Więcej wpisów

  • w

    Obywatel Włoch prowadził nielegalną hodowlę chronionych ptaków. Zatrzymała go gdańska policja (tvn24.pl)

    Aresztowano obywatela Włoch, który pod pretekstem legalnej hodowli łapał chronione ptaki i więził je w klatkach. Mężczyzna wpadł w ręce gdańskiej policji, która odnalazła prawie 500 zwierząt trzymanych w złych warunkach. Cudzoziemcowi grozi teraz do 5 lat w zakładzie karnym.

    Funkcjonariusze i prokuratura pracowali nad sprawą od maja br. W efekcie 28 listopada schwytano 54-letniego obywatela Włoch. Podejrzany odławiał chronione ptaki pod przykrywką legalnej hodowli, a następnie legalizował je poprzez obrączki hodowlane. Mężczyźnie przedstawiono zarzuty posiadania gatunków chronionych i znęcania się nad nimi. Nałożono na niego zakaz opuszczania kraju i dozór policyjny.

    Na terenie jego hodowli znaleziono też dokumentację i sieci ornitologiczne. Odkryto instalację głośnikową do przyciągania ptaków oraz rzędy drzew z jabłkami i sztucznymi owocami jarzębiny, służące do ich odławiania. Mężczyzna przetrzymywał 445 rzadkich ptaków w pięciu boksach.

    Specjaliści z Uniwersytetu Gdańskiego, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Ochrony Ptaków i Powiatowego Inspektora Weterynarii w Pucku ocenili stan ptaków, ich pochodzenie i warunki przetrzymywania.

    Prokurator zdecydował o zabezpieczeniu 60 śpiewaków, pięciu czeczotek, 21 kosów, 114 kwiczołów i 256 droździków. Powodem były złe warunki sanitarne. Ptaki przewieziono do ośrodka rehabilitacji Dzikich Zwierząt Ostoja, skąd – po obserwacji – prawdopodobnie zostaną wypuszczone na wolność.

  • w

    Uczeń piątej klasy przyniósł nóż kuchenny do szkoły w Łukowie. Ponoć straszył nim trzecioklasistów (www.lublin112.pl)

    Sąd Rodzinny zajmie się rozpatrywaniem czwartkowego zdarzenia, które dotyczy jednego z uczniów szkoły podstawowej w Łukowie. Jak się okazało, piątoklasista przyniósł do szkoły kuchenny nóż i zaczął nim straszyć trzecioklasistów.

    Dnia 30 listopada w Szkole Podstawowej nr 5 w Łukowie uczniowie trzeciej klasy zgłosili, że piątoklasista zastraszył ich nożem w szatni przy sali gimnastycznej. Do incydentu doszło, gdy uczniowie przebierali się na zajęcia z wychowania fizycznego.

    Policja ustaliła już okoliczności zdarzenia, aczkolwiek relacje na temat gróźb nieco się różnią. Niektórzy twierdzą, że chłopiec groził nożem, a inni, że tylko go trzymał. Z kolei część uczniów wspominała też, że piątoklasista wymachiwał nożem. Przestraszeni trzecioklasiści poinformowali nauczyciela, który następnie zawiadomił policję.

    Podczas rozmowy z policją 11-latek zaprzeczył, że straszył dzieci nożem. Aczkolwiek przyznał, że zabrał go ze sobą do szkoły, żeby pokazać go kolegom. Policja sporządzi dokumentację, która zostanie przekazana do Sądu Rodzinnego. Okaże się, czy była to tylko jednorazowa sytuacja, czy może uczeń już wcześniej przejawiał podobne zachowanie.

    Szkoła poinformowała władze miasta i kuratorium oświaty, a do tego zaplanowała rozmowy z uczniami na temat bezpieczeństwa.

  • w

    Zamknięto wiadukt na ul. Zjednoczenia w Zielonej Górze. Pojawiły się doniesienia o pęknięciach w konstrukcji (gazetalubuska.pl)

    W poniedziałek (4 grudnia) kierowcy zmierzający do pracy przez wiadukt na ul. Zjednoczenia w Zielonej Górze stanęli w korkach. Powodem okazało się… pęknięcie wiaduktu? Droga została całkowicie zamknięta, a miasto rozpoczęło dokładne sprawdzanie całego obiektu.

    Dnia 3 grudnia zielonogórska policja oznajmiła, że konieczne jest zamknięcie wiaduktu na ul. Zjednoczenia. Kierowcy muszą omijać ten fragment drogi.

    Zamknięcie wiaduktu stało się powodem licznych korków nawet na ulicach alternatywnych, takich jak Trasa Aglomeracyjna, Batorego i Jana Skolna. Ruch drogowy nadzoruje policja, ponieważ niektórzy kierowcy nadal próbują przejechać. Największe utrudnienia są w godzinach szczytu.

    Powodem zamknięcia wiaduktu były doniesienia kierowców o rzekomych pęknięciach na konstrukcji. Prezydent miasta, Janusz Kubicki, wypowiedział się na ten temat, twierdząc, że pęknięcia pomylono ze szczeliną dylatacyjną, która zależnie od temperatury może się poszerzać lub zwężać.

    Niemniej jednak zlecono dodatkowe badania, co spowodowało zamknięcie wiaduktu do czasu uzyskania wyników.

  • w

    Bojkot 30-lecia Radia Szczecin. Nikt nie chciał „pocałunku śmierci” z pisowskim prezesem (www.onet.pl)

    Uroczystość obchodów 30-lecia Polskiego Radia Szczecin zakończyła się totalną porażką, ponieważ większość pracowników zbojkotowała całe wydarzenie. Jak sami stwierdzili, obawiali się konsekwencji, jakie mogą wiązać się ze zrobieniem sobie wspólnego zdjęcia z prezesem radia, Wojciechem Włodarskim, który związany jest z partią PiS. Jeden z pracowników radia nazwał to „pocałunkiem śmierci”.

    „Gazeta Wyborcza” szczegółowo opisała to wydarzenie, wskazując na odmowę przyjęcia odznaczeń z rąk obecnego prezesa, Wojciecha Włodarskiego. Powodem jest fakt, że Włodarski nominowany był przez PiS. Media podają, że większość personelu nie pojawiła się na uroczystości, a niektórzy nawet skorzystali ze zwolnień lekarskich, aby uniknąć w niej udziału.

    Pracownicy odmówili przyjęcia medali, ponieważ obawiają się negatywnych konsekwencji. Nie chcą robić sobie zdjęcia z prezesem radia, który związany jest z partią rządzącą, ponieważ widzą to jako „pocałunek śmierci”. Według nich w przyszłości może dojść do zmian na stanowiskach, co może sprawić, że będą musieli ponieść konsekwencje wcześniejszych decyzji.

    Co więcej, na uroczystości radiowej nie pojawił się również redaktor naczelny, Tomasz Duklanowski. Jak wiadomo, po wcześniejszym konflikcie z prezesem złożył wypowiedzenie i wyjechał na misję do Afryki.

  • w

    Maksymilian F. aresztowany. Nagroda 100 tys. zł powędruje do policjantów (businessinsider.com.pl)

    Komendant Główny Policji ogłosił nagrodę w wysokości 100 tys. zł dla osoby, która poda informacje na temat miejsca pobytu zbiega. Maksymilian Faściszewski postrzelił dwóch policjantów we Wrocławiu. Mundurowi trafili do szpitala w poważnym stanie. Sprawca został zatrzymany przez policję, która teraz podzieli nagrodę pomiędzy zaangażowanych w sprawę policjantów.

    Oficer prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu potwierdził, że rzeczywiście przygotowano nagrodę, jednak żadna informacja nie doprowadziła do schwytania sprawcy. W rezultacie pieniądze te zdecydowano się przeznaczyć dla policjantów za udział w działaniach poszukiwawczych.

    Pomimo weryfikacji różnych źródeł, żadne nie przyczyniło się do aresztowania mężczyzny. Z tego względu Komendant Główny Policji zdecydował o przeznaczeniu nagrody dla funkcjonariuszy uczestniczących w poszukiwaniach i innych działaniach związanych ze sprawą.

    Dokładna liczba policjantów, którzy ostatecznie otrzymają nagrodę, nie została jeszcze ustalona, ponieważ nie wszystkie czynności zostały zakończone. Rzecznik policji we Wrocławiu podkreślił, że oprócz działań poszukiwawczych policjanci realizowali też inne zadania, dlatego nie powstała jeszcze pełna lista funkcjonariuszy, którzy otrzymają ten bonus.

  • w

    Honorowi krwiodawcy stracą jeden ze swoich przywilejów na początku przyszłego roku (www.rp.pl)

    Honorowi dawcy krwi od długich lat mogą korzystać z rozmaitych udogodnień w zamian za swoją bezinteresowną pomoc potrzebującym. Niestety od 2024 roku przywileje te nieco ulegną zmianie, a dokładniej jeden z nich, jakim są ulgi w opłatach za podróże kolejowe. Zniżka ta zostanie zlikwidowana od przyszłego roku.

    Osoby, które oddają krew, od dawna cieszą się szeregiem przywilejów, wśród których znajdują się płatny urlop po oddaniu krwi, ulga podatkowa, zwrot kosztów dojazdu oraz preferencyjne warunki opieki zdrowotnej. Co więcej, w okresie stanów epidemicznych dawcom przysługiwała również ulga w krajowych podróżach kolejowych. Ulga ta obejmowała 33% zniżkę na bilety klas TLK, IC, EIC i EIP.

    Informacja przekazana przez rzecznika prasowego PKP Intercity mówi, że honorowi dawcy krwi mieli możliwość korzystania z 33% ulgi w podróżach pociągami do 30 grudnia 2023 r. Zniżka ta była możliwa pod warunkiem posiadania odpowiedniego zaświadczenia, które potwierdza przynależność do grona dawców. W związku z tym osoba musiała mieć na swoim koncie co najmniej trzy donacje krwi lub składników, w tym osocza.

    Po zniesieniu stanu zagrożenia epidemicznego regionalne centra krwiodawstwa, takie jak Wojskowe Centrum lub Centrum MSWiA, przestały wydawać zaświadczenia. Ministerstwo Zdrowia zadeklarowało, że wydane zaświadczenia są ważne przez sześć miesięcy. A to oznacza, że dokumenty wydane do końca czerwca 2023 roku stracą ważność w grudniu tego samego roku.

  • w

    Kilkadziesiąt tysięcy Polaków otrzyma wezwanie do służby wojskowej? (www.portalsamorzadowy.pl)

    Ostatnio została przedstawiona propozycja dotycząca liczby osób, które mogą zostać wezwane do aktywnej służby wojskowej oraz do udziału w rezerwie podczas ćwiczeń wojskowych w 2024 roku. Projekt rozporządzenia Rady Ministrów w tej sprawie jest dostępny na stronach RCL.

    W 2024 roku plany przewidują, że do służby wojskowej może zostać powołanych do 21 tysięcy osób w charakterze żołnierza zawodowego. Obejmuje to również osoby będące w trakcie procesu kształcenia.

    Natomiast liczba żołnierzy rezerwy, którzy mogą wziąć udział w ćwiczeniach wojskowych, może wynieść do 200 tysięcy. Rozwiązanie to obejmuje zarówno kursy podoficerów i oficerów rezerwy, jak i osób przeniesionych do rezerwy i niewchodzących w skład rezerwy wojskowej.

    Z kolei aktywna rezerwa zakłada ograniczenie do 20 tysięcy żołnierzy rezerwy, pełniących służbę przez około 88 dni w roku, oraz jednorazowo przez 14 dni, dostosowując się w ten sposób do potrzeb Sił Zbrojnych.

    Łączna liczba ochotników, którzy są gotowi do pełnienia służby wojskowej, wynosi ponad 34,5 tys. osób, w tym 4,5 tys. osób w trakcie kształcenia (osoby, które wcześniej nie miały kontaktu z czynną służbą wojskową).

    Limit dla terytorialnej służby wojskowej wynosi 41 tysięcy żołnierzy rezerwy oraz osób z uregulowanym stosunkiem do służby wojskowej.

    Jednakże plany określone w projekcie rozporządzenia na 2024 rok nie gwarantują absolutnego wdrożenia przedstawionych propozycji.

  • w

    Nagie zdjęcia amerykańskiej modelki na koncie byłego ministra Tuska na platformie X. Michał Boni: To nie moje!!! (www.o2.pl)

    W sobotę na koncie Michała Boni, byłego ministra administracji i cyfryzacji za czasów rządów Donalda Tuska, pojawiły się zdjęcia nagiej kobiety. Polityk stanowczo twierdzi, że jego konto na platformie X padło ofiarą ataku cybernetycznego, zaprzeczając, że ma on jakikolwiek związek z zamieszczonymi fotografiami. Słowa byłego ministra wywołały poruszenie wśród internautów, którzy nie pozostali obojętni wobec jego oświadczenia.

    Michał Boni pełnił funkcję ministra administracji i cyfryzacji w latach 2011-2013. Był także posłem, europosłem oraz sekretarzem stanu w KPRM.

    Dnia 2 grudnia na koncie X byłego ministra pojawił się niecodzienny dodatek w formie zdjęć erotycznych, na których pozuje Olivia Casta – amerykańska modelka i influencerka. W odpowiedzi na te zdjęcia Michał Boni zamieścił post, próbując wyjaśnić, dlaczego taki materiał znalazł się na jego profilu. Zapewnił, że nie ma z tym nic wspólnego, twierdząc, że ktoś się włamał na jego konto.

    W związku ze zdjęciami modelki na profilu byłego europosła wypowiedział się również Wojciech Kardyś, ekspert ds. komunikacji internetowej i mediów społecznościowych. Według niego Boni bardzo szybko odzyskał kontrolę nad swoim kontem. I dodał, że chwilę później Boni zamieścił post, pisząc z błędami, że to nie on wrzucił te zdjęcia.

    Faktem jest, że nie jest to pierwszy przypadek udostępnienia nagich zdjęć na profilach polskich polityków. W styczniu 2021 roku doszło do włamania na konto Marka Suskiego, gdzie udostępniono nagie zdjęcia radnej. Suski tłumaczył, że to atak hakerów.

  • w

    Trójka nastolatków po spożyciu alkoholu utknęła w dawnym kamieniołomie w Targanicach (wiadomosci.onet.pl)

    W sobotę wieczorem miała miejsce groźna sytuacja obejmująca troje młodych ludzi, którzy utknęli w dawnym kamieniołomie w Targanicach koło Andrychowa. Na szczęście cała trójka została uratowana przez strażaków i policjantów. Poszkodowani cierpieli z powodu wyziębienia organizmu, w związku z czym poddano ich hospitalizacji.

    W ostatnich dniach media lokalne opisywały dramatyczną akcję ratunkową strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej w Targanicach Górnych. Funkcjonariusze zostali oddelegowani do działań w dawnym kamieniołomie, z którego uwięzione trzy młode osoby nie mogły wydostać się na własną rękę.

    Okazało się, że jest to trójka nastolatków, którzy postanowili najpierw spożyć alkohol, a potem wejść do opuszczonego obiektu w Targanicach pod Andrychowem. W pewnym momencie wpadli w zagłębienie kamieniołomu, gdzie doszło do wychłodzenia ich organizmów. Co więcej, był to też okres śnieżyc, które w tym czasie nawiedzały południową Polskę.

    Według informacji podawanych przez media, strażacy potrzebowali kilkadziesiąt minut, żeby dotrzeć do oddalonego o kilkanaście kilometrów kamieniołomu. W akcji uczestniczyła również policja.

    Uratowane osoby to trzech nastolatków w wieku około 15 lat. Żaden z nich nie odniósł obrażeń, ale wszystkich przewieziono do szpitala z powodu wyziębienia.

  • w

    Anna Mucha odwiedziła Jarmark Bożonarodzeniowy w Katowicach (dziennikzachodni.pl)

    Jarmark Bożonarodzeniowy w Katowicach cieszy się dużym zainteresowaniem i zachwyca świątecznym klimatem. Magia jarmarku przyciąga do siebie nawet celebrytów. Doskonałym tego przykładem może być aktorka Anna Mucha, która podobnie jak mieszkańcy Katowic również była pod wielkim wrażeniem tej świątecznej atrakcji.

    Na jarmarku w Katowicach codziennie gromadzą się tłumy, podziwiając unikalne rękodzieła, kosztując pysznych potraw i grzańców, a także wskakując na rozświetlone koło diabelskiego młyna. Ponadto, cały obszar jarmarku uatrakcyjnia też widok efektownie oświetlonej choinki.

    Anna Mucha pojawiła się na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Katowicach w dniu 1 grudnia. Aktorka entuzjastycznie opisywała urok tego miejsca. I dodała, że przyjemność ze spędzania czasu na jarmarku urozmaiciły także obfite opady śniegu, które umożliwiły odwiedzającym lepienie bałwanów.

    Jarmark w Katowicach to wspaniałe miejsce na zakosztowanie prawdziwego ducha zbliżających się świąt. Jarmark mieni się różnorodnymi ozdobami, wśród których znajdują się kolorowe bombki, girlandy i świeczniki – tworząc wyjątkowy i niepowtarzalny nastrój dla dużych i małych gości.

    Oprócz zachwycającego rękodzieła oraz atrakcyjnych ozdób i pamiątek, na jarmarku można zakosztować też smacznych potraw lokalnych i gorących napojów. Jedną z największych popularności cieszą się stoiska z tradycyjnymi smakołykami, takimi jak grzane wino czy aromatyczna kiełbasa.

  • w

    Po długich latach Zakopane wdraża przepisy o zapobieganiu przemocy w rodzinie (wiadomosci.onet.pl)

    Zakopane stoi w obliczu historycznego momentu, ponieważ miasto wprowadziło lokalne przepisy dotyczące zapobiegania przemocy w rodzinie. Należy zaznaczyć, że Zakopane od 13 lat skutecznie unikało tego obowiązku. Jednak w momencie, gdy zamierzano rozpocząć realizację tego projektu, pojawiła się też druga propozycja, którą wysunęli radni Zjednoczonej Prawicy. Nie trzeba było długo czekać na reakcję opozycji.

    Obrady zakopiańskich radnych, które odbyły się w ostatni piątek, stały się tematem dyskusji na szerszą skalę w Polsce. Powodem jest fakt, że region ma za sobą długą historię związaną z odmawianiem uchwalania lokalnych programów do przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Warto dodać, że jest to już jedenasta próba uchwalenia tych przepisów.

    Przez lata radni zakopiańscy ignorowali wezwania wojewody, ministra i Rzecznika Praw Obywatelskich, argumentując, że przepisy naruszają prawa rodziców i umożliwiają odbieranie dzieci bez żadnych wyroków. Pomimo że radni za każdym razem stawiali na swoim, tym razem próba uchwalenia przepisów okazała się skuteczna. Aczkolwiek oprócz projektu przygotowanego przez dwie działaczki, pojawił się także projekt, który przedstawiła Zjednoczona Prawica.

    Ponadto, obrady swoją obecnością zaszczyciła także wiceminister rodziny i polityki społecznej z PiS. Jej obecność szybko wywołała kontrowersje, a radni opozycyjni zaczęli pytać o powód jej nagłej wizyty, zwłaszcza że od 10 lat mieszkańcy nie mogli doprosić się o zmiany w tych przepisach.

  • w

    Pościg policyjny ulicami Gdyni. Mundurowi strzelili w oponę, żeby unieruchomić pojazd (tvn24.pl)

    Policjanci w Gdyni brali udział w pościgu za kierowcą, który sprawnie umykał funkcjonariuszom przez pięć kilometrów, mknąc ulicami miasta. Jednak zaraz potem zderzył się z radiowozem, a policjanci przestrzelili mu oponę, żeby udaremnić dalszą ucieczkę. 34-latek stanął już przed Prokuraturą Okręgową w Gdańsku, gdzie usłyszał zarzuty, które mogą mu zafundować długi pobyt za kratkami.

    Po odstawieniu podejrzanego do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, 34-latek został przesłuchany. W trakcie składania wyjaśnień przyznał się do zarzucanych mu czynów. Prokurator postanowił zastosować wobec mężczyzny środki zapobiegawcze obejmujące dozór policyjny i poręczenie majątkowe.

    Mężczyzna odpowie teraz za czynną napaść na funkcjonariusza, niezatrzymanie się do kontroli drogowej i posiadanie środka odurzającego w postaci marihuany. Kierowca został przebadany alkomatem, a do tego pobrano mu krew do dalszych badań.

    Pościg policyjny rozpoczął się w momencie, gdy mężczyzna nie zatrzymał się do kontroli drogowej. Uciekający zderzył się z radiowozem, a jeden z funkcjonariuszy strzelił mu w oponę, aby go zatrzymać. Policjant wykorzystał do tego broń służbową.

    Kierowca w trakcie ucieczki stanowił zagrożenie dla życia i zdrowia innych uczestników ruchu drogowego. Były przypadki, że nawet wjeżdżał na chodnik, po którym chodzili piesi. Będzie musiał odpowiedzieć za czynną napaść (do 10 lat więzienia), za niedostosowanie się do polecenia zatrzymania samochodu (do 5 lat więzienia), a także za posiadanie narkotyków (do 3 lat więzienia).

  • w

    Pijany pasażer awanturował się podczas lotu. Interweniowała Straż Graniczna (dziennikbaltycki.pl)

    W czwartek na gdańskim lotnisku załoga samolotu wezwała funkcjonariuszy Straży Granicznej, ponieważ na pokładzie awanturował się pijany pasażer. Mężczyzna nie miał zamiaru wysłuchiwać poleceń i zamiast tego wywoływał kłótnie i używał wulgarnego języka. W efekcie 30-latek otrzymał w nagrodę mandat za swoje zachowanie.

    Jak relacjonuje kmdr ppor. SG Andrzej Juźwiak, rzecznik Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku, zdarzenie miało miejsce 30 listopada podczas lotu z Norwegii do Gdańska. W samolocie siedział nietrzeźwy pasażer, który zachowywał się agresywnie wobec załogi i ignorował zasady bezpieczeństwa. Z tego względu zaszła potrzeba wezwania służb.

    Zaraz po wylądowaniu samolotu Straż Graniczna podjęła natychmiastowe działania. Na szczęście pijany mieszkaniec Gdyni używał tylko obraźliwych słów i nieco się awanturował, dlatego załodze nic się nie stało, a samolot bezpiecznie doleciał do celu. Funkcjonariusze Zespołu Interwencji Specjalnych Placówki SG w Gdańsku wkroczyli na pokład, a potem przewieźli 30-latka do pomieszczeń służbowych.

    Mężczyzna tłumaczył, że spożywał alkohol w trakcie lotu. Badanie alkomatem wykazało ok. 1,5 promila w wydychanym powietrzu. 30-latek dostał mandat w wysokości 500 zł i nakaz opuszczenia lotniska.

    Według informacji Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku, w tym roku jest to już 18. interwencja tego typu. Ponadto, w ciągu ostatnich 12 miesięcy strażnicy otrzymali 51 zgłoszeń naruszania zasad bezpieczeństwa na lotnisku w Gdańsku, włączając w to sytuacje związane z dowcipkowaniem na temat bomby w bagażu.

  • w

    Groźna kolizja na skrzyżowaniu w Lublinie. Mandat na 1500 zł i 10 punktów karnych (kurierlubelski.pl)

    Niebezpieczny wypadek drogowy wydarzył się na jednym ze skrzyżowań w Lublinie, gdzie kolizji uległy dwie osobówki. Kierowca opla wymusił pierwszeństwo na kierowcy toyoty, co doprowadziło do stłuczki, wysokiego mandatu i punktów karnych.

    Jak podaje nadkom. Kamil Gołębiowski, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, do groźnej kolizji doszło 1 grudnia około godziny 1:30 na skrzyżowaniu Al. Racławickich i ul. Poniatowskiego w Lublinie. Cała sytuacja została zarejestrowana przez kamery Wydziału Zarządzenia Ruchem Drogowym i Mobilnością. Nagranie można obejrzeć na mediach społecznościowych.

    Film ukazuje, jak kierowca samochodu osobowego marki Toyota porusza się Al. Racławickimi, dojeżdżając do skrzyżowania z ul. Poniatowskiego. Natomiast z ulicy Poniatowskiego powoli wyjeżdża kierowca samochodu osobowego marki Opel. Kierowca toyoty zignorował zarówno znaki drogowe, jak i światło pulsacyjne sygnalizatora, wymuszając pierwszeństwo na oplu.

    Obaj kierowcy zostali przebadani alkomatem, który nie wykazał obecności alkoholu. Winny kolizji 22-latek otrzymał mandat na 1500 zł i 10 punktów karnych. W wyniku wypadku nie ucierpiała żadna osoba.

  • w

    Nocny pożar w zielonogórskim szpitalu. Spowodował go bezdomny mieszkający w piwnicy (www.se.pl)

    W nocy z 1 na 2 grudnia doszło do dramatycznej sytuacji w szpitalu w Zielonej Górze. Przed placówką zaczęły wyć syreny, a w okolicy można było poczuć intensywny zapach spalenizny. Personel – zaniepokojony gryzącym zapachem dymu – szybko zawiadomił straż pożarną, która przysłała na miejsce dwa wozy strażackie. Okazało się, że przyczyną zamieszania było spalone jedzenie, które jeden z mężczyzn zamierzał sobie odgrzać.

    Pożar, który wybuchł w szpitalu w Zielonej Górze, wywołał nagły zapach spalenizny, na który pracownicy placówki zareagowali, wzywając straż pożarną. Po przyjeździe strażacy zajęli się namierzaniem źródła dymu, co doprowadziło ich do piwnicy szpitalnej. Okazało się, że piwnicę zamieszkuje bezdomny.

    Bezdomy mężczyzna przypadkowo spowodował całe zamieszanie, pozostawiając jedzenie zbyt długo w mikrofalówce. A to sprawiło, że potrawa mocno się przypaliła, generując gęsty dym o zapachu spalenizny. Lokator mieszkał w piwnicy, będąc niezauważonym przez personel.

    Strażacy poinformowali, że nie wystąpiło żadne zagrożenie dla pacjentów szpitala.

  • w

    Zabił ojca siekierą i próbował zabić brata. Został zatrzymany niedaleko Kowanowa (www.rmf24.pl)

    Zatrzymano 40-letniego Zbigniewa B., który został oskarżony o zabójstwo ojca i próbę zabójstwa brata. Wydarzenie miało miejsce w ich rodzinnej posiadłości w Kowanowie (woj. zachodniopomorskie). Prokuratura ma zamiar wystąpić o tymczasowy areszt dla podejrzanego, któremu może grozić nawet dożywotnie więzienie.

    Jak informuje Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, dochodzenie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białogardzie. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że w chwili tragicznego incydentu w domu przebywali ojciec i dwaj synowie.

    Zbigniew B. zaatakował swojego brata Szymona (47 lat), zadając mu poważne rany w różnych częściach ciała, w tym rany głowy, co spowodowało, że stracił przytomność. A chwilę potem zaatakował swojego 77-letniego ojca Zdzisława, używając siekiery. Senior zmarł w wyniku ciężkich obrażeń.

    Po popełnieniu zbrodni Zbigniew B. uciekł z miejsca zdarzenia. Kiedy ranny brat odzyskał przytomność, powiadomił policję. Pościg za zbrodniarzem rozpoczął się wczesnym rankiem w czwartek. W rezultacie Zbigniew B. Został aresztowany niedaleko Kowanowa. Według ustaleń prokuratury mężczyzna miał wcześniejsze problemy z nadużywaniem alkoholu i narkotyków. Jednak policja podaje, że w chwili zatrzymania był trzeźwy.

    Zbigniew B. może trafić do zakładu karnego nawet na całe życie. Prokuratura zamierza też wystąpić do sądu o tymczasowe aresztowanie.

  • w

    Ruszył proces Białorusina Aliaksandra S. Oskarżony nie czuje się winny z powodu zabicia 27-letniej Aleksandry L. (www.fakt.pl)

    Na sali sądowej ruszył proces Aliaksandra S., kierowcy ubera, który stoi w obliczu zarzutów dotyczących tragicznego wypadku. Podczas tego tragicznego zdarzenia zginęła 27-letnia Aleksandra L. z Poznania. Sprawca przyznał się do zabójstwa, ale nie czuje się winny. Ponadto, wcześniej planował ucieczkę z kraju.

    W lutym 2023 r. na ul. Dąbrowskiego w Poznaniu doszło do wypadku na oznakowanym przejeździe dla rowerów, po którym Aleksandra L. przejeżdżała zgodnie z przepisami. W pewnym momencie na drodze pojawił się białoruski kierowca ubera, Aliaksandr S., który w trakcie swojego czwartego kursu doprowadził do potrącenia kobiety. Sytuacja miała miejsce w ostatni dzień przeprowadzki Aleksandry do jej partnera.

    Prokuratura stawia Białorusinowi zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku poprzez celowe zlekceważenie zasad bezpieczeństwa na drodze. Ponadto, kierowca odpowie za zbyt szybką jazdę i spożycie marihuany. Jego stan odpowiadał osobie, która ma pół promila alkoholu we krwi.

    Aliaksandr S. przyznał się do zabicia 27-latki, aczkolwiek uważa, że działał celowo, dlatego nie czuje się winny. Tłumaczył, że powodem były problemy z samochodem i możliwe rozpraszacze, takie jak telefon czy rozmowa z pasażerami. Ponadto, nie przyznaje się też do zażycia marihuany.

    Prokuratura nałożyła na podejrzanego zakaz opuszczenia kraju. Kolejna rozprawa odbędzie się w styczniu.

  • w

    Tajemnicza śmierć kobiety zatrzymanej przez policję. Rodzina przez dwa miesiące nie wiedziała, że nie żyje (www.polsatnews.pl)

    Młoda kobieta, która została zatrzymana przez policję, zmarła w niejasnych okolicznościach. Natomiast jej rodzina przez ponad dwa miesiące nie otrzymała żadnej informacji na ten temat. Bliscy dowiedzieli się o śmierci Malwiny, dopiero gdy chcieli zgłosić jej zaginięcie.

    W maju 2023 roku we Wrocławiu 31-letnia Malwina została zatrzymana pod zarzutem kradzieży, a następnie trafiła do policyjnej izby zatrzymań. I pomimo że skarżyła się na stan zdrowia, w tym podejrzewała, że może być w ciąży, została zatrzymana przez policję. Następnego dnia zmarła, a sekcja zwłok wykazała ślady dotkliwych obrażeń.

    Informacja o śmierci kobiety nie dotarła do jej rodziny przez dwa miesiące. Dopiero w momencie, gdy matka chciała zgłosić jej zaginięcie, dowiedziała się o tragicznym zdarzeniu. Okazało się, że córka nie żyje już od kilku tygodni. Wiadomość była prawdziwym szokiem dla bliskich.

    Członkowie rodziny byli przekonani, że Malwina została skazana i przebywa w więzieniu. Nie spodziewali się, że żadna instytucja nie poinformuje ich o takiej sytuacji. Po śmierci Malwiny wszczęto dochodzenie w jej sprawie, tylko że żadne służby nie przekazały tragicznych wieści rodzinie.

    Prokuratura twierdzi, że policja miała obowiązek zawiadomić rodzinę o śmierci Malwiny. Warto zaznaczyć, że postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci zostało umorzone przez prokuraturę. Natomiast bliscy starają się ustalić okoliczności tego tragicznego zdarzenia, jednak jak na tę chwilę nie ukazały się jeszcze żadne rezultaty.

Załaduj więcej
Gratulacje. To już koniec internetu.