Mija kolejny dzień od brutalnego ataku na warszawskim Mokotowie, w którym kierowca Porsche miał pobić 66-letnią kobietę i jej męża, a także 75-letniego pana Witolda, który ruszył poszkodowanym na pomoc.
Do zdarzenia doszło 15 października na skrzyżowaniu ulicy Czerniakowskiej z aleją Witosa. Małżeństwo zwróciło uwagę kierowcy na jego niebezpieczny sposób jazdy, a ten miał wysiąść z samochodu i zaatakować kobietę, uderzając ją pięścią i kopiąc. Według relacji świadków napastnik zaatakował również mężczyzn, którzy próbowali interweniować, po czym odjechał z miejsca zdarzenia.
Sprawa wywołała ogromne oburzenie, szczególnie że początkowo policja nie podjęła poszukiwań w sposób, jakiego oczekiwali poszkodowani i świadkowie. Tożsamość kierowcy została ustalona, ale według komunikatu Prokuratury Okręgowej w Warszawie z 20 października mężczyzna nadal nie został ujęty, a funkcjonariusze ustalali miejsce jego pobytu.
Materiały sprawy trafiły do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów, a postępowanie obejmuje podejrzenie kierowania gróźb i narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Nowe emocje wywołał wpis profilu Stop Cham Warszawa, według którego Porsche związane z napaścią już od 13 dni stoi w garażu jednego z bloków na warszawskiej Pradze-Południe. Autorzy publikacji od początku nagłaśniają sprawę i domagają się wystawienia listu gończego za podejrzewanym mężczyzną.


