W czwartek na placu Obrońców Katowic odbyła się demonstracja pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Uczestnicy protestu wyrażali niezadowolenie z działań rządzących i domagali się zmian w przepisach dotyczących przerywania ciąży.
Organizatorzy zarzucali politykom, że nie zrealizowali przedwyborczych obietnic w sprawie prawa aborcyjnego. Czerwone kartki i transparenty miały symbolizować sprzeciw wobec obecnej sytuacji i przypominać, że oczekiwania protestujących pozostają aktualne.
Data zgromadzenia nawiązywała do wydarzeń sprzed sześciu lat. 22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny zakwestionował możliwość legalnego przerwania ciąży z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, co doprowadziło do usunięcia tej przesłanki z przepisów. Orzeczenie wywołało masowe protesty w całej Polsce, a tegoroczna demonstracja odwoływała się do tamtych wydarzeń i postulatów dotyczących prawa do decydowania o ciąży.
Organizatorzy przypomnieli również o dziesiątej rocznicy Czarnego Poniedziałku z 2016 roku, kiedy tysiące osób wyszły na ulice w ramach sprzeciwu wobec planowanych ograniczeń prawa aborcyjnego.
Katowicki protest odbył się zaledwie dwa dni po tym, jak Sejm uchwalił dwie ustawy dotyczące aborcji. Pierwsza dotyczy przywrócenia możliwości przerwania ciąży w przypadku ciężkich wad płodu, a druga przewiduje częściową dekryminalizację przerywania ciąży i dekryminalizację pomocy w samodzielnej aborcji. Samo przyjęcie ustaw przez Sejm nie oznacza jednak, że nowe przepisy już obowiązują.


