Mer Andrij Sadowy postanowił zaprosić do Lwowa prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Sadowy podjął tę decyzję po kolejnym ataku rosyjskich dronów. Jak zaznacza, zaproszenie ma wymiar nie tylko symboliczny, ale przede wszystkim praktyczny. Sadowy podkreślał na antenie Radia Kraków, że współczesne zagrożenia nie znają granic. I zwrócił też uwagę, że odległość między miastami nie daje już poczucia bezpieczeństwa.
W rozmowie z krakowską rozgłośnią mer ostrzegł, że zagrożenie może dotyczyć także Polski. Jak zaznaczył, rakieta byłaby w stanie dotrzeć do Krakowa w zaledwie kilka minut, co powinno skłonić do poważnej refleksji nad bezpieczeństwem miasta. Jego zdaniem to właśnie teraz jest moment, aby wyciągać wnioski z doświadczeń regionu. I podkreśla, że zaproszenie dla władz Krakowa ma pomóc lepiej zrozumieć skalę wyzwań.
Bezpośrednim impulsem do tych słów był jeden z najpoważniejszych ataków na Lwów od początku wojny. Ucierpiała m.in. zabytkowa część miasta, a zniszczenia objęły dziesiątki budynków i mieszkań. Jeden z obiektów trzeba będzie odbudować od podstaw. Ponadto, kilka osób zostało rannych podczas ataku.
W ocenie mera doświadczenia Lwowa mogą być cenne także dla Krakowa. Chodzi nie tylko o systemy alarmowe czy ochronę infrastruktury, ale również przygotowanie służb na sytuacje kryzysowe. Sadowy zwracał uwagę, że miasta powinny być gotowe na scenariusze masowych ataków, które jeszcze niedawno wydawały się nierealne. Podkreślił, że kluczowe jest przygotowanie szpitali i służb ratunkowych na nagły napływ dużej liczby rannych.
Zaproszenie skierowane do prezydenta Krakowa ma więc służyć wymianie doświadczeń i lepszemu przygotowaniu na potencjalne zagrożenia. Sadowy zaznaczył, że Lwów współpracuje już z innymi polskimi miastami i liczy, że także Kraków skorzysta z tej wiedzy. Według niego takie wizyty mogą pomóc samorządom lepiej reagować w sytuacjach kryzysowych.


