W nocy z 27 na 28 lipca przy nabrzeżu w rejonie ulicy Doki w Gdańsku spłonęły dwie zacumowane łodzie. Ogień pojawił się około godziny 3 nad ranem, a do akcji skierowano trzy zastępy straży pożarnej i statek pożarniczy. Jedna z jednostek całkowicie zatonęła, a druga została częściowo zatopiona. Nikt nie odniósł obrażeń.
Na miejscu pracowali również policjanci, którzy zabezpieczyli teren i rozpoczęli śledztwo. Część świadków uważa, że pożar mógł być wynikiem celowego podpalenia. Jeden z właścicieli łodzi twierdzi, że kilka dni wcześniej doszło do nieudanej próby podpalenia z użyciem koktajlu Mołotowa, co miały zarejestrować kamery monitoringu.
W tle sprawy pojawia się narastający konflikt w środowisku armatorów działających nad Motławą. Po awarii kładki na Ołowiankę większe jednostki mają ograniczony dostęp do części nabrzeży, co wywołało spory dotyczące miejsc postojowych i organizacji żeglugi. Właściciele łodzi przekonują, że problemy odbijają się na ich działalności i powodują straty finansowe.
Na razie służby nie potwierdzają, że pożar został wywołany celowo. Po zakończeniu akcji gaśniczej policjanci oraz technicy kryminalistyki zabezpieczyli ślady, a w dalszym etapie postępowania zostanie powołany biegły z zakresu pożarnictwa. Jego opinia ma pomóc w ustaleniu dokładnej przyczyny pojawienia się ognia.
fot. KM PSP Gdańsk


