8 września na warszawskim Żoliborzu służby interweniowały wobec Marcina Dobskiego, dziennikarza Telewizji Republika. Jedna z interwencji miała miejsce w kościele św. Stanisława Kostki przy ul. Hozjusza, gdzie strażnicy miejscy zastali go bez koszulki i w stanie, który wzbudził niepokój. Kontakt z nim miał być utrudniony, dlatego na miejsce wezwano ratowników medycznych, którzy zdecydowali o przewiezieniu go do Szpitala Bielańskiego.
Tego samego dnia policjanci pojawili się również w mieszkaniu dziennikarza. Według informacji przekazanych przez Komendę Stołeczną Policji funkcjonariuszy powiadomiła m.in. sąsiadka, która zauważyła uchylone drzwi i nieporządek w lokalu, a także pozostawione bez opieki zwierzę. Policja przeszukała mieszkanie, a po zakończeniu lokal zabezpieczono i zaplombowano.
KSP zaznaczyła, że działania nie miały związku z pracą dziennikarską Dobskiego, lecz wynikały z okoliczności wskazujących na możliwe zagrożenie życia i zdrowia oraz konieczność wykonania czynności przewidzianych prawem. W trakcie przeszukania nie znaleziono środków odurzających ani innych przedmiotów, których posiadanie byłoby zabronione. Materiały z przeprowadzonych czynności przekazano Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Żoliborz.
16 września Dobski odniósł się publicznie do całej sytuacji. Przeprosił osoby, które mogły poczuć się oburzone jego zachowaniem. Wyjaśnił, że zmaga się z chorobą i że w czasie kryzysu szukał pomocy. Zaprzeczył też, aby był w kościele nagi. Dziennikarz przekazał również, że jego pies Sara miała wysoką gorączkę i wcześniej była z nim u weterynarza. Dodatkowo zapowiedział, że zamierza jeszcze opisać okoliczności przeszukania swojego mieszkania.
fot. Marcin Dobski / Facebook

