We wczesnych godzinach porannych przed urzędem wojewódzkim we Wrocławiu pojawili się protestujący rolnicy z Dolnego Śląska. Towarzyszyły im hasła ostrzegające przed upadkiem rodzinnych gospodarstw, w tym mocny slogan o „śnie narodu”. Zapowiadano przyjazd co najmniej stu maszyn, ale początkowo na miejscu stanęło zaledwie kilka ciągników.
Przejście w kierunku biura Komisji Europejskiej przy ul. Widok zaplanowano na godz. 9:00, ale wydłużyło się spotkanie z przedstawicielami administracji. Rolnicy przekazali petycję do rządu, podkreślając, że ich gospodarstwa zmagają się z poważnym kryzysem. Ponadto, organizatorzy z NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność nawoływali do walki o przyszłość rolnictwa w Polsce i Europie.
Wcześniej związkowcy zapowiadali większą frekwencję, lecz liczba traktorów, pomimo że stopniowo rośnie, prawdopodobnie nie osiągnie oczekiwanej skali. Protestujący podkreślali, że nie zamierzają blokować ruchu, dlatego będą maszerować chodnikami. Mimo to służby przygotowały się na utrudnienia w centrum miasta.
W ramach protestów około godz. 10:00 zamknięto dla tramwajów ul. Widok, a część linii skierowano na objazdy. Policja apeluje do kierowców o ostrożność i stosowanie się do poleceń funkcjonariuszy. Demonstracja miała zgromadzić kilkaset osób, choć ostateczna frekwencja może być niższa od zapowiedzi.



Strajk był legalny, pokojowy. Zgłoszonych było kilkadziesiąt maszyn. Niestety władze miasta Wrocław wysłały ogromne ilości policji na wjazdach do miasta ,aby zatrzymywały rolników i przeprowadzały długie kontrolę. Efekt miał być taki, że strajk to lipa. Ponadto w okolicy strajku pojawiły się takie ilości policji jakby co najmniej był tam zlot bandytów a nie legalnie protestujących obywateli. Hordy policjantów ,białe kaski, armatki wodne.. kilkuset rolników i lekko tysiąc policjantów. Czy to jest normalne? To jest chore. Chory kraj , zarządzany przez chorych ludzi