Tegoroczny redyk w Zakopanem przyciągnął tłumy turystów, ale wydarzenie nie obyło się bez nieoczekiwanych problemów. Stado owiec, które miało przejść z Kuźnic na Antałówkę, w pewnym momencie zboczyło z wyznaczonej trasy i pognało na łąkę pod Nosalem.
Opanowanie zwierząt i skierowanie ich z powrotem na właściwy szlak zajęło kilkanaście minut. Zamieszanie pokazało, że przy tak dużym zainteresowaniu podobnymi wydarzeniami konieczne może być lepsze zabezpieczenie przemarszu.
Redyk rozpoczął się o godz. 11.30 przy bacówce w Kuźnicach, skąd stado poprowadził baca Andrzej Staszel „Furtek” wraz z synem Wojciechem. Uczestnikom towarzyszyły dźwięki trombit Pawła Łojasa, a także muzyka i śpiew wielopokoleniowego Zespołu Regionalnego im. Bartusia Obrochty.
Trasa prowadziła ulicą Karłowicza, następnie Drogą na Koziniec i Drogą na Antałówkę, a finał zaplanowano w okolicy kościoła. Jednak po drodze owce niespodziewanie zmieniły kierunek, co zmusiło organizatorów do szybkiej reakcji.
Na zakopiańskich ulicach na stado czekały tysiące turystów, z których wielu chciało uwiecznić przemarsz telefonami. Szczególnie tłoczno zrobiło się na Rondzie Brata Alberta, gdzie zgromadzeni widzowie utrudniali przejście owiec i doprowadzili do chwilowego paraliżu komunikacyjnego.
Skala zainteresowania okazała się dużym wyzwaniem dla organizatorów, a tłum w newralgicznych punktach utrudniał sprawne przemieszczanie się stada. W takich warunkach nawet niewielka zmiana kierunku przez zwierzęta mogła doprowadzić do większego zamieszania.
Przebieg wydarzenia wskazuje, że podczas kolejnych redyków warto zadbać o lepszą organizację i odpowiednią liczbę służb porządkowych. Szczególnie ważne może być zabezpieczenie najbardziej zatłoczonych fragmentów trasy barierkami, tak aby widzowie nie podchodzili zbyt blisko zwierząt. Takie rozwiązanie zwiększyłoby bezpieczeństwo zarówno turystów i uczestników, jak i samych owiec.


