Emeryt z Polski kupił w renomowanym salonie Audi w Poznaniu samochód Audi A6 za 127 tysięcy złotych. Auto było roczne i posiadało certyfikat programu „Audi Select +”, który miał potwierdzać jego bezwypadkową historię oraz dokładną kontrolę techniczną. Radość z zakupu nie trwała jednak długo.
Wkrótce po odebraniu pojazdu zaczęły pojawiać się różne usterki. Część z nich salon usuwał w ramach gwarancji, jednak za inne właściciel musiał zapłacić z własnej kieszeni. Zaniepokojony nabywca zdecydował się oddać samochód do niezależnego rzeczoznawcy.
Ekspert szybko ustalił, że pojazd brał udział w poważnym zdarzeniu drogowym w Niemczech. W wyniku kolizji uznano go za szkodę całkowitą, co oznaczało, że w praktyce był wrakiem. Samochód trafił później do Polski jako uszkodzony, został naprawiony i zarejestrowany w poznańskim urzędzie miasta.
Podczas rejestracji pojazdu doszło jednak do poważnego przeoczenia. Do dokumentów nie dołączono protokołu badania technicznego, a urzędnik nie zwrócił uwagi na zapis w umowie kupna-sprzedaży mówiący o powypadkowym charakterze auta. W efekcie w dowodzie wpisano termin badania technicznego jak dla samochodu bezwypadkowego.
Samochód ostatecznie trafił do salonu Audi w ramach rozliczenia od pierwszego polskiego właściciela. Ten zapewnił, że pojazd jest w dobrym stanie i na tym zakończyła się jego weryfikacja. Emeryt zgłosił sprawę do prokuratury, jednak postępowanie w sprawie dealera umorzono.
Auto nie jest dziś zarejestrowane, więc właściciel nie może nim jeździć, a pojazd stoi nieużywany na parkingu.


