Planowana Strefa Czystego Transportu w Katowicach budzi spore emocje, ale według krytyków w praktyce niewiele zmieni. Władze miasta podkreślają, że jej wprowadzenie to obowiązek, a nie własna inicjatywa. Prezydent Marcin Krupa wielokrotnie zaznaczał, że miasto „musi” wdrożyć przepisy, choć entuzjazmu wokół projektu nie widać.
Opublikowana mapa strefy pokazuje, że obejmie ona bardzo niewielki obszar śródmieścia. Większość ulic objęta SCT to deptaki lub drogi z minimalnym ruchem samochodowym, takie jak okolice Rynku czy ulice Staromiejska i 3 Maja. W praktyce realny ruch odbywa się głównie na ul. Szkolnej i fragmencie ul. Mickiewicza.
Przepisy mają wejść w życie 29 czerwca 2026 roku. W momencie startu po strefie będą mogły poruszać się nawet 26-letnie auta benzynowe i 17-letnie diesle. Co więcej, mieszkańcy Katowic oraz gmin metropolii będą zwolnieni z ograniczeń, co oznacza, że zakaz obejmie jedynie wąską grupę kierowców.
Kontrole mają prowadzić policja i straż miejska, jednak nie wskazano szczegółowego sposobu egzekwowania przepisów. Krytycy twierdzą, że łatwiej będzie znaleźć pojazd dopuszczony do ruchu niż taki, który podlega zakazowi. W efekcie strefa może pozostać głównie formalnością, a większy wpływ na ograniczenie ruchu może mieć planowane rozszerzenie strefy płatnego parkowania.



Rozsądek. Brawo.
Patryk Białas już się wygadał że to dopiero początek. Jak z limuzyną prezydenta kręcenie, ściemnianie a potem BAM! Prosto w twarz mieszkańców GZM! Będą dokręcać śrubę – bo no … wiecie się nie da inaczej a Polacy to ciemięgi i nic nie mogą…
Spokojnie będą powiększać strefę, stopniowo, żeby nie było jak w Krakowie
Radosław Otorowski skończ siać ferment
Paweł Gierula Spokojnie za rok wspomnę ci te słowa jak się powiększy