w

Radna pogodziła się z ukraińskim taksówkarzem, którego obraziła. Zapłaci też darowiznę na rzecz dzieci

Sprawa głośnego konfliktu gdańskiej radnej Sylwii Cisoń z ukraińskim taksówkarzem została zakończona. Strony zdecydowały się na mediację, podczas której doszło do wzajemnego pojednania i przebaczenia. Radna zobowiązała się ponadto przekazać darowiznę na rzecz poradni zajmującej się zdrowiem i rehabilitacją dzieci. Prokuratura umorzyła postępowanie.

Cała sprawa zaczęła się od przejazdu taksówką, którym Sylwia Cisoń wraz z dziećmi jechała na mecz Lechii Gdańsk. Radnej nie spodobało się, że kierowca z Ukrainy chciał zakończyć kurs na parkingu przy Amber Expo zamiast bezpośrednio pod stadionem. Zarejestrowana w samochodzie rozmowa szybko wywołała ogromne emocje, ponieważ radna używała wobec niego wulgarnych słów i zasugerowała mu powrót do kraju, skoro nie zna ani miasta, ani języka.

Konflikt trafił później na policję i do prokuratury. Radna twierdziła, że taksówkarz naruszył jej nietykalność cielesną. Z kolei mężczyzna złożył zawiadomienie dotyczące znieważenia, naruszenia jego nietykalności oraz uszkodzenia samochodu. Ostatecznie prokuratura zajęła się jego zgłoszeniem i w listopadzie 2025 roku przedstawiła Sylwii Cisoń zarzuty dotyczące znieważenia słowami wulgarnymi oraz naruszenia nietykalności cielesnej. Radna nie przyznała się wówczas do winy i odmówiła składania wyjaśnień.

Przełom nastąpił w kwietniu, gdy Sylwia Cisoń zdecydowała się na skierowanie sprawy do mediacji. Rozmowy zakończyły się porozumieniem, a obie strony zgodziły się zakończyć konflikt i wniosły o umorzenie postępowania karnego. Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo, wskazując na brak potrzeby dalszego ścigania z urzędu oraz brak znamion czynu zabronionego.

Radna zobowiązała się dodatkowo wpłacić darowiznę na rzecz KNP LOR Centrum Zdrowia i Rehabilitacji Dzieci.

Zgłoś

Co o tym myślisz?

Nestor

Napisane przez Spotted.pl

Lata członkostwaAutor wpisówLubi oceniać

Dodaj komentarz

2 komentarze

Policja oskarżona o pobicie Ukraińca. Sprawę badają prokuratura i RPO

Mieszkańcy Gdańska czekają na karetkę 45 minut. Protest przed Pomorskim Urzędem Wojewódzkim