Więcej wpisów

  • w

    Zalane przedszkole przy ul. Wyszyńskiego zamknięte na potrzeby remontu (gs24.pl)

    Przedszkole „Mali odkrywcy” przy ul. Wyszyńskiego w Szczecinie zostało zamknięte z powodu zalania, które stworzyło zagrożenie dla instalacji elektrycznej. Zaniepokojeni sytuacją rodzice zastanawiają się, jak zostanie rozwiązana kwestia opieki nad ich dziećmi.

    Placówka pozostaje zamknięta już od ponad tygodnia, a na drzwiach frontowych umieszczono informację o zalaniu. Z tego względu część dzieci została przeniesiona do innych przedszkoli, szczególnie dotyczy to dzieci, których rodzice wnioskowali o opiekę w czasie wakacji. Jak na tę chwilę nie wiadomo, jak długo będzie utrzymywać się taka sytuacja, a także, czy przedszkole przy ul. Wyszyńskiego w ogóle będzie mogło jeszcze wrócić do normalnej działalności.

    Nieoficjalnie przyczyną obecnej sytuacji jest długoletnie oczekiwanie na remont placówki. Przedszkole już dawno zgłoszono do remontu, ale brak firmy wykonawczej opóźnił prace. Rodzice martwią się, że ostatnie zalanie może zaostrzyć konieczność remontu, a to z kolei wydłuży czas zamknięcia przedszkola. Ponadto, rodzice chcą również wiedzieć, jak będzie to wyglądać w praktyce, gdy rozpocznie się rok szkolny.

    Podczas okresu wakacyjnego przedszkole pracuje w trybie letnim, jednak na początku września pojawi się w nim setka dzieci. Natomiast przeniesienie ich do innych placówek może być trudne, zwłaszcza że nie wszystkie przedszkola w okolicy są w stanie pomieścić dodatkowe grupy dzieci.

    Według informacji z Urzędu Miasta, woda z uszkodzonej rury spowodowała zalanie instalacji elektrycznej, co uniemożliwia użytkowanie budynku. Analizowane są opcje naprawy i koszty związane z przywróceniem funkcjonalności. Natomiast prace nie mogą się rozpocząć przed wykonaniem opinii technicznej – która opóźni proces.

    Budynek jest obecnie osuszany, a instalacja elektryczna zabezpieczana. Prace budowlane zostaną podjęte po przygotowaniu opinii technicznej. Jednak to wymaga czasu. Z tego powodu nie ma możliwości, aby dzieci wróciły do przedszkola po wakacjach. Obecnie przygotowywane są plany ewentualnego przeniesienia dzieci do innych placówek, aby zapewnić im odpowiednie warunki na nowy rok szkolny.

  • w

    Policjanci z Poznania rozbili zorganizowaną grupę złodziei samochodów. Podejrzani kradli auta w Niemczech i przewozili do Polski (gloswielkopolski.pl)

    Grupie przestępczej z Poznania, składającej się z 12 członków, grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat. Jak podała prokuratura, członkowie grupy zajmowali się kradzieżami samochodów w Niemczech, które następnie przewozili do Polski i demontowali na części.

    Prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, doniósł, że funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu oraz poznańska prokuratura okręgowa ustalili, że grupa przestępcza operująca na obszarze lubuskiego i wielkopolskiego województwa liczyła kilkunastu członków. Ich działalność polegała na kradzieżach aut w Niemczech, skąd później przewoziła je do Polski, gdzie były demontowane i sprzedawane na części.

    Ukradli samochody o łącznej wartości prawie miliona złotych

    Według prokuratora Wawrzyniaka, grupa działała od marca do sierpnia tego roku. Obszarem jej działalności były takie miejsca jak Berlin i Brandenburgia. Złodzieje skupiali się na konkretnych pojazdach, które przewożono do Polski i przekazywano paserom w kraju. Ofiarą grupy padło w sumie 11 samochodów o wartości blisko miliona złotych.

    Przed tygodniem, na wniosek prokuratury, 12 osób zostało zatrzymanych przez poznańskich policjantów. Dziesięciu z nich usłyszało zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się kradzieżami z włamaniem. Wśród zatrzymanych jest także lider grupy, złodzieje samochodów i paser.

    Prokurator Wawrzyniak dodał, że na wniosek śledczych kierujący grupą oraz czworo członków zostali aresztowani tymczasowo na trzy miesiące. Pozostałym podejrzanym prokurator zastosował środki zapobiegawcze, takie jak dozór policji, zakaz opuszczania kraju oraz kontaktowania się między sobą. Wszystkim podejrzanym grozi kara do 10 lat więzienia. Śledczy uważają, że sprawa ma charakter rozwojowy i nie wykluczają kolejnych zatrzymań.

  • w

    Dolny Śląsk: Silne burze z gradem wielkości piłeczek pingpongowych. Połamane konary, obalone drzewa i zalane piwnice (gazetawroclawska.pl)

    W dniu 22 sierpnia nad Dolnym Śląskiem pojawiły się burze z gradem, dokonując szkód w okolicy, takich jak połamane konary i obalone drzewa. Warunki atmosferyczne wpłynęły również na ruch na autostradzie A4, który został spowolniony na odcinku 15 kilometrów.

    Sytuacja burzowa rozwinęła się bardzo szybko. Najpierw wystąpiły przelotne deszcze, które nawiedziły Wałbrzych. Następnie nadeszła burza, która kierowała się z Legnicy w stronę Wrocławia. Pogodzie towarzyszył silny wiatr wraz z opadami deszczu i miejscowym gradem.

    Po godz. 18:00 na telefonach komórkowych mieszkańców pojawił się alert pogodowy, ostrzegający o burzach z gradem, obfitych opadach i potencjalnych podtopieniach. Należy zaznaczyć, że tego samego wieczora w Kątach Wrocławskich spadł grad o wielkości piłeczek pingpongowych.

    Zawalone drzewo przygniotło trzy samochody

    Komenda PSP w Jaworze informuje również o połamanych drzewach, które uszkodziły groby na cmentarzu w Budziszowie Wielkim. Natomiast silny wiatr w Jaworze wyrwał drzewo z korzeniami, które zawaliło się na trzy samochody. Szczególne straty odnotowano w miejscowościach takich jak Wądroże Wielkie, Budziszów Wielki i Gądków. Burza dotknęła również Strzelin i przysporzyła problemów mieszkańcom Wiązowa.

    Strażacy z Dolnego Śląska podjęli ponad 200 nocnych interwencji. Działania straży pożarnej obejmowały usuwanie połamanych drzew oraz wypompowywanie wody z zalanych piwnic. Burza przeszła przez wiele powiatów, w tym wrocławski, średzki, strzeliński, milicki, oławski i jaworski.

  • w

    Agresywny byk poturbował dwie osoby, jak uciekał z gospodarstwa w Tłuchowie (i.pl)

    Do niecodziennej sytuacji doszło w miejscowości Tłuchowo (pow. lipnowski), gdzie z gospodarstwa uciekł rozwścieczony byk. Zwierzę sprowokowało do działań strażaków, członków OSP oraz funkcjonariuszy policji, którzy zaangażowali się w jego schwytanie.

    Nietypowe zdarzenie miało miejsce w poniedziałek, 21 sierpnia, około godziny 9:00 na jednym z gospodarstw w miejscowości Tłuchowo (woj. kujawsko-pomorskie). Z terenu posesji uciekł rozwścieczony byk, który po drodze zaatakował kobietę, ponieważ próbowała go powstrzymać. Z powodu agresji zwierzęcia ucierpiał też mąż kobiety, właściciel byka, który próbował opanować sytuację.

    Kiedy na miejscu pojawili się strażacy z JRG w Lipnie, udzielili poszkodowanym pierwszej pomocy. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna, zostali poddani hospitalizacji. 60-latek został przetransportowany helikopterem do szpitala w Płocku, a 58-letnią kobietę przewieziono karetką do szpitala w Lipnie.

    Akcję złapania byka wspierali strażacy z OSP w Tłuchowie, Jasieniu i Trzciance. Po niedługich poszukiwaniach zwierzę zostało zlokalizowane w rejonie wsi Kamień Kotowy, oddalonej ok. 2 km od gospodarstwa.

    W schwytaniu byka pomagał również rolnik z traktorem oraz funkcjonariusze komisariatu w Tłuchowie. Pomimo że policjanci próbowali podejść byka, agresywne zwierzę najpierw zaatakowało traktor, a potem skierowało swoje rogi w stronę funkcjonariuszy.

    W efekcie sytuacja wymusiła na policjantach konieczność oddania strzałów, co doprowadziło do obezwładnienia byka. Zwierzę zostało zabezpieczone i przekazane strażakom z OSP w Jasieniu.

  • w

    Politycy opozycji: Tusk przestaje wierzyć, że zostanie premierem, a Rafał Trzaskowski usuwa się w cień (i.pl)

    Polityk opozycji zaznaczył, że Donald Tusk zdecydował o włączeniu lidera Agrounii, Michała Kołodziejczaka, na listy Koalicji Obywatelskiej. Powodem jest fakt, że Tusk stracił wiarę w możliwość objęcia stanowiska premiera po wyborach, stąd ta decyzja.

    Podczas ostatniego spotkania Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej zostały zatwierdzone listy kandydatów Koalicji Obywatelskiej do Sejmu. Niektóre wybory liderów list przyniosły duże zaskoczenia. Największym z nich był wybór Michała Kołodziejczaka na lidera listy KO w Koninie. Informacje „Wprost” ujawniają, że ta decyzja była zaskoczeniem nie tylko dla opinii publicznej, ale także dla samych polityków KO.

    Informator tygodnika opowiada o zszokowaniu w szeregach partii i braku zrozumienia dla decyzji lidera. Według tej osoby, Kołodziejczak jest nieprzewidywalny i może stworzyć problemy Donaldowi Tuskowi. Z kolei inny polityk opozycji sugeruje, że za decyzją Tuska kryje się głębszy powód. Twierdzi, że Tusk przestał wierzyć w swoje szanse na objęcie stanowiska premiera.

    Decyzja Tuska o włączeniu Kołodziejczaka na listy wskazuje, że stracił pewność zdobycia władzy i objęcia kierowania rządem. W przeciwnym razie nie ryzykowałby z problematycznym kandydatem – informuje źródło tygodnika.

    Osoba związana z Lewicą uważa, że całe zamieszanie między KO a Agrounią wynika z przekonania Tuska o przegranej w wyborach i rezygnacji z dalszej polityki na rzecz spędzania czasu z wnukami. A to z kolei, jak sugeruje, mogłoby być korzystne dla Polski.

    Informacje dziennikarek pokazują również, że sposób ułożenia list wyborczych obniżył morale w PO. Politycy opozycji podejrzewają, że Tusk dostosował listy do swoich interesów, a Rafał Trzaskowski świadomie zdecydował, że będzie się mniej rzucać w oczy, aby uniknąć identyfikacji z ewentualną porażką lidera PO.

  • w

    Śmiertelny wypadek w gminie Rędziny: 71-latka potrącona przez własny samochód (i.pl)

    W miniony weekend na parkingu w miejscowości Rudniki (gm. Rędziny, pow. częstochowski) miała miejsce tragiczna sytuacja. Kobieta w wieku 71 lat właśnie skończyła robienie zakupów i była zajęta pakowaniem towarów do bagażnika swojego samochodu. Niestety w pewnym momencie auto niespodziewanie ruszyło i potrąciło seniorkę. Obrażenia kobiety okazały się śmiertelne. Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja.

    Do śmiertelnego wypadku doszło na parkingu obok jednego ze sklepów spożywczych w miejscowości Rudniki, niedaleko Częstochowy. W wyniku wypadku potrącona została 71-letnia kobieta, która poniosła śmierć na miejscu zdarzenia. Na podstawie zgromadzonych informacji ustalono, że seniorka zderzyła się z własnym samochodem.

    Jak informuje asp. sztab. Barbara Poznańska, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie, w sobotę po południu 71-latka przebywała na parkingu przed sklepem spożywczym w Rudnikach. W trakcie pakowania zakupów do samochodu prawdopodobnie doszło do nieszczęśliwego wypadku.

    Kobieta stała przy samochodzie od strony kierowcy i przekręciła kluczyk w stacyjce. Możliwe, że chciała włączyć klimatyzację lub opuścić szyby z powodu upału. Uruchomiony silnik na wstecznym biegu spowodował, że auto ruszyło do tyłu. Otwarte drzwi przewróciły seniorkę, a następnie wciągnęło ją pod koło, co niestety zakończyło się śmiercią.

    Policjantka podkreśliła, że dokładne okoliczności wypadku zostaną zbadane w prowadzonym postępowaniu. Obecne ustalenia opierają się na zeznaniach świadków i analizie monitoringu.

  • w

    Narastający problem dzików na Klinach Borkowskich. Mieszkańcy popadają w coraz większe obawy (gazetakrakowska.pl)

    Pogłębiający się problem z dzikami na Klinach Borkowskich sprawia, że mieszkańcy stają się coraz ostrożniejsi. Wiele osób nie tylko unika wyjścia z domów, ale także ostrzega się nawzajem przed obecnością dzików, które obecnie stanowią stały element parku im. Maćka i Doroty. Dzikie stada, w tym trzy dorosłe osobniki i kilkanaście warchlaków, są dzisiaj stałymi gośćmi na osiedlu.

    Problem z dzikami na Klinach Borkowskich narasta od około dwóch lat. Wataha dzików w Dzielnicy X Swoszowice regularnie niszczy teren parku im. Maćka i Doroty, czując się tam jak w swoim naturalnym środowisku. W bieżącym roku mieszkańcy odnotowali obecność trzech dużych dzików oraz około 20-30 warchlaków w rejonie ul. Pustynnej w Krakowie.

    Mieszkańcy żyją w atmosferze niepokoju, co skłania ich do wzajemnego ostrzegania się przed dużymi stadami dzików. W obliczu tego problemu korzystanie z parku staje się trudnością. Wielu mieszkańców osiedla Kliny zwraca uwagę na to, że miejskie przestrzenie zielone są zniszczone, a miasto pozostaje bierne wobec sytuacji. Ostatecznie, sprawa została zgłoszona do prokuratury jako kwestia zagrożenia zdrowia i życia.

    Historia problemu dzików w Dzielnicy Swoszowice sięga 2017 roku, gdy mieszkańcy zaczęli zauważać ślady obecności w parku im. Maćka i Doroty. Zarząd Zieleni Miejskiej planował działania odstraszające, jednak na przestrzeni lat sytuacja nie uległa poprawie. Dzikie stada w Krakowie są coraz liczniejsze, a wiosną przybywa nowych młodych dzików. Populacja tych zwierząt może się zwiększyć nawet o 250% w ciągu jednego sezonu.

    Prof. Marek Wajdzik z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie tłumaczy, że obecność łaciatych dzików niekoniecznie wynika ze skrzyżowania dzików ze świniami. Te wyjątkowe osobniki są rezultatem mutacji genetycznych.

    W związku z narastającym problemem dzików w Krakowie utworzono specjalny zespół ds. przeciwdziałania nadmiarowi tych zwierząt w mieście. Spotkanie organizacyjne odbyło się 21 marca br., a uczestniczyli w nim przedstawiciele różnych instytucji. Wszystkie zobowiązały się do działań mających na celu kontrolowanie populacji dzików i edukację mieszkańców. Jednak od pięciu miesięcy nie doszło do ponownego zgromadzenia członków zespołu.

  • w

    Park Kościuszki: Mieszkańcy Katowic nie chcą sztucznej rzeki. Wolą nasadzenie drzew i odnowienie parkowej infrastruktury (dziennikzachodni.pl)

    Katowice zamierzały wydać 5 mln złotych na sztuczną rzekę i wolierę w Parku Kościuszki. Jednak pomysł spotkał się z opozycją mieszkańców, którzy uruchomili petycję, gromadząc 4 tys. podpisów. Mieszkańcy preferują, aby środki na sztuczną rzekę przeznaczyć na odnowienie parkowej infrastruktury i nasadzenie drzew.

    Stowarzyszenie „Mieszkańcy dla Katowic” zainicjowało zbiórkę podpisów przeciwko budowie sztucznej rzeki w Parku Kościuszki. Reakcją na tę inicjatywę było oświadczenie Macieja Stachury, sekretarza miasta, w którym podkreślił zaangażowanie miasta w częściowe spełnienie postulatów mieszkańców.

    Miasto złożyło obietnicę, że zrealizuje niektóre postulaty mieszkańców Katowic. W związku z tym powstały plany posadzenia 150 drzew, w tym przy granicy z autostradą A4, gdzie będą pełnić rolę naturalnego buforu akustycznego. Nowe nasadzenia pojawią się również nad Małym Stawem. Ponadto, przeprowadzona zostanie także renowacja kościoła św. Michała Archanioła.

    Miasto rozumie i akceptuje potrzebę dalszych prac w Parku Kościuszki, lecz ich realizacja zależy od pozyskania zewnętrznych środków. W świetle obciążeń budżetowych, wynikających m.in. z „Polskiego Ładu”, inwestycje te nie są obecnie uwzględnione w budżecie.

    Podsumowując; w reakcji na petycję mieszkańcy zaapelowali o zaniechanie planowanej budowy sztucznej rzeki i przekierowanie środków na odnowę parku oraz nasadzenia drzew. Chodzi o zastąpienie wyciętych drzew nowymi nasadzeniami różnych wysokości, szczególnie wzdłuż autostrady A4 oraz modernizację istniejącej infrastruktury w Parku Kościuszki.

  • w

    Młody niedźwiedź przegonił grupę turystów w Dolinie Jaworzynki (zakopane.naszemiasto.pl)

    Niedzielnego wieczoru w Tatrach doszło do incydentu, który spłoszył osoby schodzące ze szlaku z Murowańca do Kuźnic w Dolinie Jaworzynki. Okazało się, że grupę turystów przestraszył młody niedźwiedź, który znajdował się w pobliżu.

    Dnia 20 sierpnia, około godziny 20:00, złożona z kilkunastu osób grupa turystów wracała ze szlaku z Murowańca do Kuźnic. W pewnym momencie z pobliskich drzew w Dolinie Jaworzynki wybiegł przerażony chłopak, który wymachiwał rękami w górze, informując o niedźwiedziu. Początkowo wszyscy pomyśleli, że to dowcip. Jednak niedługo potem pojawił się również niedźwiedź, który stanął na tylnych łapach, a potem zaczął gonić turystów. Uciekającym wydawało się, że po przebiegnięciu 100 metrów niedźwiedź zrezygnuje, jednak zwierzę nie ustawało w pościgu. Na szczęście na kolejnych stu metrach dał za wygraną.

    Turyści twierdzą, że niedźwiedź był najprawdopodobniej młodym osobnikiem, który zbliżył się do nich na odległość 15 metrów. Jak dodają, spotkanie z niedźwiedziem o pazurach przypominających sztylety nie było niczym przyjemnym, a cała sytuacja była bardzo stresująca. Wszyscy turyści, grupa 12 osób, zebrali się na ławce przy zejściu do Doliny Jaworzynki. A niedźwiedź, gdy tylko wyczuł większą grupę ludzi, postanowił się wycofać. Po tej nietypowej sytuacji turyści włączyli swoje latarki i podśpiewując, zeszli do Kuźnic.

    Park Narodowy monitoruje teren szlaku na Halę Gąsienicową. Wicedyrektor TPN, Filip Zięba, informuje, że wcześniej nie odnotowano problemów turystów z niedźwiedziami. Istnieje obawa, że niedźwiedź mógł być wcześniej przez kogoś dokarmiany. Filip Zięba dodaje też, że niedźwiedź stojący na tylnych obserwuje w ten sposób otoczenie. Nie jest to oznaka agresji.

  • w

    Ekspedycja „Santi Odnaleźć Orła” wypływa z portu w Ijmuiden na Morze Północne (dziennikbaltycki.pl)

    Współczesna ekspedycja „Santi Odnaleźć Orła” planuje wkrótce wyruszyć w morze. Wcześniej została opóźniona z powodu trudnych warunków atmosferycznych na Morzu Północnym.

    W niedzielę, 20 sierpnia, zespół „Santi Odnaleźć Orła” rozpoczął podróż do Holandii, a dzisiaj z portu w Ijmuiden mają zamiar wyruszyć na morze. Na pokładzie jednostki badawczej znajdują się kluczowe osoby, takie jak Tomasz Stachura (szef projektu), nurek oraz hydrografowie: Benedykt Hac, Karol Jacob, Michał Niemkiewicz, Marek Cacaj (nurek, fotograf, filmowiec) oraz Piotr Michalik (badacz historii ORP „Orzeł”). Stanowią oni tegoroczną ekipę poszukiwawczą w projekcie „Santi Odnaleźć Orła”.

    Przez wiele lat ekspedycje „Santi Odnaleźć Orła” przeszukują dno Morza Północnego, poszukując pozostałości słynnego polskiego okrętu, który zaginął w 1940 roku. Pierwotnie ta dziesiąta wyprawa miała rozpocząć się w sierpniu, jednak wszystko zepsuła burzliwa pogoda. W przeszłości ekspedycje przyczyniły się do odkrycia wielu wraków, lecz „Orzeł” nadal pozostaje nieodkryty.

    ORP „Orzeł”, jeden z nowoczesnych okrętów polskiej Marynarki Wojennej przed wojną, zaginął bez śladu na Morzu Północnym w 1940 roku. Na pokładzie było ponad 60 osób, a zagłada okrętu stanowi jedną z największych zagadek wojny na Morzu Północnym.

    Uczestnicy ekspedycji mają zamiar zweryfikować nową hipotezę dotyczącą losów „Orła”. Skupią się na obszarze, który znajduje się na północny wschód od wcześniejszych poszukiwań, blisko niemieckich pól minowych. Wybór tego obszaru oparto na trasach alianckich okrętów podwodnych.

    Ekipa jest zdania, że brak raportów z „Orła” wskazuje na wydarzenia na wczesnym etapie patrolu. Planują zbadać zarówno bardziej, jak i mniej prawdopodobne teorie, aby zakończyć projekt sukcesem. Prace będą prowadzone na pokładzie MV Tonijn, zespół będzie korzystał z zaawansowanej aparatury do lokalizacji wraku, a nurkowie przeprowadzą bliższe oględziny znaleziska.

  • w

    Epidemia nielegalnych maszyn hazardowych na Pomorzu: Setki automatów zabezpieczonych przez funkcjonariuszy KAS (dziennikbaltycki.pl)

    W tym roku Krajowa Administracja Skarbowa odkryła blisko 700 nielegalnych automatów do gier hazardowych na Pomorzu. W związku ze sprawą zatrzymano podejrzane osoby. Do interwencji dochodziło w różnych miastach w okresie lipca i sierpnia.

    Niedawno funkcjonariusze Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni wspólnie z policją w Tczewie skonfiskowali 11 nielegalnych automatów o wartości przekraczającej 130 tys. zł. Natomiast wcześniej, w poprzednim miesiącu, przeprowadzono kontrole w lokalach w Chojnicach i Starogardzie Gdańskim, gdzie również zabezpieczono nielegalne automaty do gier hazardowych.

    Efektem tych działań było zabezpieczenie urządzeń o wartości blisko 170 tys. zł. W trakcie interwencji skonfiskowano także dużą ilość gotówki przeznaczonej na wygrane, a także telefony komórkowe i routery. Przedstawiciele Krajowej Administracji Skarbowej podkreślają, że w tym roku wykryto 125 miejsc, w których organizowano nielegalne gry hazardowe.

    Funkcjonariusze namierzyli i zabezpieczyli 682 automaty, których łączna wartość, razem z gotówką w maszynach, wyniosła około 9 milionów złotych. W niektórych przypadkach ujawniono również narkotyki, w tym marihuanę, amfetaminę i haszysz.

    Osobom organizującym oraz biorącym udział w nielegalnych grach hazardowych postawiono zarzuty. Za uczestnictwo w tym procederze grożą wysokie grzywny, które mogą sięgnąć nawet 33 milionów złotych. Co więcej, w niektórych przypadkach grozi również kara pozbawienia wolności do 3 lat.

  • w

    Do wojewody lubelskiego trafił wniosek o zezwolenie na inwestycję: Budowa fragmentu obwodnicy Zamościa za ponad 440 mln zł (kurierlubelski.pl)

    Do wojewody lubelskiego trafił wniosek o zezwolenie na inwestycję drogową o wartości ponad 440 mln zł, którą jest budowa fragmentu obwodnicy Zamościa. Długość ekspresówki wyniesie około 12,5 km i jest to tylko część planowanych projektów drogowych związanych z S17.

    Piotr Kuter, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Zamościu, wyraża przekonanie, że S17 przyniesie ulgę w ruchu, zwłaszcza dla Zamościa i okolic, a podróż do Lublina stanie się bardziej efektywna.

    Andrzej Wnuk, prezydent Zamościa, podkreśla ogromne znaczenie inwestycji dla rozwoju turystyki, podając przykład wypowiedzi prezydenta Marcina Zamoyskiego, który wskazywał na związek między drogami a inwestycjami turystycznymi.

    S17 między Lublinem a Hrebennem z długością ok. 130 km

    Planowany odcinek obwodnicy Zamościa ma swój początek w okolicach Jarosławca i poprowadzony zostanie na wschód od drogi krajowej nr 17, unikając Barchaczowa i Łabun. Budowa obejmuje również odnowienie odcinka drogi nr 74 z Zamościa do Miączyna.

    Firma Budimex, która wygrała przetarg, będzie odpowiedzialna za realizację inwestycji o wartości ponad 440 mln zł. Umowa podpisana w 2022 roku daje firmie 36 miesięcy na wykonanie projektu, ale potrzebne są jeszcze pozwolenia przed rozpoczęciem prac.

    W planach znajdują się także inne odcinki S17 pomiędzy różnymi miastami. Trzy odcinki pomiędzy Piaskami a Zamościem są w trakcie działań przetargowych i mają być gotowe prawdopodobnie między 2026 a 2027 rokiem. Mirosław Czech, dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Lublinie, podkreśla, że inwestycje przebiegają zgodnie z harmonogramem.

    Ekspresowa S17 między Lublinem a Hrebennem będzie miała długość około 130 km. Do pełnego użytku będzie dostępna w 2028 roku. Natomiast niektóre fragmenty będą gotowe już w 2026 roku.

  • w

    Przylep otrzymuje 43 mln zł dofinansowania na likwidację odpadów po pożarze w hali z toksycznymi substancjami (gazetalubuska.pl)

    Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki zainwestuje 43 mln zł na usuwanie pozostałości po składowisku niebezpiecznych odpadów w Zielonej Górze Przylepie. Umowę podpisano z miastem w obecności minister ds. klimatu i środowiska Anny Moskwy.

    Jak wyjaśnił wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Dominik Bąk, planuje się wykorzystać dofinansowanie na ostateczną utylizację 4 tysięcy ton odpadów z Przylepu. Jest to element kompleksowych działań rządu w kierunku zabezpieczenia tego obszaru.

    Prezydent Janusz Kubicki podkreślił, że po podpisaniu umowy rozpocznie się proces utylizacji. Usuwanie szkód i naprawa skutków pożaru planowana jest od września. Plan zakłada spalenie części odpadów, a te, które nie nadają się do tego procesu, zostaną umieszczone na dedykowanym składowisku. Optymistyczny termin realizacji to około ośmiu miesięcy.

    Minister Anna Moskwa, obecna podczas podpisania umowy, podziękowała służbom za akcję gaśniczą i usuwanie skutków pożaru. Miasto może wraz z wykonawcami przystąpić teraz do realizacji planu. Minister zaapelowała również do władz wojewódzkich o wsparcie finansowe, mając na uwadze deklarację miasta o wkładzie w wysokości 12 mln zł.

    Dla przypomnienia; w lipcu doszło do groźnego pożaru w hali przechowującej toksyczne substancje. Akcję gaśniczą przeprowadziło 400 strażaków, wspieranych przez ponad 100 pojazdów i dwa samoloty. Wojewoda lubuski, Władysław Dajczak, zaznaczył, że procedury działały sprawnie, a mieszkańcy nie byli narażeni na zagrożenie życia czy zdrowia.

  • w

    Dochodzenie w sprawie zarwanego dachu hali magazynowej w Załomiu. Co wiadomo do tej pory? (gs24.pl)

    W wyniku zawalenia się części konstrukcji w dużej hali magazynowej w Załomiu, obiekt ten został wyłączony z użytku. Obecnie trwa dochodzenie w celu wyjaśnienia przyczyn tego zdarzenia.

    Miesiąc temu oddano do użytku obszerną halę magazynową o powierzchni 42 tysięcy metrów kwadratowych, zlokalizowaną przy ul. Kablowej. Służyła ona jako centrum logistyczne. W momencie załamania konstrukcji, które miało miejsce 18 sierpnia, wewnątrz znajdowało się 144 osób. Zważywszy na ogrom zniszczeń, można uznać za szczęście, że tylko jedna osoba odniosła niewielkie obrażenia.

    Przyczyny katastrofy są obecnie badane. Andrzej Loch, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Powiecie Grodzkim Szczecin, potwierdza, że trwa postępowanie, a hala jest obecnie wyłączona z użytkowania.

    Pomimo że inspektorat budowlany nie podaje wstępnych przyczyn katastrofy, możliwe jest, że zawalenie dachu wiązało się z niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. W momencie wypadku nad obszarem Szczecina miała miejsce silna ulewa. Świadkowie zdarzenia w Załomiu dzielili się relacjami w internecie. Jeden z nich, pan Adrian, powiedział, że podczas ulewy w ciągu 30 minut woda sięgała już po kolana, co zmusiło go do ewakuacji. Możliwe, że rynny nie wytrzymały obfitości wody, ponieważ z dachów spływała jak wodospad.

    Jak poinformował mł. bryg. dr Tomasz Kubiak z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Szczecinie, straż pożarna otrzymała zgłoszenie o zawalonym dachu o godz. 19.30, a akcja ratunkowa trwała ponad trzy godziny. Na miejscu pojawiło się wiele jednostek państwowej i ochotniczej straży pożarnej, a także grupa poszukiwawczo-ratownicza oraz grupa operacyjna komendanta wojewódzkiego. Osoby z grupy poszukiwawczej sprawdzali, czy wewnątrz nie ma poszkodowanych.

    Prokuratura prowadzi w tej sprawie odrębne dochodzenie, jednocześnie zasięgając opinii ekspertów.

  • w

    Rząd przyznał dodatkowe środki na budowę Centralnie Zintegrowanego Szpitala Klinicznego w Poznaniu (gloswielkopolski.pl)

    W poniedziałek rząd przydzielił środki na budowę Centralnie Zintegrowanego Szpitala Klinicznego w Poznaniu. Ten dodatkowy zastrzyk funduszy, które zwiększają finansowanie tej inwestycji, wynosi 210 mln złotych.

    Faktem jest, że rozpoczęta niedawno budowa nowego szpitala przy ul. Grunwaldzkiej nie była zbyt pewnym przedsięwzięciem. W 2019 roku opracowany projekt szpitala nie uwzględniał pandemii, kryzysu energetycznego ani wojny, co spowodowało konieczność aktualizacji planów budżetowych. Jadwiga Emilewicz, posłanka PiS, podkreśliła, iż już w zeszłym roku było wiadome to, że realizacja inwestycji będzie wymagać dodatkowych środków. A kluczem do kontynuacji budowy jest brakująca suma 210 mln złotych.

    Premier Mateusz Morawiecki podpisał w poniedziałek uchwałę, która umożliwiła przekazanie dodatkowych funduszy. Dyrekcja szpitala zaznaczyła, że dzięki tym dodatkowym środkom budowa zostanie ukończona. Krystyna Mackiewicz, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu, stwierdziła, że problem finansowania był priorytetowy w takich projektach.

    Pierwszy etap (1A) obejmujący Szpitalny Oddział Ratunkowy powinien być ukończony do końca roku, po czym nastąpi instalacja niezbędnego sprzętu. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, SOR przyjmie pierwszych pacjentów już w kwietniu.

    Cała placówka będzie składać się z pięciu modułów, które pomieszczą oddziały Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego z różnych obecnych lokalizacji. Planuje się stopniowe przenoszenie oddziałów do nowego kompleksu, zaczynając od klinik o profilach zabezpieczających SOR – internistycznym i zabiegowym. Przenosiny będą odbywać się stopniowo. Z kolei w latach 2025-2026 przewiduje się przeniesienie oddziału „Długa”.

    Centralnie Zintegrowany Szpital Kliniczny ma być jednym z największych i najnowocześniejszych w Europie Środkowej i Wschodniej, a całkowity koszt inwestycji wyniesie 860 mln złotych.

  • w

    Modernizacja wału przeciwpowodziowego przy ul. Ślęzoujście dobiega końca (gazetawroclawska.pl)

    Po niemal roku prac odcinek wału przeciwpowodziowego, który znajduje się przy ul. Ślęzoujście, jest już praktycznie ukończony. Dzięki temu mieszkańcy Maślic i Praczy Odrzańskich wzbogacili się o nową ochronę przed powodzią, a także odnowioną ulicę.

    Ten odcinek wału był najbardziej narażonym elementem w obronie Wrocławia przed powodzią i stanowił potencjalne zagrożenie dla miasta. W trakcie prac remontowych, które trwały ponad rok, wał został wzmocniony, zabezpieczony tkaninami bentonitowymi, a do tego wyposażony w przepust z zasuwą wrzecionową na rzece Ługowina, aby zapobiec efektowi cofki. W przypadku ul. Ślęzoujście – również przeszła metamorfozę.

    Ulica Ślęzoujście uzyskała chodnik, elementy bezpieczeństwa drogowego i oświetlenie, a także nową nawierzchnię, zastępując wcześniejszą kostkę brukową. Ponadto, wprowadzono progi zwalniające oraz ograniczenie prędkości do 30 km/h, co poprawiło bezpieczeństwo zwłaszcza dla pieszych, rowerzystów i osób niepełnosprawnych.

    Tomasz Jankowski, rzecznik prasowy Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta, podkreśla, że prace były owocem współpracy z Wodami Polskimi, nie tylko wzmacniając wał, ale także poprawiając infrastrukturę drogową oraz dodając terenów zielonych i infrastruktury dla zwierząt. Warto też wspomnieć o specjalnych przejściach dla płazów, które chronią je przed samochodami.

    Obecnie na ul. Ślęzoujście trwają ostatnie prace porządkowe. Oficjalne otwarcie odcinka drogi i wału przeciwpowodziowego planowane jest we wrześniu. Koszt inwestycji wyniósł ok. 12,5 mln zł, z czego 4 mln zł otrzymano od Wód Polskich. Modernizacją obiektu zajęła się firma Strabag Infrastruktura Południe sp. z o.o.Po niemal roku prac odcinek wału przeciwpowodziowego, który znajduje się przy ul. Ślęzoujście, jest już praktycznie ukończony. Dzięki temu mieszkańcy Maślic i Praczy Odrzańskich wzbogacili się o nową ochronę przed powodzią, a także odnowioną ulicę.

    Ten odcinek wału był najbardziej narażonym elementem w obronie Wrocławia przed powodzią i stanowił potencjalne zagrożenie dla miasta. W trakcie prac remontowych, które trwały ponad rok, wał został wzmocniony, zabezpieczony tkaninami bentonitowymi, a do tego wyposażony w przepust z zasuwą wrzecionową na rzece Ługowina, aby zapobiec efektowi cofki. W przypadku ul. Ślęzoujście – również przeszła metamorfozę.

    Ulica Ślęzoujście uzyskała chodnik, elementy bezpieczeństwa drogowego i oświetlenie, a także nową nawierzchnię, zastępując wcześniejszą kostkę brukową. Ponadto, wprowadzono progi zwalniające oraz ograniczenie prędkości do 30 km/h, co poprawiło bezpieczeństwo zwłaszcza dla pieszych, rowerzystów i osób niepełnosprawnych.

    Tomasz Jankowski, rzecznik prasowy Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta, podkreśla, że prace były owocem współpracy z Wodami Polskimi, nie tylko wzmacniając wał, ale także poprawiając infrastrukturę drogową oraz dodając terenów zielonych i infrastruktury dla zwierząt. Warto też wspomnieć o specjalnych przejściach dla płazów, które chronią je przed samochodami.

    Obecnie na ul. Ślęzoujście trwają ostatnie prace porządkowe. Oficjalne otwarcie odcinka drogi i wału przeciwpowodziowego planowane jest we wrześniu. Koszt inwestycji wyniósł ok. 12,5 mln zł, z czego 4 mln zł otrzymano od Wód Polskich. Modernizacją obiektu zajęła się firma Strabag Infrastruktura Południe sp. z o.o.

  • w

    Cenzura i ograniczanie wolności słowa powodem bojkotu panelu symetrystów na Campusie Polska Przyszłości (i.pl)

    Informacja o wycofaniu Marcina Mellera z udziału w panelu symetrystów na Campusie Polska Przyszłości spowodowała bojkot imprezy Rafała Trzaskowskiego. Lista osób, które nie pojawią się na wydarzeniu, obejmuje prezentera Macieja Orłosia, publicystę Adama Leszczyńskiego oraz aktywistów klimatycznych z inicjatywy Wschód. Decyzja ta została podjęta w kontekście zarzutów dotyczących ograniczania wolności słowa, cenzury i eliminowania niezależnych myślicieli.

    Podczas tegorocznego Campusu Polska Przyszłości, który organizuje Rafał Trzaskowski, miał odbyć się panel dyskusyjny z udziałem symetrystów. Zaproszeni goście to m.in. Dominika Sitnicka z Oko.Press, Grzegorz Sroczyński z Gazety.pl i Jan Wróbel z TOK FM. Jednak Marcin Meller, planowany jako moderator debaty, zaskakująco ogłosił jej odwołanie. Powodem było pytanie od organizatorów, czy mógłby poprowadzić panel bez Sroczyńskiego. Meller odmówił.

    Rezygnacja Mellera wywołała debatę na temat podejścia Platformy Obywatelskiej do wolności słowa i mediów. Jacek Żakowski mocno skrytykował tę sytuację, co sprowokowało ostrą reakcję zwolenników opozycji. Zapytał retorycznie, jak platforma zachowa się wobec mediów publicznych, jeśli teraz stosuje cenzurę na własnej imprezie.

    Organizatorzy, odpowiadając na kontrowersje związane ze Sroczyńskim, odnieśli się do jego wypowiedzi o agresywnych zwolennikach PO. Wskazali na otrzymane sygnały od uczestników i postanowili podjąć rozmowę na temat składu panelu. Akcentowali otwartość na różnorodność poglądów, ale wyraźnie potępiali agresję i personalne ataki.

    Oświadczenie organizatorów jednak nie uspokoiło napięć. Rezygnacje z udziału w wydarzeniu ogłosili kolejno Maciej Orłoś oraz Adam Leszczyński. Obaj podkreślają, że cenzura, blokowanie wolności słowa i eliminacja niezależnych dziennikarzy nie będą akceptowane. Ich zdaniem są to działania w sprzeczności z istotą pracy dziennikarzy i komentatorów.

    Podobny sprzeciw wyrażają aktywiści klimatyczni z inicjatywy Wschód. Oświadczyli, że rezygnują z uczestnictwa w Campusie Polska Przyszłości, potępiając usunięcie panelu krytycznych dziennikarzy jako narzędzia politycznej walki.

    Bojkot imprezy jest także wyrazem protestu wobec działań prezydenta Warszawy. Inicjatywa Wschód wyraźnie podkreśla, że Campus Polska Przyszłości miał być przestrzenią otwartej debaty, a nie narzędziem w partyjnej walce o władzę.

  • w

    Minister Marlena Maląg zdradza termin wypłaty 14. emerytury (i.pl)

    Prezes Jarosław Kaczyński ogłosił plany dotyczące 14. emerytury, co skłoniło Marlenę Maląg do przygotowania odpowiednich zmian. Podjęte kroki mają na celu zapewnienie seniorom wsparcia i stałego świadczenia. Minister rodziny i polityki społecznej wyjawiła też prawdopodobny termin wypłaty świadczeń.

    Marlena Maląg, minister ds. rodziny i polityki społecznej, podkreśliła, że decyzja prezesa Kaczyńskiego obejmuje ustalenie kwoty 14. emerytury oraz jej trwałość. Świadczenie to jest wyrazem solidarności międzypokoleniowej oraz gwarantem stabilności finansowej dla seniorów.

    14. emerytura rekompensatą skutków wojny dla emerytów

    Minister zaznaczyła, że obecny trudny kontekst, w tym konflikt na wschodniej granicy, wpływa na ekonomię kraju poprzez m.in. wzrost inflacji. W odpowiedzi na te wyzwania 14. emerytura ma zrekompensować skutki wojny dla emerytów, zapewniając im większe wsparcie finansowe. Głównym celem jest zapewnienie bezpieczeństwa finansowego osobom w starszym wieku.

    Minister Maląg zapowiedziała przygotowanie aktów prawnych w celu wprowadzenia planowanych zmian. Zaznaczyła, że proces ten obejmuje rozporządzenie, które rozpatrzy Rada Ministrów. Wypłata 14. emerytury ma nastąpić we wrześniu i nie będzie wymagać żadnych działań ze strony seniorów. Cały proces będzie się odbywać automatycznie.

    W trakcie Dożynek Województwa Łódzkiego Jarosław Kaczyński ogłosił, że wysokość 14. emerytury wyniesie 2200 zł netto. Jest to działanie mające przeciwdziałać inflacji, które jednocześnie jest wyrazem wsparcia od państwa dla najbardziej potrzebujących obywateli.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.