Przed krakowskim sądem trwa proces Marty O., oskarżonej o zabójstwo męża ze szczególnym okrucieństwem, spalenie jego zwłok i zacieranie śladów zbrodni. Marta O. jest po pięćdziesiątce, a jej mąż był od niej o kilkanaście lat starszy. Według śledczych kobieta najpierw próbowała pozbyć się mężczyzny, wywożąc go do Rumunii i zostawiając tam w pobliżu jeziora. Emeryt jednak przeżył i po kilku miesiącach wrócił do Polski dzięki pomocy miejscowych służb.
Prokuratura twierdzi, że po powrocie mężczyzny relacje małżonków ponownie się pogorszyły. Zdaniem śledczych Marta O. miała upić męża, podać mu amfetaminę, a następnie zabić go młotkiem. Później – według ustaleń śledczych – przebrała się, założyła blond perukę, a następnie wywiozła ciało zawinięte w koc i materac do województwa świętokrzyskiego.
Zwłoki zostały przewiezione do miejscowości Oblekoń, gdzie kobieta miała oblać je benzyną i spalić. Śledczy ustalili tożsamość ofiary m.in. dzięki odciskom palców zabezpieczonym wcześniej przez rumuńską policję. Prokuratura twierdzi również, że córka oskarżonej i jej partner pomagali później usuwać ślady zbrodni w mieszkaniu.
Sama Marta O. wielokrotnie zmieniała swoje zeznania i raz przyznawała się do winy, a innym razem zaprzeczała. Przed sądem mówiła, że mąż miał próbować ją zgwałcić, jednak nie wyjaśniła dokładnie przebiegu wydarzeń. Nie zaprzeczyła jedynie temu, że wywiozła i spaliła ciało mężczyzny, twierdząc jednocześnie, że żałuje całej sytuacji.


