Prezydent Katowic Marcin Krupa nie będzie już wożony służbową Skodą Superb. Miejska spółka zakupiła dla niego luksusową limuzynę klasy premium, która ma służyć do reprezentowania miasta. Samorząd jednak nie kupił auta bezpośrednio, tylko zastosował sprytne rozwiązanie, aby ominąć potencjalne kontrowersje. Samochód formalnie należy do spółki, a urząd miasta korzysta z niego na zasadzie wynajmu.
Zakup zrealizowała spółka Katowickie Inwestycje, która w całości należy do miasta, ale funkcjonuje jako odrębny podmiot. To właśnie ona ogłosiła przetarg na samochód, unikając tym samym bezpośredniego powiązania transakcji z urzędem. Specyfikacja była wyjątkowo szczegółowa i obejmowała aż 79 wymagań. Już na etapie analizy było jasne, że chodzi o pojazd z najwyższej półki.
Ostatecznie wybór padł na Audi A8 – jedną z najbardziej luksusowych limuzyn dostępnych na rynku. W przetargu pojawiły się dwie oferty. Zaakceptowano tą tańszą, opiewającą na 579 800 zł. To właśnie ten model spełniał niemal wszystkie wymagania zawarte w dokumentacji. Warto zaznaczyć, że pierwotnie zakładano nawet wyższą kwotę zakupu.
Nowe auto wyposażono w szereg udogodnień typowych dla segmentu premium. Znajdziemy w nim m.in. cztery indywidualne fotele, masaż, wentylację, czterostrefową klimatyzację oraz system nagłośnienia 3D. Do tego dochodzą kamery 360 stopni, podgrzewane elementy wnętrza, funkcja jonizacji powietrza oraz zaawansowane systemy wspomagania jazdy. Samochód posiada także napęd hybrydowy i napęd na cztery koła.
Prezydent korzysta z pojazdu na podstawie umowy najmu między miastem a spółką. Opłata uzależniona jest od liczby dni użytkowania, ale nie może przekroczyć 5 tysięcy złotych netto miesięcznie. Oznacza to, że formalnie urząd nie poniósł jednorazowego kosztu zakupu. Jednak w praktyce samochód pozostaje do dyspozycji władz miasta.
Przedstawiciele spółki tłumaczą, że luksusowe auto jest potrzebne do kontaktów z inwestorami i zagranicznymi delegacjami. Podkreślają, że odpowiedni standard transportu ma wpływ na wizerunek miasta i może pomóc w przyciąganiu nowych projektów oraz kapitału.
Krytycy wskazują jednak, że taki wydatek może budzić wątpliwości mieszkańców. Sprawa pokazuje, jak cienka bywa granica między potrzebą reprezentacji a luksusem finansowanym ze środków publicznych.


