Mieszkańcy Trójmiasta coraz częściej mogą spotkać się z nietypowym problemem podczas korzystania z nawigacji satelitarnej. Kierowca jadący ulicami Gdańska, Sopotu czy Gdyni może nagle zobaczyć na ekranie, że jego samochód znajduje się… na środku Bałtyku. Zjawisko szczególnie mocno daje o sobie znać w okresie wakacyjnym i nie dotyczy wyłącznie kierowców.
Dane Instytutu Łączności-PIB w Gdańsku pokazują skalę problemu. W maju i czerwcu zakłócenia systemów nawigacyjnych występowały przez kilka godzin aż przez około 70 proc. dni, a sytuacja w sierpniu również była poważna. W pierwszych 19 dniach tego miesiąca problemy pojawiały się przez około 63 proc. czasu, co oznacza, że użytkownicy GPS mogli mieć z nimi do czynienia bardzo często.
Eksperci wskazują, że jedną z głównych przyczyn może być działalność Rosji polegająca na zakłócaniu sygnałów satelitarnych. Problem polega na tym, że takich fal zakłóceń nie da się łatwo przewidzieć, a ich całkowite wyeliminowanie nie jest obecnie możliwe. Jak wskazuje ekspert Instytutu Łączności Rafał Niski, zakłócenia mogą trwać od kilku godzin nawet do kilku dni. Dlatego ważna jest przede wszystkim świadomość użytkowników, że sygnał nawigacyjny może nagle stać się niewiarygodny.
Konsekwencje mogą odczuwać nie tylko kierowcy, ale także piesi, rowerzyści oraz użytkownicy elektrycznych hulajnóg i wypożyczanych rowerów. Problemy z pozycjonowaniem mogą dotknąć również operatorów dronów, którzy mogą utracić prawidłową informację o położeniu urządzenia. Nie ma natomiast powodów do obaw o pasażerskie loty z Gdańska — samoloty dodatkowo wykorzystują niezależne systemy pozycjonowania i nie opierają bezpieczeństwa lotu wyłącznie na sygnale GPS.


