Dwaj byli policjanci z Lublina, Arkadiusz K. i Wojciech K., zostali skazani na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za przekroczenie uprawnień podczas interwencji zakończonej śmiercią 36-letniego mężczyzny. Sąd Rejonowy Lublin-Wschód orzekł również trzyletni zakaz pełnienia służby w policji i nakazał zapłatę po 20 tys. zł zadośćuczynienia siostrze zmarłego.
Sprawa wróciła na wokandę po tym, jak we wrześniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił wcześniejszy wyrok uniewinniający. Najnowsze orzeczenie nie jest prawomocne.
Do tragicznej interwencji doszło 25 sierpnia 2020 roku, gdy policjanci otrzymali zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie zaczepiającym i atakującym przechodniów przy ul. Drogi Męczenników Majdanka. Funkcjonariusze zastali go w pobliżu skrzyżowania z ulicami Wolską i Łęczyńską. Według relacji opisywanych przez „Gazetę Wyborczą” mężczyzna miał wówczas kopać starszą kobietę. Arkadiusz K. ruszył za nim w pościg, a 36-latek miał informować, że jest chory psychicznie i prosić, by go zostawiono. Policjant użył gazu, a jego partner zajechał uciekającemu drogę, po czym obaj zatrzymali mężczyznę.
Z ustaleń sądu wynika, że podczas obezwładniania 36-latek został uderzony łokciem w szyję, a następnie powalony na brzuch. Policjanci założyli mu kajdanki i przytrzymywali kolanami i rękami, ograniczając możliwość oddychania. Mężczyzna miał sygnalizować problemy z oddychaniem, prosić o zwolnienie chwytów, a z jego ust wydobywała się ślina lub piana. Mimo że przestał wykonywać gwałtowne ruchy, funkcjonariusze nadal przytrzymywali jego nogi i klatkę piersiową. Kilkadziesiąt minut później 36-latek zmarł.
Sąd ustalił, że przyczyną śmierci była asfiksja restrykcyjna, czyli ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa związana z pobudzeniem ruchowym i utrudnionym oddychaniem podczas przymusowego unieruchomienia. We krwi zmarłego wykryto środki psychotropowe, ale obrażenia odniesione podczas interwencji i sposób prowadzenia reanimacji nie miały wpływu na jego śmierć.
Zdaniem sądu policjanci zastosowali nieadekwatne środki przymusu i użyli nadmiernej siły. Funkcjonariusze powinni byli uwzględnić stan mężczyzny i jego sygnały świadczące o problemach z oddychaniem.
Obrońca byłych policjantów, mecenas Stanisław Estreich, zapowiedział złożenie apelacji. Oskarżeni od początku procesu nie zgadzali się z zarzutami prokuratury, przekonując, że ich działania były uzasadnione sytuacją i mieściły się w granicach uprawnień. Jednocześnie obaj wyrazili ubolewanie i współczucie rodzinie zmarłego. Ostateczne rozstrzygnięcie w sprawie będzie zależeć od postępowania odwoławczego.


