Nietypowa kontrola na jednej z ulic Gdańska zakończyła się dla rowerzysty serią mandatów. Mężczyzna został zatrzymany 8 września rano na al. Zwycięstwa, gdy jechał drogą rowerową i jednocześnie korzystał z telefonu. Początkowo chodziło o wykroczenie związane z używaniem telefonu. Jednak sytuacja skomplikowała się, gdy policjant przyjrzał się bliżej jednośladowi.
Funkcjonariusz zwrócił uwagę na znajdującą się w rowerze manetkę umożliwiającą napędzanie pojazdu bez pedałowania. Według relacji mężczyzny rower został kupiony w gdańskim sklepie jako rower elektryczny, a manetka znajdowała się w nim już w momencie zakupu. Policja uznała jednak, że parametry pojazdu mogą odpowiadać motorowerowi, co oznacza zupełnie inne wymagania dotyczące jego użytkowania.
Rowerzysta twierdzi, że w związku z kontrolą otrzymał kilka kar, których łączna wysokość ma wynosić 3 tys. zł. W tej kwocie znalazło się 500 zł za korzystanie z telefonu podczas jazdy, 1500 zł za naruszenie przepisów dotyczących poruszania się oraz 1000 zł za jazdę motorowerem bez wymaganych dokumentów dopuszczających pojazd do ruchu. Mężczyzna kwestionuje część zarzutów, wskazując, że poruszał się drogą dla rowerów, a nie drogą przeznaczoną dla pieszych.
Policja podczas sprawdzania pojazdu ustaliła, że może osiągnąć prędkość 40 km/h i ruszać bez konieczności używania siły mięśni przez kierującego. Są to istotne parametry, ponieważ zgodnie z definicją legalnego roweru elektrycznego wspomaganie powinno działać podczas pedałowania, mieć moc znamionową nie większą niż 250 W i zostać odcięte po przekroczeniu 25 km/h. Jeżeli jednoślad nie spełnia tych warunków, może zostać uznany za motorower, który nie może korzystać z drogi rowerowej na takich samych zasadach jak zwykły rower.


