w

Nie żyje pacjent ze szpitala psychiatrycznego. Spędził ponad 40 godzin w pasach podczas fali upałów

Prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci pacjenta szpitala neuropsychiatrycznego w Lublinie. Mężczyzna przez około 43 godziny pozostawał unieruchomiony pasami bezpieczeństwa, a personel tłumaczył zastosowanie takiego środka jego agresywnym zachowaniem. Sprawa wzbudziła ogromne kontrowersje i pytania o prawidłowość postępowania personelu.

Marek Wereski sam wezwał pomoc i 28 czerwca trafił do placówki, obawiając się o swój stan zdrowia. Jeszcze następnego dnia kontaktował się z rodziną i podczas rozmowy nie zgłaszał niczego poza trudnymi warunkami panującymi w szpitalu podczas fali upałów. Kilkanaście godzin po przyjęciu lekarz zdecydował jednak o zastosowaniu wobec niego przymusu bezpośredniego.

W dokumentacji medycznej zapisano, że powodem unieruchomienia było pobudzenie psychoruchowe i agresja wobec personelu. Rodzina zwraca uwagę, że mężczyzna pozostawał przypięty do łóżka niemal dwa dni, mimo bardzo wysokich temperatur panujących w budynku pozbawionym klimatyzacji. Zgodnie z przepisami zasadność dalszego stosowania pasów powinna być regularnie oceniana przez lekarza.

1 lipca rano pielęgniarka podczas obchodu zauważyła, że pacjent nie daje oznak życia. Lekarz stwierdził zgon, ale sekcja zwłok nie pozwoliła jednoznacznie ustalić ani przyczyny śmierci, ani momentu, w którym nastąpiła. To dodatkowo skomplikowało wyjaśnienie całej sprawy.

Rodzina zmarłego domaga się pełnego wyjaśnienia okoliczności tragedii i kwestionuje zarówno decyzję o zastosowaniu pasów, jak i czas ich użycia. Prokuratura prowadzi śledztwo pod kątem ewentualnego błędu medycznego oraz analizuje dokumentację leczenia i sposób nadzorowania pacjenta. Wyniki postępowania mają odpowiedzieć na pytanie, czy podczas hospitalizacji doszło do nieprawidłowości.

Zgłoś

Co o tym myślisz?

Nestor

Napisane przez Spotted.pl

Lata członkostwaAutor wpisówLubi oceniać

Dodaj komentarz

4 komentarze

  1. 🔴 43 GODZINY W PASACH. ŚMIERĆ, KTÓREJ NIKT NIE POTRAFI WYJAŚNIĆ

    Sam zadzwonił po pogotowie. Czuł, że choroba wraca, chciał do szpitala, chciał się ustabilizować. Trzy dni później już nie żył — przypięty pasami do łóżka, w dusznej sali, w środku fali upałów.

    Marek Wereski miał 43 godziny przymusu bezpośredniego. Non stop. Historia jego śmierci w Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublinie zaczyna się nie od zgonu, tylko od niszczarki.

    Gdy po śmierci Marka rodzina przyjechała na oddział po jego rzeczy, atmosfera — jak relacjonuje brat zmarłego — była duszna, wszyscy spuszczali wzrok. A potem le

Burze sparaliżowały Szczecin. Ulice pod wodą, a po uderzeniu pioruna zapalił się dom

Szokujące zdjęcia z toalet miejskich. Wandale dewastują szalety i zabrudzają fekaliami