20-letnia Julia Liegmann trafiła do jednego z gdańskich szpitali na zaplanowany zabieg związany z leczeniem kamicy nerkowej. Procedura miała być rutynowa i bezpieczna, a sama pacjentka była przekonana, że wszystko przebiegnie bez komplikacji. Jeszcze przed operacją wyniki badań wskazywały jednak na obecność bakterii E. coli oraz wcześniejsze problemy z zakażeniem układu moczowego. Mimo to lekarze nie uznali tego za przeciwwskazanie do przeprowadzenia zabiegu.
Zabieg kruszenia kamienia w nerce odbył się 9 lutego i trwał zaledwie kilkadziesiąt minut. Rodzina oraz partner Julii byli przekonani, że to standardowa procedura, po której pacjentka szybko wróci do zdrowia. Początkowo nic nie wskazywało na dramatyczny rozwój wydarzeń. Sytuacja zaczęła się jednak gwałtownie zmieniać jeszcze tego samego dnia.
Już kilka godzin po operacji pojawiły się niepokojące objawy, w tym krwiste wymioty oraz krwawienia z nosa i gardła. Pacjentkę skierowano na konsultację laryngologiczną, jednak nie wykryto jednoznacznego źródła problemu. W kolejnych godzinach stan Julii systematycznie się pogarszał, pojawiły się spadki ciśnienia, zaburzenia wyników badań oraz objawy wskazujące na rozwijającą się ciężką infekcję. Lekarze wdrożyli antybiotykoterapię, ale nie przyniosła oczekiwanych efektów.
W nocy z 9 na 10 lutego badania zaczęły wskazywać na niewydolność narządów, a rano w dokumentacji pojawiło się rozpoznanie urosepsy. Stan pacjentki określono jako ciężki, konieczne było podanie silnych leków podtrzymujących krążenie. W tym momencie sytuacja była już bardzo poważna i wymagała leczenia w warunkach intensywnej terapii. Kluczowe stało się jak najszybsze przekazanie Julii na OIT.
Pierwsza prośba o kwalifikację do oddziału intensywnej terapii została zgłoszona około godziny 10:00. Jednak, mimo pogarszającego się stanu pacjentki, na decyzję i transport trzeba było czekać wiele godzin. Julia trafiła na OIT dopiero około 18:30, do innego szpitala, ponieważ w pierwotnej placówce brakowało wolnych miejsc. Łącznie od zgłoszenia potrzeby minęło ponad osiem godzin, podczas których pacjentka była już w stanie ciężkiej sepsy.
Julia zmarła 17 lutego, a jako przyczynę śmierci wskazano urosepsę. Jej rodzina nie ma wątpliwości, że kluczowe znaczenie miały godziny oczekiwania na specjalistyczną pomoc. Bliscy złożyli zawiadomienie do prokuratury oraz skargi do odpowiednich instytucji, domagając się wyjaśnień. Szpital poinformował, że prowadzi wewnętrzne postępowanie, podkreślając jednocześnie, że szczegóły objęte są tajemnicą lekarską.



Szpital na Zaspie … Już od dawna nie ma dobrych opinii..😡
Szpital ma kilkadziesiąt spraw o odszkodowanie 😅 wiem bo sama jestem pokrzywdzoną i dowiedziałam się tego od adwokata. Nie dziwi mnie to że ktoś umarł na Zaspie
Szkoda tylko że zostały zastraszone osoby z ochrony niczemu winne😡
Zaspa? Od dłuższego czasu to umieralnia zaraz po szpitalu w Gdyni. Nic tylko wyrazy współczucia dla bliskich.
Ja straciłam tam dzieciaczka. Dzień przed byłam z bólem i skorczami, to oberwało mi się że po co przyjechałam. Kolejnego dnia jak już krew mnie zalała, pogotowie łaskę zrobiło że się pojawili i w karetce usłyszałam tekst ,, proszę się uśmiechnąć, jest Pani w ukrytej kamerze,, po raz kolejny w poczekalni olewka, nie miałam sił na interwencję. Bliscy musieli się domagać. A jak już było za późno to jedynie usłyszałam że im przykro. Nikt nie przychodzi do szpitala dla przyjemności, więc wyrozumiałość i empatia też by się przydała.