Mieszkańcy jednego z osiedli na południu Gdańska mają dość szkód powodowanych przez dziki. Zwierzęta regularnie rozkopują trawniki, niszczą prywatną zieleń i rozrzucają śmieci. Ich obecność budzi obawy o bezpieczeństwo dzieci i osób spacerujących z psami. Jak wynika z relacji mieszkańców, próby rozwiązania problemu nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, a odpowiedzialne instytucje odsyłają ich do siebie nawzajem.
Mieszkańcy zgłosili sprawę do Urzędu Miejskiego w Gdańsku, ale Wydział Ekologii i Energetyki wskazał, że osiedle znajduje się w granicach obwodu łowieckiego nr 116. Miasto ma umowę z kołem łowieckim dotyczącą odstrzału i odłowu dzików, dlatego skierowało mieszkańców bezpośrednio do tej organizacji.
Koło łowieckie odpowiada, że ze względu na obowiązujące przepisy nie może przeprowadzić odstrzału w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych. Prawo zabrania strzelania do zwierząt w odległości mniejszej niż 150 metrów od takich budynków.
Nie ma również możliwości odłowienia dzików w celu ich późniejszego uśmiercenia w innym miejscu, ponieważ zabraniają tego przepisy. Koło łowieckie odmawia także pokrycia kosztów naprawy zniszczonych trawników, wskazując, że przewidziane prawem odszkodowania dotyczą szkód w uprawach rolnych. W efekcie mieszkańcy pozostają z problemem, a dotychczasowe próby uzyskania pomocy kończą się przerzucaniem odpowiedzialności między instytucjami.
Bezradność urzędników i myśliwych budzi coraz większą frustrację. Na razie mieszkańcy nie otrzymali rozwiązania, które pozwoliłoby skutecznie ograniczyć szkody i poprawić ich poczucie bezpieczeństwa.


