Były szef Prokuratury Regionalnej w Lublinie nadal otrzymuje ponad 43 tysiące złotych miesięcznie, pomimo że został zawieszony i usłyszał poważne zarzuty. Decyzja w sprawie obniżenia jego wynagrodzenia nie została jeszcze podjęta, ponieważ postępowanie przeciąga się z powodów proceduralnych.
Choć od odwołania prokuratora Ziarkiewicza minęły już ponad dwa lata, jego sytuacja pozostaje nierozstrzygnięta. Sąd dyscyplinarny miał zająć się sprawą pod koniec marca, jednak nie wydał żadnego rozstrzygnięcia. Posiedzenie zostało przerwane i przełożone na kwiecień, co oznacza dalsze wypłaty pełnej pensji.
Równolegle trwa walka o uchylenie immunitetu, bez którego nie można postawić zarzutów karnych. Sprawa przez długi czas pozostawała bez rozwoju, mimo że dotyczy poważnych podejrzeń. Śledczy chcą postawić zarzuty związane m.in. z przekroczeniem uprawnień, poświadczeniem nieprawdy oraz ukrywaniem dokumentów.
Do tego wszystkiego dochodzi również kwestia delegacji służbowych i ogromnych kosztów przejazdów prywatnym samochodem. Mowa tutaj o ponad 120 tysiącach kilometrów, które Ziarkiewicz przejechał tym pojazdem i 140 tysiącach złotych, jakie zostały mu wypłacone z tytułu delegacji służbowych.
Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że prokurator nadal pojawia się publicznie w otoczeniu polityków i bierze udział w wydarzeniach o charakterze politycznym.


