara za malowanie na skałach może wynosić 500 zł. Natomiast sprawcy są śledzeni m.in. przez fotopułapki oraz czujne oko leśniczych.

  • w

    Profilaktyka 40 PLUS oferuje pakiety darmowych badań, z których już skorzystało prawie 50 tysięcy Lubuszan (zielonagora.naszemiasto.pl)

    Według Joanny Branickiej, rzeczniczki LOW NFZ w Zielonej Górze, istnieje duża liczba osób (ponad 29 tysięcy w woj. lubuskim), które otrzymały kod skierowania do badań profilaktycznych, ale jeszcze ich nie wykonują. Dobrą wiadomością jest fakt, że termin ważności badań nie wygaśnie. Natomiast osoby, które wykonają badania, mogą je powtórzyć po 12 miesiącach.

    Ministerstwo Zdrowia uruchomiło dwa lata temu program „Profilaktyka 40 Plus”, mający na celu zwiększenie liczby osób wykonujących badania profilaktyczne po 40 roku życia. Wzięło w nim udział ponad 2,7 mln osób spośród ponad 20 mln uprawnionych.

    Joanna Branicka podkreśla, że w programie skorzystało prawie 50 tysięcy Lubuszan. Co ważne, badania można powtórzyć po 12 miesiącach, co pozwala na kontrolę i porównanie wyników. NFZ przedłużył program „Profilaktyka 40 Plus” do czerwca 2024 roku. Osoby, które już z niego skorzystały, mogą powtórzyć badania po 12 miesiącach. Program oferuje trzy grupy badań: dla kobiet, dla mężczyzn i pakiet wspólny.

    Skorzystanie z badań wymaga wcześniejszego wypełnienia ankiety

    W programie mogą uczestniczyć osoby ubezpieczone w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, które ukończyły 40 lat. Ażeby otrzymać pakiet badań, konieczne jest wypełnienie ankiety. Ankieta jest dostępna w dwóch wersjach: rozbudowanej dla osób między 40 a 64 rokiem życia oraz uproszczonej dla osób powyżej 65 roku życia. Osoby, które wcześniej skorzystały z programu i chcą powtórzyć badania po 12 miesiącach, nie muszą ponownie wypełniać ankiety.

    Warto zaznaczyć, że program cieszy się rosnącym zainteresowaniem, a liczba placówek, które go realizują, również wzrasta.

  • w

    Dewastacja popularnego katamarana Party Boat. Sprawca użył kwasu masłowego (gs24.pl)

    Znany katamaran Party Boat, który pływał z turystami po Odrze i wodach powiatu kamieńskiego, padł ofiarą włamania i sabotażu. Na wyposażenie łodzi został rozlany kwas masłowy, co doprowadziło do zniszczeń. Właściciel za ten akt wandalizmu podejrzewa konkurencję i informuje, że policja prowadzi śledztwo.

    Napad miał miejsce w sobotę 22 lipca po godzinie 2:00 na Nabrzeżu Kościuszkowskim w Dziwnowie. Sprawca dokonał włamania, a następnie rozlał kwas masłowy na pokładzie łodzi, w tym na kanapy. Nieprzyjemny zapach wciąż unosi się nad nabrzeżem, ale firma z Wałbrzycha planuje neutralizację tego problemu, co daje 80% szans na przywrócenie jednostki do użytku.

    Pan Piotr, właściciel Party Boat, podkreśla, iż jest pewny, że za tym atakiem stoi konkurencja, lecz nie ujawnia nazwiska publicznie. Włamanie spowodowało ogromne koszty związane z naprawą zalanego sprzętu, w tym kanap. Gdy właściciel wszedł na pokład łodzi, nieświadomy zagrożenia, szybko źle się poczuł, ale na szczęście uniknął poważnych konsekwencji zdrowotnych.

    Mężczyzna, który miał kontakt z nieznaną substancją i zgłosił się po pomoc, został przebadany przez zespół ratowniczy. Jego parametry życiowe były w normie, więc nie było potrzeby hospitalizacji. Wygląda na to, że substancja nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia.

    Strażacy z państwowej i ochotniczej straży pożarnej przybyli na miejsce w odpowiedzi na zgłoszenie o rozlanej substancji chemicznej na pokładzie łodzi. Interwencja była konieczna ze względu na bardzo silny zapach i potencjalne niebezpieczeństwo dla zdrowia.

    Właściciel katamaranu podejrzewa, że za tym atakiem stoi konkurencja, ale nie chce ujawniać publicznie swoich podejrzeń. Przekonuje, że pojawiały się już wcześniejsze ostrzeżenia w stosunku do jego firmy, związane z dużą konkurencją na rynku. Pan Piotr złożył doniesienie na policję, ale zdaje sobie sprawę, że schwytanie sprawcy może być trudne.

    Policja posiada nagranie z monitoringu, na którym widoczny jest mężczyzna w kapturze, zbliżający się do łodzi nocą. Niestety, wejście na pokład jest zasłonięte drzewami, więc nie widać momentu włamania ani twarzy sprawcy. Właściciel jest jednak przekonany, że to właśnie osoba na nagraniu jest winowajcą, ponieważ nikt inny nie pojawił się w nocy w pobliżu łodzi.

  • w

    Wrocławski Trzonolinowiec jest w coraz gorszym stanie technicznym. Lokatorzy otrzymali już pismo o opuszczeniu mieszkań (gazetawroclawska.pl)

    Trzonolinowiec przy ul. Kościuszki 72 we Wrocławiu jest unikatowym budynkiem nie tylko w samym mieście, ale również na skalę światową, z żelbetowym trzonem przenoszącym obciążenia. Mieszkania w nim są wyjątkowe, pełne historii i dawniej zamieszkiwane przez znane osobistości. Niestety, ze względu na zły stan techniczny, mieszkańcy będą musieli je pilnie opuścić.

    Trzonolinowiec to legenda wrocławska – eksperymentalny wieżowiec z piętrami zawieszonymi na linach, który przez lata gościł artystów sceny wrocławskiej. Z komfortu zapewnianego przez wrocławski Trzonolinowiec korzystali m.in. Bogusław Linda czy Krzysztof Globisz, którzy zamieszkiwali tu wcześniej. Na tę chwilę mieszkania w tym budynku są wystawiane na sprzedaż, jednak ich ceny mogą wzrosnąć ze względu na unikatowość i historię miejsca.

    Zły stan techniczny Trzonolinowca może odbić się na cenach mieszkań

    Jeszcze kilka lat temu mieszkania w Trzonolinowcu wystawiane były na sprzedaż za cenę ponad 400 tys. złotych. Jednakże dzisiaj znaczącym minusem jest stan techniczny tego kultowego budynku, który z pewnością negatywnie wpłynie na ceny mieszkań w najbliższym czasie.

    Ponadto, lokatorzy otrzymali już pismo informujące o konieczności opuszczenia mieszkań z powodu potwierdzonego ekspertyzą fatalnego stanu budynku. Ekspertyza została zlecona po nakazie Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. A to z kolei wskazuje, że taka sytuacja prawdopodobnie wywoła zmiany w przyszłości mieszkańców.

  • w

    Gdyńscy radni pod lupą Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, która wszczęła dochodzenie w ich sprawie (dziennikbaltycki.pl)

    Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy podjęła śledztwo w sprawie dwóch gdyńskich radnych. Oskarżenia dotyczą radnego Wojciecha Szczurka z partii Samorządność oraz radnej Elżbiety Raczyńskiej. To wynik działań komisji doraźnej Rady Miasta Gdyni, która, badając sprawę, zarzucała niektórym radnym zamieszkiwanie poza miastem lub czerpanie korzyści z majątku gminy.

    Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy rozpoczęła śledztwo w sprawie gdyńskich radnych Sebastiana Jędrzejewskiego i Wojciecha Szczurka. Stowarzyszenie Bryza postanowiło złożyć zawiadomienie, które związane jest z radną Elżbietą Raczyńską. Sprawa wyłoniła się w wyniku działań komisji doraźnej Rady Miasta Gdyni, która badała zachowanie kilku radnych podejrzanych o nieprawidłowości.

    Prokurator Aleksandra Ziętara wyjaśniła, że postępowanie jest na początkowym etapie i prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy, by uniknąć wątpliwości co do bezstronności. Policja w Sopocie zajmuje się śledztwem. Zawiadamiający został przesłuchany jako świadek, przedstawiając obszerne wyjaśnienia, które teraz podlegają weryfikacji.

    Radni twierdzą, że mieszkają w Gdyni

    Marcin Wołek, przewodniczący komisji doraźnej w Radzie Miasta Gdyni, podkreślił, że przesłuchiwani radni złożyli wyjaśnienia i przedstawili dowody, w tym oświadczenia świadków, które wskazywały, że centrum ich aktywności życiowej znajduje się w Gdyni. Większość członków komisji nie zaleca wniosku o wygaszenie mandatu radnym.

    Radni wielokrotnie twierdzili, że zamieszkują w Gdyni. Elżbieta Raczyńska podkreślała, że jej centrum życiowe jest w Śródmieściu Gdyni, natomiast Sebastian Jędrzejewski wskazywał na swoje dom rodzinny w Małym Kacku. Jednakże część radnych z opozycji nie wierzyła w te zapewnienia.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.