Własna działka ROD miała być dla pana Jana z Gdańska miejscem odpoczynku po pracy, wśród zieleni i z dala od codziennego pośpiechu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna – zamiast relaksu pojawiła się lista obowiązków. Mężczyzna po zaledwie trzech miesiącach zdecydował, że chce sprzedać działkę, ponieważ utrzymanie jej zaczęło być dla niego zbyt dużym obciążeniem.
Jednym z pierwszych problemów okazały się koszty. Działkowiec musi liczyć się z opłatami ogrodowymi i składkami, z których finansowane są m.in. wywóz odpadów, woda czy energia elektryczna. Wydatki, które początkowo wydawały się niewielkie, po pewnym czasie zaczęły być zauważalnym elementem domowego budżetu.
Jeszcze większym zaskoczeniem okazała się ilość pracy. Trawnik wymaga regularnego koszenia, chwasty trzeba usuwać, a drzewa i krzewy przycinać, by nie wychodziły poza granice działki. Do tego dochodzi podlewanie, sadzenie roślin oraz walka ze szkodnikami. Dlatego, zamiast leżaka po pracy, często czekały na niego kosiarka i narzędzia ogrodnicze.
Nowy działkowiec szybko przekonał się, że korzystanie z ROD wiąże się także z wieloma zasadami. Regulamin zabrania prowadzenia działalności gospodarczej, spalania śmieci czy odprowadzania nieczystości do gruntu i dochodzi do tego również konieczność odpowiedniego oznaczenia działki. Dla osoby, która liczyła przede wszystkim na swobodny wypoczynek, kolejne formalności i ograniczenia okazały się dodatkowym źródłem frustracji.
Po trzech miesiącach pan Jan uznał, że wymarzona oaza spokoju przyniosła mu więcej pracy i kosztów niż przyjemności. Sprzedaż działki stała się w jego ocenie najrozsądniejszym rozwiązaniem.


